<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Wywiady z Ryszardem Kapuścińskim on kapuscinski.info</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/</link><description>Recent content in Wywiady z Ryszardem Kapuścińskim on kapuscinski.info</description><generator>Hugo</generator><language>pl-PL</language><lastBuildDate>Mon, 28 Feb 2011 00:00:00 +0000</lastBuildDate><atom:link href="https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Kapuściński — prawda i władza</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/kapuscinski-prawda-i-wladza-letras-libres/</link><pubDate>Mon, 28 Feb 2011 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/kapuscinski-prawda-i-wladza-letras-libres/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Wywiad z Arturem Domosławskim&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;em&gt;Publikacja w Hiszpanii — gdzie Ryszard Kapuściński cieszy się niemal mitycznym statusem — biografii napisanej przez polskiego dziennikarza Artura Domosławskiego, poprzedziła pewna polemika. Polemika ta była echem tej, która rozgorzała w Polsce, gdzie książka wywołała małe trzęsienie ziemi. Szybko stała się &lt;em&gt;bestsellerem&lt;/em&gt; i dała początek powszechnemu linczowi na jej autorze, którego z różnych stron oskarżano o zdradę pamięci przyjaciela i mentora. Depesze prasowe nadchodzące z Polski, które media hiszpańskie (ale też angielskie i włoskie) przedrukowywały lub interpretowały, mówiły o kontrowersyjnej książce, swoistym procesie doraźnym oprawionym w sześćset stron, &lt;em&gt;exposé&lt;/em&gt; pełnym oskarżeń, napisanym wyłącznie po to, by zniszczyć reputację autora „Cesarza&amp;quot; i „Podróży z Herodotem&amp;quot;.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>An Interview by Bill Buford</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/an-interview-by-bill-buford/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/an-interview-by-bill-buford/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Bill Buford źródło: Granta magazine data publikacji: 1987-01-01 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Bill Buford: Your first book to be published in English was The Emperor, and that appeared only four years ago. But you had been writing for nearly thirty years before your two translators, an American and a Pole, took it upon themselves to translate your book and submit it to an American publisher. What do you feel we should know about those years before the writing of The Emperor?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Antyciała</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/antyciala/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/antyciala/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Andrzej Skworz źródło: PRESS Numer 2 (121) data publikacji: 2006-03-14 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ile zaproszeń na spotkania i wykłady otrzymuje Pan co dnia?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W grudniu było tego po dwadzieścia kilka dziennie. Przychodzi ich mnóstwo, więc gdybym przyjmował te zaproszenia, mógłbym resztę życia poświęcić tylko na jeżdżenie po całym świecie, i jeszcze by mi za to płacili.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Finansowo byłoby to bardziej opłacalne niż pisanie?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ja już na to nie patrzę. Przychodzi taki moment w życiu, w którym czas staje się największą wartością. Pieniędzy nawet nie ma kiedy wydawać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Autoportret reportera, wywiad z Ryszardem Kapuścińskim</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/autoportret-reportera-wywiad-z-ryszardem-kapuscinskim/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/autoportret-reportera-wywiad-z-ryszardem-kapuscinskim/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Jacek Antczak źródło: Słowo Polskie data publikacji: 2003-09-19&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński o sobie, wojnie i dziennikarzach ryzykujących życie.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;* Czym jest zawód korespondenta?&lt;/strong&gt; - To jest taki typ dziennikarstwa, jaki wymaga pewnych predyspozycji, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Kiedy czasem pytają mnie studenci, co trzeba zrobić, żeby zostać korespondentem zagranicznym, to mówię, że trzeba spełniać osiem warunków jednocześnie: zdrowie fizyczne, odporność psychiczna, ciekawość świata, znajomość języków, umiejętność podróżowania, bo to jest przecież sztuka, otwartość wobec innych ludzi, kultur, i trzeba mieć pasję, a przede wszystkim starać się myśleć. Jest to zawód wyniszczający. Wielu ludzi uprawia go tylko przez pewien okres życia, bo nie wytrzymują.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Bez granic, po horyzont</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/bez-granic-po-horyzont/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/bez-granic-po-horyzont/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Bartosz Marzec źródło: Rzeczpospolita data publikacji: 2004-12-18 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński o Pińsku – swym kraju lat dziecięcych&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wywiad ukazał się w gazecie &amp;ldquo;Rzeczpospolita&amp;rdquo;, dodatek &amp;ldquo;Rzecz o książkach&amp;rdquo;, 2-3 lutego 2008, str. K6.&lt;/p&gt;
&lt;h3 id="bez-granic-po-horyzont"&gt;Bez granic, po horyzont&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Pytałem o rodzinne miasto pisarza. Naszą rozmowę rejestrowałem na kasecie, ale dla pewności także notowałem. Jednak do artykułu „Z Pińska na koniec świata“, który 18 grudnia 2004 roku został zamieszczony w „Plusie Minusie“, wykorzystałem tylko część zapisków. Natomiast dwie nagrane kasety, starannie opisane, trafiły do biurka. Przyszła pora, by do nich wrócić. Datę wywiadu mogę ustalić z łatwością po dedykacji z „Hebanu“: „Bartkowi, na pamiątkę spotkania – rozmowy o Pińsku. 6 września 2004 r. Najserdeczniej. Ryszard Kapuściński“. -b. m.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>BYĆ INNYM - ostatni wywiad radiowy</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/byc-innym-ostatni-wywiad-radiowy/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/byc-innym-ostatni-wywiad-radiowy/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Magda Mikołajczuk źródło: Program 1 data publikacji: 2007-01-21 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;To było 19 lipca zeszłego roku, program był na żywo, wcześniej chwilę rozmawiałam z moim gościem i dopadło mnie zdziwieniem, które być zdziwieniem już nie powinno, bo właściwie dotyczy wszystkich ludzi wielkiego formatu.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Chodziło mianowicie o to, że Ryszard Kapuściński okazał się osobą skromną, bezpośrednią i skupiającą całą swoją uwagę na rozmówcy. Myślę, że to było jednym z powodów jego sukcesu - że umiał słuchać i nie bagatelizował żadnych pytań.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Cały ten futbol</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/caly-ten-futbol/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/caly-ten-futbol/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Dariusz Wołowski i Michał Pol źródło: Gazeta Wyborcza data publikacji: 1998-06-05 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Czy wyobraża pan sobie świat bez futbolu?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie. dzisiaj futbol stał się tak nierozłącznym i ważnym elementem kultury masowej, że trudno ją sobie bez niego wyobrazić. Ja od małego stykałem sie z futbolem. Świat, w którym się wychowałem, był już światem futbolu. Nawet w Pińsku, małym misteczku, w którym się urodziłem i spędziłem dzieciństwo, była drużyna piłkarska. Była chlubą miasteczka. Nie pamiętam konkretnych meczów, miałem wtedy trzy, cztery lata. Zapamiętałem tylko ruch piłki po boisku i jedną sytuacje, a właściwie krwawiące kolano pewnego zawodnika. Został kopnięty i upadł na trawę. Oglądam piłkę nożną już 60 lat, gdzie się da, i właśiwie tylko z jej powodu trzymam w domu telewizor.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Ciężar stulecia</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ciezar-stulecia/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ciezar-stulecia/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Autor: Wiesław Kot źródło: WPROST nr 52/1995 data publikacji: 1995-12-01&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;- Zachodni obserwatorzy zarzucają nam, że mamy skłonność oceniania spraw międzynarodowych z wąsko polskiego punktu widzenia.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;- Rzeczywiście, na globus patrzymy bardzo polonocentrycznie. W Polsce często się słyszy: &amp;ldquo;Jacy ci Amerykanie naiwni, jak oni niewiele rozumieją z tego, co się dzieje wokół Polski&amp;rdquo;. Tymczasem oni to rozumieją doskonale, problem polega tylko na tym, iż ich interes państwowy jest zupełnie różny od naszego interesu. Oni prowadzą politykę globalną, a nie politykę w stosunku do konkretnego kraju, tym bardziej tak małego jak nasz. W Polsce rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, ponieważ my patrzymy z perspektywy: &amp;ldquo;wejdziemy czy nie wejdziemy do NATO&amp;rdquo;. Tymczasem dla USA najważniejsze są poprawne stosunki z Rosją i nie stać ich na to, aby je sobie popsuć z powodu zaangażowania się w sprawy polskie. Stanom Zjednoczonym zależy na utrzymaniu silnej Rosji, która może w przyszłości zagrodzić drogę Chinom i fundamentalizmowi islamskiemu. Tak więc polityka popierania Jelcyna i jego rządów opozycyjnych do odradzającego się w Rosji komunistycznego imperializmu jest jedyną polityką, jaką Stany Zjednoczone będą chciały prowadzić. Ameryka zatem w sprawie wejścia Polski do NATO nie zrobi niczego takiego, co mogłoby zaszkodzić jej stosunkom z Rosją.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Ciszej z tymi werblami</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ciszej-z-tymi-werblami/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ciszej-z-tymi-werblami/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Artur Domosławski źródło: Gazeta Wyborcza data publikacji: 2002-12-24 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Artur Domosławski: Gdy spojrzy się na dzisiejszy świat z perspektywy oglądacza telewizji, czytelnika gazet, należałoby się przerazić. Z ekranu telewizora docierają do nas wojenne werble: Ameryka szykuje się do wojny z Irakiem; między Izraelem a Palestyńczykami nadal wrze; Korea Północna obwieszcza, że będzie rozwijać programy nuklearne; niekończący się konflikt Indyjsko-Pakistański. Podróżował Pan ostatnio po czterech kontynentach - był Pan w obu Amerykach, Azji, Europie Południowej i Zachodniej. Jakie tam panują nastroje? Czy jest już tyle animozji między nami, że chcemy się nawzajem pozabijać?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Czego o świecie nie wiemy</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czego-o-swiecie-nie-wiemy/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czego-o-swiecie-nie-wiemy/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski źródło: Tygodnik Powszechny Nr 13 data publikacji: 2005-03-27 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński: - Wielokrotnie widziałem przemianę człowieka w bestię - w Kongo czy w Nigerii&amp;hellip; Niespodziewanie grupa żołnierzy albo cywilów wpadała w amok, bijąc, paląc, mordując&amp;hellip; Zło jest tłumione przez kulturę, ale gdy się uwalnia, człowiek traci nad nim kontrolę.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski: - Jak wyglądałyby korespondencje Herodota - pierwszego reportera w historii - z wojny w Iraku? Jaki miałby do niej stosunek? Po czyjej stanąłby stronie bohater Pańskiej książki &amp;ldquo;Podróże z Herodotem&amp;rdquo;?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Czego Pan szuka, Ryszardzie Kapuściński?</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czego-pan-szuka-ryszardzie-kapuscinski/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czego-pan-szuka-ryszardzie-kapuscinski/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Ursula von Arx źródło: Neue Zürcher Zeitung data publikacji: 2003-06-01 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński, 1932 ur. w Pińsku, jest reporterem. Wielokrotnie nagradzany, niedawno mianem &amp;ldquo;Polskiego Reportera Stulecia&amp;rdquo;. Od 40 lat podróżuje po świecie, przede wszystkim po Afryce, Ameryce Łacińskiej; również obserwator rozpadu Związku Radzieckiego. W celu przeżycia &amp;ldquo;Historii w akcji&amp;rdquo; i zarazem jej zrozumienia wielokrotnie narażał się na przeróżne niebezpieczeństwa. &amp;ldquo;Świat jest tak bardzo bogaty&amp;rdquo; mówi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszardzie Kapuściński, porozmawiajmy o Pana początkach.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Człowiek drogi... według Ryszarda Kapuścińskiego</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-drogi-wedlug-ryszarda-kapuscinskiego/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-drogi-wedlug-ryszarda-kapuscinskiego/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Joanna Pietrzak-Thebault źródło: Głos Katolicki (Polska Misje Katolicka w Paryzu) data publikacji: 2006-01-08 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński jest jednym z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy. Podróżuje od blisko 50 lat, wydał 25 książek, reportaży i zapisów wrażeń zcałego świata. Niemal wszystkie tłumaczono. Po francusku ukazały się: Cesarz (1984 i 1994), Szachinszach (1986), Jeszcze jeden dzień życia (1988), Imperium(1994), Heban (2000 i 2002). Laureat niezliczonych nagród - ostatnią był w połowie grudnia &amp;ldquo;Złoty laur&amp;rdquo;, nagroda Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od kilku lat wymieniany jest wśród kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. Niedawno Kapuściński opublikował także tomik wierszy.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Człowiek posprząta ruiny</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-posprzata-ruiny/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-posprzata-ruiny/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Krzysztof Burnetko i Jarosław Makowski źródło: Tygodnik Powszechny Nr 37 (2775) data publikacji: 2002-09-15 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;TYGODNIK POWSZECHNY:  Mija rok od ataku na Nowy Jork i Waszyngton. Tuż po nim wielu obserwatorów twierdziło, że ten bezprecedensowy akt terroru jest nowym początkiem dziejów ludzkości. Ale  jeśli brać pod uwagę już tylko zaatakowany Zachód  wcale nie zapanowały tu tendencje izolacjonistyczne. Nie wzmogły się też drastycznie nastroje antydemokratyczne i antyliberalne. A równocześnie bynajmniej nie ruszyła wielka akcja pomocy dla biednych państw Azji i Afryki. Jeśli nawet świat się zmienił, to może w stopniu mniejszym niż oczekiwaliśmy?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Człowiek z bagna</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-z-bagna/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czlowiek-z-bagna/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Barbara N. Łopieńska źródło: Przekrój nr 28/3029 data publikacji: 2003-07-13&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&amp;ldquo;Polesia czar&amp;rdquo;&amp;hellip; I jak to dalej idzie w tej piosence?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;- &amp;ldquo;To dzikie knieje, moczary&amp;hellip;&amp;rdquo;. Od dawna chcę napisać książkę o moim dzieciństwie w Pińsku, na Polesiu, ale ciągle ją odkładam. Te moje Poleszuki i Pińczuki moje przysyłają mi zdjęcia, albumy, wspomnienia - ta ściana książek to wszystko Pińsk i Polesie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;I będzie pan opisywał dzikie knieje i moczary?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Czytanie i pisanie</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czytanie-i-pisanie/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/czytanie-i-pisanie/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Małgorzata Litwin źródło: Internetowego wydania Gazety toruńskiej &lt;a href="http://www.um.torun.pl"&gt;http://www.um.torun.pl&lt;/a&gt; data publikacji: 1999-12-09 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;- Czy to prawda, ze w swojej pracy nie używa Pan magnetofonu, tylko od czasu do czasu zapisuje kilka słów w małym notesiku?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;- Ludzie nie oswojeni z technika, z mediami, widząc mikrofon zaczynają inaczej mówić, w sposób bardziej oficjalny. Odruchowo się cenzurują, ich język robi się sztywny, biurokratyczny i nienaturalny. Trzeba wtedy długiego czasu, aby ich otworzyć, a zwykle nie ma takiej możliwości. Przy tym zwykle 90 procent tego, co ludzie mówią, jest niepotrzebne i okazuje się, ze z długiej rozmowy naprawdę ważne są dwa, trzy zdania. O ile są. Dlatego myślę, ze reporter musi wyrobić w sobie umiejętność zapamiętywania ważnych rzeczy, aby jego słuchanie było jednocześnie mechanizmem selekcji. Nie może to być tylko mechaniczne odbieranie dźwięku. Słuchanie jest koncentracja, momentem wielkiego skupienia. Wtedy wyłapujemy jedno, dwa ważne zdania i w spokojnym momencie zapisujemy. Pamięć doskonale przefiltrowuje i wyrzuca. Tak samo, gdy sie cos napisze, trzeba to wyrzucić z pamięci, o wszystkim zapomnieć. Kiedy napisze książkę, nic z niej nie pamiętam. Ktoś mi mówi, ze napisałem to a to, a ja dziwie się: Tak? To niemożliwe!&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Detronizacja Europy</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/detronizacja-europy/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/detronizacja-europy/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Wojciech Jagielski źródło: Gazeta Wyborcza Nr 182. 4885 data publikacji: 2005-08-06 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Jagielski: Wielokrotnie mówił Pan, że choć żyjemy w czasach niezwykle ważnych, to nie rozumiemy tego i nawet nie dostrzegamy ich powagi. Zaś powodem naszej nieświadomości jest tyrania chwili, którą nam narzucono.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński&lt;/strong&gt;: Tyrania chwili dezinformuje i deformuje obraz świata, wprowadza nasze umysły w stan chaosu. Przyczyną tego jest niewyobrażalna wprost obfitość nieuporządkowanych informacji. Ludzki umysł nie jest przygotowany na ich absorpcję, analizę. O ile kiedyś groził niedobór informacji lub cenzura, dziś mamy kłopot z ich nadmiarem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Dziura w samolocie</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/dziura-w-samolocie/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/dziura-w-samolocie/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Jarosław Mikołajewski źródło: Gazeta Wyborcza (Wysokie Obcasy) nr: 17/265 data publikacji: 2004-04-24 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Jarosław Mikołajewski: Powiedział mi Pan wczoraj, że leci do Caracas&amp;hellip; Jakoś łatwo się to Panu powiedziało&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A dlaczego miałbym o tym mówić z oporami?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Bo Caracas jest daleko, a ja boję się latać. Pan nie?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie. Ale wiem, że są ludzie, którzy się boją, i to panicznie. Na przykład Gabriel Garcia Márquez - lata tylko wtedy, kiedy musi. Albo były prezydent Liberii Tubman - on w ogóle nie latał, tylko pływał statkami lub jeździł koleją. Pamiętam, że kiedy w 1963 roku miała się odbyć pierwsza konferencja szefów państw afrykańskich, wyjechał dwa miesiące wcześniej, żeby dotrzeć na czas do Addis Abeby - musiał przecież opłynąć pół Afryki&amp;hellip; A ja po prostu to lubię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Idę i uśmiecham się do ludzi - rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim.</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ide-i-usmiecham-sie-do-ludzi-rozmowa-z-ryszardem-kapuscinskim/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/ide-i-usmiecham-sie-do-ludzi-rozmowa-z-ryszardem-kapuscinskim/</guid><description>&lt;p&gt;Rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ćwierć wieku temu zaczęła się wolna Polska – Polska Solidarności. A w 1989 r. ostatecznie zwyciężyła, obalając komunizm. Ale wolą wyborców władzę obejmuje teraz orientacja kwestionująca dotychczasowy kierunek zmian. Czy pana zdaniem Polska wykorzystała szansę, jaką dało jej zdobycie wolności? Co pan uznaje za najważniejsze w minionych 16 latach?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński: – Kluczowe jest to, że Polska może wreszcie uczestniczyć w ogólnych przemianach, jakie zachodzą w świecie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Idi Amin Dada i dyktatury afrykańskie</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/idi-amin-dada-i-dyktatury-afrykanskie/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/idi-amin-dada-i-dyktatury-afrykanskie/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;O Idim Aminie, byłym wojskowym dyktatorze Ugandy, mówiono, że był hańbą Afryki. Był jednak hańbą całego świata, a jego rządy i zbrodnie to jedna z najciemniejszych kart w dziejach toczonej przez Wschód i Zachód zimnej wojny. O życiu, rządach, czasach i fenomenie Amina z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Wojciech Jagielski.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Jagielski: Tydzień temu na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej umarł Idi Amin Dada, najkrwawszy z tyranów, których wielu wydała Afryka. Jego panowanie trwało ledwie osiem lat, od 1971 do 1979 roku, ale na całe dziesięciolecia stało się synonimem makabry, anarchii i upadku. Czy Amin był szaleńcem? Znał go Pan. Skąd się brali tacy jak on?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jądro ciemności</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/jadro-ciemnosci/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/jadro-ciemnosci/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&amp;ldquo;GAZETA&amp;rdquo;: Europa znowu staje bezradna wobec tragedii Afryki. Z telewizyjnych ekranów wdzierają się do naszych domów wynędzniali tułacze i wymachujący karabinami żołnierze o nieprzytomnych oczach. Świat obiegają zdjęcia: okaleczona maczetami głowa Ruandyjczyka, sęp czyhający nad umierającym z głodu sudańskim dzieckiem. Czy można pomóc Afryki?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;RYSZARD Kapuściński:&lt;/strong&gt; Reporterskie relacje z Afryki są wyrwane z kontekstu i przez to zupełnie niezrozumiałe. Trzeci Świat pokazuje się nam od strony horroru, potworności, a więc z takiej strony, którą można efektownie sfotografować. Nikt nie stara się zrozumieć, a potem wyjaśnić, dlaczego raptem milion ludzi rusza w desperacką wędrówkę. Dokonuje się niedopuszczalnych uogólnień, które umacniają tylko stereotyp Afryki jako kontynent barbarzyńców. A przecież Ruanda, Zair czy Liberia są przypadkiem skrajnym. Ruandyjska tragedia dotyczy mniej niż jednej setnej ludności Afryki. Większość z 52 afrykańskich państw, mimo ich nędzy, należy uznać za stabilne.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Laboratorium polityczne</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/laboratorium-polityczne/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/laboratorium-polityczne/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Czy wydarzenia rozgrywające się w Zairze rzeczywiście są takie ważne? Nagle Afryka jest znowu na pierwszych stronach gazet, wszyscy analizują sytuację&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;RYSZARD KAPUŚCIŃSKI:&lt;/strong&gt; Niewątpliwie tak. Jest to ważne wydarzenie z kilku względów. Konflikt w Zairze jest dziś jednym z największych na naszej planecie. Ale jeśli chodzi o samą Afrykę, jest to wyraźne zakończenie epoki zimnej wojny. Okres zimnej wojny na tym kontynencie przebiegał bardzo dramatycznie. Dziś to, co sobie wówczas wyobrażano, wydaje się dziwne. Ale w okresie dekolonizacji, walki o niepodległość, nie znając dobrze Afryki, zakładano, że procesy tam zachodzące mogą stać się zalążkiem wielkiego konfliktu między mocarstwami, że może wybuchnąć tam trzecia wojna światowa. Pamiętam, że kiedy w 1960 roku po raz pierwszy jechałem do Konga (dziś Zairu), w ówczesnej prasie światowej pisano o wielkim niebezpieczeństwie, jakie może wiązać się z konfliktem w tym państwie. Panowała nerwowa atmosfera, do akcji włączyła się Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obawiano się najgorszego. Afryka kojarzyła się z czymś niebezpiecznym i niepewnym. W sumie spowodowało to, że w ten wiszący w powietrzu konflikt włączyły się Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, a nawet Chiny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lapidarium, czyli nowy tekst.</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/lapidarium-czyli-nowy-tekst/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/lapidarium-czyli-nowy-tekst/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Stanisław Bereś: Pańska nowa książka &amp;ldquo;&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/lapidarium-ii/"&gt;Lapidarium II&lt;/a&gt;&amp;rdquo;, sytuuje się w niezwykle modnym ostatnio nurcie, uprawianym przez wielu pisarzy, takich jak Konwicki, Herling-Grudziński, Lem, Miłosz, Brandys, Szymborska, który możemy nazwać raptularzem, silva rerum, dziennikiem intelektualnym; sytuującym się na przecięciu prozy, eseju i autobiografii. Czy nie boi się pan jazdy w tak wielkim peletonie?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński:&lt;/strong&gt; Nie, nie boję się. Ostatecznie my wszyscy nie umawialiśmy się, że będziemy pisać w podobny sposób. Sytuacja, o której pan mówi, nie jest rezultatem żadnej tajnej uchwały ani kole- żeńskiej umowy pomiędzy nami. Czasem po prostu przychodzi w literaturze taki moment, gdy nagle powstaje sporo podobnych do siebie utworów i wszyscy zaczynają nadawać swe myśli jakby na tym samym paśmie częstotliwości. Myślę, że to wiąże się z obecną sytuacją: żyjemy przecież w końcu XX wieku, który jest okresem głębokiej i gruntownej transformacji, a zarazem tak wielkiego przyspieszenia procesów historii, iż nic nie da się już uchwycić w większych formach literackich. Pisarz tworzy pod silnym naciskiem bieżących wydarzeń. Tempo i pośpiech, w jakim teraz żyjemy, i w jakim rozgrywają się wypadki na świecie, powoduje, że coraz bardziej zwiększa się nacisk czytelników, którzy chcą wiedzieć wszystko już, natychmiast, momentalnie! Oni nie chcą czekać, aż ktoś po wielu latach w jakiejś nieokreślonej przyszłości napisze wielką powieść, trylogię, tryptyk, epicką panoramę, esej lub coś podobnego. Istnieje tu więc presja dwustronna: tego chcą pisarze, ale przede wszystkim czytelnicy, W każdym razie impulsem podstawowym jest to ogromne przyspieszenie i potrzeba natychmiastowego odreagowania. Literatura znalazła się pod szaloną presją rzeczywistości, polityki i tego wszystkiego, co teraz dzieje się na świecie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Mam jeszcze tyle do napisania</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/mam-jeszcze-tyle-do-napisania/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/mam-jeszcze-tyle-do-napisania/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Czy 50 lat obserwacji świata, także w jego najgorszych odsłonach, nie nauczyło pana obojętności wobec ludzkich tragedii?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński: Nie. Jedną z podstawowych cech dziennikarza jest dociekliwość. Pracować w tym zawodzie może tylko osoba, która chce coraz więcej wiedzieć. To trudna praca, gdyż wiąże się z nią duża odpowiedzialność, która sprawia, że dziennikarz żyje w nieustannym napięciu. W dodatku nie przynosi dużych dochodów. Motywacji dostarcza wyłącznie chęć poznania faktów, aby następnie je zinterpretować i przekazać czytelnikom. Z całą pewnością nie jest to zawód dla obojętnych.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Minaret świata</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/minaret-swiata/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/minaret-swiata/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Kiedy zetknął się Pan po raz pierwszy z islamem? Czy jeszcze w rodzinnym Pińsku?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;RYSZARD KAPUŚCIŃSKI: W Pińsku raczej nie&amp;hellip; Ale było to już rzeczywiście dość dawno - moje doświadczenie spotkania z islamem trwa ponad 40 lat. Zetknąłem się z nim w 1956 roku podczas pierwszej wielkiej podróży, kiedy odwiedziłem Indie, Pakistan i Afganistan. Były to kraje, które w latach 1946-1947 podzielił niesłychanie krwawy konflikt religijny między muzułmanami i wyznawcami hinduizmu. Przyjechałem tam co prawda już kilka lat po zakończeniu zamieszek, ale ślady tego dramatu były wciąż świeże. Od tego czasu niemal bez przerwy stykam się z kulturą muzułmanów, i to niekoniecznie na terenach tradycyjnie kojarzonych z islamem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Mistrz reportażu - zapis czatu</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/mistrz-reportazu-zapis-czatu/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/mistrz-reportazu-zapis-czatu/</guid><description>&lt;p&gt;**Ryszard Kapuściński:**Witam Państwa. Bardzo mi przyjemnie spotkać się z Państwem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Piotrek2:&lt;/strong&gt; Czy prawdą jest, że pisze Pan codziennie jedna stronę nowej książki?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński:&lt;/strong&gt; Prawdą - jeżeli piszę. Mam okresy pisania i okresy, kiedy nie piszę w ogóle.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Petroniusz:&lt;/strong&gt; Dzień dobry. Czy studia historyczne pomogły Panu w karierze dziennikarza?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński:&lt;/strong&gt; Ogromnie. Uważam, że pisania na każdy temat wymaga znajomości tego jak dany problem powstał, skąd się wziął i jaki jest jego kontekst. Słowem - wymaga znajomości historii. Uważam, że każdy dziennikarz, który poważnie traktuje swoją pracę, powinien być w jakimś sensie historykiem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Na własne oczy</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/na-wlasne-oczy/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/na-wlasne-oczy/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;KRZYSZTOF MASŁOŃ: Co było impulsem do napisania &amp;ldquo;Podróży z Herodotem&amp;rdquo;? Spodziewaliśmy się raczej innej książki: może o Ameryce Łacińskiej, może o pańskim rodzinnym Pińsku, a tu przenosi pan czytelników w czasie o, bagatela, 2,5 tysiąca lat.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;RYSZARD KAPUŚCIŃSKI: Zapomina pan, że z wykształcenia jestem historykiem, tak że w moim zainteresowaniu przeszłością, i to tak dawną - jak w wypadku Herodota - nie ma nic dziwnego. Praca nad tą książką przyniosła mi mnóstwo satysfakcji: z równą ochotą jak kiedyś pokonywałem granice w przestrzeni, tak teraz przekraczałem granice w czasie. A &amp;ldquo;Dzieje&amp;rdquo; Herodota to wielka, niedoceniona literatura.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Najstarszy rządzi</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/najstarszy-rzadzi/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/najstarszy-rzadzi/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&amp;ldquo;Heban&amp;rdquo; Ryszarda Kapuścińskiego został w Bydgoszczy &amp;ldquo;Książką roku&amp;rdquo;. Nagrodę przyznali bydgoscy czytelnicy, w plebiscycie księgarni Współczesnej i &amp;ldquo;Dziennika Wieczornego&amp;rdquo;. Z wybitnym pisarzem i reporterem rozmawiała Magda Piórek.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński poświęcił Afryce 30 lat swojego życia. W &amp;ldquo;&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/heban/"&gt;Hebanie&lt;/a&gt;&amp;rdquo; pokazuje człowieka odmiennego od nas, ale jednocześnie nam bliskiego. Afrykańczyka poddanego konieczności dramatycznych wyborów między dziedzictwem rodzimej kultury a zaszczepionym na Czarnym Lądzie dziedzictwem białego człowieka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Magda Piórek: Nasza mentalność różni się od mentalności Afrykańczyków&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nasz kruchy świat</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nasz-kruchy-swiat/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nasz-kruchy-swiat/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&amp;ldquo;Gazeta&amp;rdquo;: Chyba wykrakał Pan to, co się stało w Nowym Jorku i Waszyngtonie.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński: Co panowie macie na myśli?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Że jeszcze dwa lata temu, kiedy wszystkie konflikty zbrojne na naszej planecie toczyły się w krajach biednych - a to gdzieś na Bałkanach, a to w Angoli, Sierra Leone, Kongu czy na Bliskim Wschodzie - mówił Pan: &amp;ldquo;To się musi rozlewać, nawet jeżeli Zachód nie dałby się wciągnąć w lokalne wojny biednych, i tak one nas dopadną&amp;rdquo;. No i dopadły. Nie był Pan zaskoczony tym, co się wydarzyło?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Natura - reporter</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/natura-reporter/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/natura-reporter/</guid><description>&lt;p&gt;Są różne typy reporterów. Są reporterzy wścibscy, agresywni, ale są też tacy, którzy przekazują tajemnicę, aurę miejsca, o którym piszą. Marian Brandys nigdzie się nie wpychał, nikogo nie doduszał i nie dociskał, nie zadawał podchwytliwych pytań. Po prostu był. I był wdzięczny tym, którzy z nim rozmawiali. Zmarłego tydzień temu wybitnego pisarza wspomina Ryszard KAPUŚCIŃSKI w rozmowie z Jaoanną Szczęsną&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Joanna Szczęsna - Marian Brandys mówi osobie, że z zamiłowania jest reporterem, a reportaż historyczny wynalazł, ponieważ w pewnym momencie coraz trudniej zrobiło się z pisaniem reportażu krajowego. Kiedy słysze coś takiego, do głowy przychodzi mi przewrotna myśl, że może należy być wdzięcznym cenzurze za powstanie &amp;ldquo;Kozietulskiego i innych&amp;rdquo; czy &amp;ldquo;Końca świata szwoleżerów&amp;rdquo;&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>NIE MA JEDNEJ AFRYKI</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nie-ma-jednej-afryki/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nie-ma-jednej-afryki/</guid><description>&lt;p&gt;Autor: Bogdan Borucki, Jarosław Krawczyk i Bogusław Kubisz źródło: Magazyn Historyczny &amp;lsquo;MÓWIĄ WIEKI&amp;rsquo; data publikacji: 2004-11-03 &amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;mdash;&amp;ndash;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W swej bogatej karierze reporterskiej zjeździł pan Afrykę wzdłuż i wszerz. Z lektury pańskich książek, m.in. Hebanu, wynika, że Czarny Ląd traktuje pan inaczej niż pozostałe kontynenty: bardziej osobiście i filozoficznie&amp;hellip; Ryszard Kapuściński: Już prawie pół wieku zajmuję się tzw. Trzecim Światem: Azją, Afryką, Ameryką Łacińską. Zaczynałem od Azji, potem była Afryka, ostatnio zajmuję się przede wszystkim Ameryką Łacińską. Ale Afryka to moje najbogatsze doświadczenie: jeżdżę tam już czterdzieści lat, parę lat mieszkałem, wciąż lubię wracać. Z tym, że słowa &amp;lsquo;Afryka&amp;rsquo; zwykle używamy w wielkim uproszczeniu, a przecież to niesłychanie skomplikowany i zróżnicowany świat. Gdy w 1958 roku pojechałem tam pierwszy raz, Afryka liczyła 212 mln mieszkańców. Teraz zbliża się do miliarda, a więc w czasie mojego zawodowego życia ludność kontynentu powiększyła się prawie pięciokrotnie. To ogromna skala, która wpływa na jego zróżnicowanie. Afryka to cztery wielkie regiony. Afryka Północna - arabska i muzułmańska. Afryka Zachodnia - w połowie muzułmańska i chrześcijańska. Ta ma najdłuższą historię kontaktów z Europą, zresztą tragiczną - 300 lat handlu niewolnikami, który wyludnił tę część kontynentu. Afryka Południowa też kontaktowała się z Europą i jest bardzo przemieszana, jeżeli chodzi o religie i rasy. Żyją tam Afrykanerzy, jedyny biały naród, który uważa Afrykę za ziemię ojczystą. To unikalna rzecz w skali całego kontynentu. Gdzie indziej biali byli przybyszami i po upadku systemu kolonialnego mogli powrócić do swych ojczyzn. Jest jeszcze Afryka Wschodnia, w większości muzułmańska, utrzymująca kontakty przede wszystkim z Azją, głównie z Indiami, ale też z Chinami i Półwyspem Arabskim. Ona także doświadczyła handlu niewolnikami uprawianego przez Arabów.&amp;rsquo; Na podział regionalno-kulturowy nakładają się podziały religijne: na Afrykę muzułmańską, rozprzestrzeniającą się w miarę ekspansji islamu, i chrześcijańską, która dzieli się z kolei na katolicką i protestancką. Jest jeszcze cała masa tradycyjnych religii afrykańskich, w Europie nazywanych animistycznymi. Nie zapominajmy również o podziałach rasowych. Najliczniejsza jest czarna Afryka ludów Bantu. Dalej Afryka arabska - ogromna północna część semicka, cały Sahel. Mamy tzw. Koloredów, czyli rasy miesane, oraz liczną społeczność hinduską, zamieszkująca wschodnią część kontynentu. Ale Afryka to przede wszystkim nieskończone podziały wewnątrz rasy czarnej, które skutkują konfliktami na tle rasistowskim. Często są one ostre i krwawe, jak w Sudanie, Czadzie czy Mauretanii. A na to wszystko nakładają się jeszcze podziały językowe&amp;hellip; Mentalność ludzi z osiadłego plemienia Dżermów w Nigrze jest bliższa naszej, europejskiej, niż mentalności ich wędrownych sąsiadów Puelów&amp;hellip; R.K.: Podziały kulturowe są widoczne zwłaszcza w dawnych koloniach francuskich. Wyraźny jest podział na tych, których określano mianem evolue, czyli posiadających wykształcenie europejskie, mówiących językami europejskimi, wyznających europejskie religie i poczuwających się do bliższych związków z Europą. To była wielka generacja ludzi w rodzaju Leopolda Senghora z Senegalu czy Kwame Nkrumaha z Ghany, wielkich polityków i ludzi kultury. Problem apartheidu był dużo mniejszy w koloniach francuskich niż brytyjskich, gdzie separacja białych od czarnych była bardzo wyraźna. Natomiast Francuzi mieli inny system, w którym kryterium zbliżenia stanowiła kultura i wykształcenie. Jeżeli ktoś był czarny, ale skończył Sorbonę, to wchodził w białe środowisko dużo łatwiej. W angielskich koloniach nawet wykształcenie nie dawało przepustki na salony białych. Brytyjczycy szli jeszcze dalej w swych pomysłach segregacyjnych. Polski żołnierz, który w czasie drugiej wojny światowej trafił do Afryki, wspominał, że także alianci: Polacy, Hindusi, Holendrzy, byli traktowani jak ludzie niższej kategorii. Mieli swoje kasyno, toalety, namioty. Czy inne modele kolonialne w Afryce były bardziej &amp;lsquo;przyjazne&amp;rsquo; dla miejscowej ludności? R.K.: Kolonializm brytyjski odznaczał się tym, co w ogóle cechuje Anglików: dystansem, poczuciem wyższości kulturowej. Francuzi byli skłonniejsi do współpracy i równego traktowania miejscowych. Najmniej elitarni i rasistowscy byli Portugalczycy. Kolonializm portugalski dopuszczał emigrację do Angoli i Mozambiku białej biedoty, eksportując biedę z metropolii do kolonii. Było to nie do pomyślenia w koloniach brytyjskich, gdzie ubogich ze względu na dumę kolonialną i rasową nie wysyłano. W efekcie w byłych koloniach portugalskich jest największy w Afryce odsetek ludzi mieszanych rasowo, ponieważ ubodzy Portugalczycy żyli z miejscowymi kobietami. Tutaj stopień nietolerancji rasowej był najniższy. Ale ogólnie kolonializm był ciężkim doświadczeniem dla Afryki. Trzeba pamiętać, że jest to olbrzymi kontynent, przez wieki bardzo wyludniony wskutek polowań na niewolników. Penetracja struktur kolonialnych była niezbyt głęboka. Dotyczyła głównie wybrzeży, miast portowych. Sam docierałem do miejsc położonych w głębi kontynentu, gdzie byłem pierwszym białym, jakiego tubylcy widzieli. Przemierzając Sahel od Mogadiszu w Somalii po Dakar w Maroku, rzadko można było spotkać białego człowieka. W Kongu biali żyli prawie wyłącznie w większych miastach: Stanleyville (dziś Kisangani) czy Leopoldville (Kinszasie). Jak zachowywali się Afrykańczycy, dla których był pan pierwszym napotkanym białym? R.K.: Spotykałem się zawsze z wielką gościnnością i pomocą. Gość jest w Afryce postacią niezwykle szanowaną. Gdy Afrykańczycy akceptują kogoś jako swego gościa, czują się za niego odpowiedzialni. A w warunkach krytycznych, np. wojennych, gotowi są go bronić. Zawsze miałem do tych ludzi pełne zaufanie, również w sytuacjach dramatycznych. Oczywiście są różnice w zależności od regionu i sytuacji. Człowiek inaczej zachowuje się podczas wojny niż w warunkach pokojowych, inaczej, gdy ma co jeść, niż gdy cierpi głód. Jak zawsze w stosunkach międzyludzkich, ważne jest to, jak się odnosimy do drugiego człowieka. Jeżeli okazujemy mu szacunek, poważanie, zainteresowanie, to odpłaci nam tymi samymi wartościami. Natomiast zachowa się inaczej, kiedy przyjeżdża zarozumiały biały z batem ręku. Czy z racji koloru skóry oczekiwano od pana czegoś nadzwyczajnego? R.K.: Nie. Ale ponieważ Afrykańczycy uważają, że biały człowiek jest bogatszy, na ogół oczekują jakiejś formy pomocy. Gdy jechaliśmy z afrykańskim kolegą do jego sąsiadów, podejmowali nas czym mogli: herbatą, ananasem czy innym owocem. On zaś zgodnie ze zwyczajem jako prezent dawał im pieniądze. Często były to jedyne pieniądze, jakie ci biedni ludzie dostawali. To jest kula - kultura wymiany, wokół której ogniskują się wartości, obyczaje, cały kontakt międzyludzki. Bronisław Malinowski dokładnie analizuje ten zwyczaj w Argonautach zachodniego Pacyfiku. Nie można do kogoś przyjść bez niczego. Gospodarz daje, co ma, często zupełnie drobne rzeczy, ale przede wszystkim gościnność, ciepło. Gość też powinien mu coś dać. Nawiązuje się dzięki temu serdeczny kontakt. Ale trzeba bardzo delikatnie wchodzić w taką rzeczywistość. Jeżeli przyjeżdża się do jakiejś wsi, najpierw należy się dowiedzieć, kto tu jest &amp;lsquo;szefem&amp;rsquo;, i złożyć mu wizytę. On musi wiedzieć, że ktoś jest na jego terytorium. Wówczas, zgodnie ze zwyczajem, a nie dla celów policyjnych, uprzejmie pyta o cel przyjazdu. Trzeba odpowiedzieć, a wówczas naczelnik wsi ofiarowuje pomoc, którą naprawdę szybko organizuje. Jeżeli zaś przybysza zupełnie nie interesuje, kto rządzi we wsi, zachowuje się arogancko i bezczelnie, to wkrótce tubylcy dadzą mu do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie. To jest ostatni moment, by naprawić błąd. Biali kolonizatorzy zwykle odrzucali miejscowe hierarchie, wprowadzając swoje porządki&amp;hellip; R.K.: Było bardzo różnie. Brytyjczycy wprowadzili system indirect rules, czyli władzy pośredniej. Trzeba pamiętać, że kolonizacji dokonywały bardzo niewielkie grupy białych. Olbrzymią przecież Nigerię zajęła na początku XX wieku jedenastoosobowa ekspedycja Fredericka Lugarda. Lugard i jego ludzie nie mogli panować nad całym krajem i musieli szukać pomocy u miejscowych. Wymyślili więc system władzy pośredniej. Starali się zjednać przychylność wodzów plemion, klanów, współpracować z nimi i poprzez nich rządzić. W ten sposób utrwalili struktury plemienne i klanowe. Francuzi tego nie stosowali. Starali się wykształcić własną afrykańską, francuskojęzyczną elitę, żyjącą we francuskiej kulturze. To wymagało zaangażowania dużych środków, choćby na stworzenie sieci szkół, sprowadzenie nauczycieli. Czy Francuzom się to opłacało? R.K.: W małych, nie mających większego znaczenia krajach, także Francuzi nie przywiązywali większej wagi do organizacji elit. Inwestowali jedynie w rozwój miejsc, na których im zależało, jak Dakar, Kongo Brazzaville. Natomiast w Nigrze, Czadzie, państwach półpustynnych w ogóle się nie angażowali. Przybywali tam misjonarze, etnografowie, kupcy, ale była to obecność bardzo powierzchowna i sporadyczna. Kolonie brytyjskie i francuskie bardzo się różniły, ale i wewnątrz nich występowały duże różnice. Mówiliśmy o Wielkiej Brytanii, Francji i Portugalii, które podzieliły między siebie Afrykę. Ale były też inne, np. nieco już zapomniane wilhelmińskie Niemcy. Jak można scharakteryzować niemiecki model kolonialny? R.K.: Kolonializm niemiecki był zaledwie krótkim epizodem. Jego ekspansja zaczęła się w drugiej połowie XIX wieku, a po pierwszej wojnie światowej Niemcy stracili swoje posiadłości w Afryce. Pozostałości niemieckie przetrwały głównie w architekturze Afryki Zachodniej i Południowo-Zachodniej. Niemcy troszczyli się np. o budowę mostów, twierdz, koszar. Natomiast w Afryce Wschodniej ich główną kolonią była Tanganika, wtedy i dziś bardzo biedny kraj. Niemcy nie mieli interesu w jego rozwoju. Z kolei Kongiem Brazzaville władali Belgowie. W Europie cieszą się opinią społeczeństwa zamożnego i statecznego, a w Kongu dopuszczali się ludobójstwa. Jak to wyjaśnić? R.K.: Kongo było prywatną posiadłością belgijskiego króla Leopolda i jego kamaryli kolonialnej, którą bezwzględnie eksploatowano. Rdzenni mieszkańcy nie mieli żadnych praw. W Europie długo nie wiedziano o ich tragedii, gdyż był to kraj zamknięty. Żaden biały nie mógł wjechać do Konga bez zgody władz belgijskich i policji, która musiała wydać wizę. Żadnemu Kongijczykowi nie wolno było jechać do Europy. Pierwsi Kongijczycy, którym na to zezwolono, zostali wybrani przez policję i władze kolonialne dopiero w latach pięćdziesiątych! Ale okrucieństwo kolonizatorów wszędzie było bardzo duże, zwłaszcza na początku. Trzeba pamiętać, że kolonizacja dokonała się rękami najgorszego białego elementu. Do kolonii jechali przede wszystkim awanturnicy, bandyci i spekulanci, a nie profesorowie z uniwersytetów czy dostojnicy kościelni. Jeszcze w latach pięćdziesiątych spotykałem takich ludzi. W Europie nikt by im ręki nie podał, a tam byli wielkimi bossami i reprezentowali białą rasę. Afrykańczycy myśleli, że wszyscy biali są tacy. Poczucie wyższości rasy białej nad innymi legło u podstaw apartheidu, czyli zadekretowanej segregacji, jaką wprowadzono w RPA. Z pańskich słów wynika, że jest to skrajna, ale logiczna konsekwencja kolonializmu&amp;hellip; R.K.: Choć apartheid jest typowo afrykanerski, dotyczy białego narodu i oznacza oddzielenie ras, to zasada jest prastara. Grecy stosowali apartheid wobec barbarzyńców, czyli wszystkich nie-Greków. Oddzielali się od nich. Rzymianie wprowadzili apartheid w postaci limesu: kopali rowy, okopy, by się oddzielić. Ciągnie się on więc przez całą historię ludzkości. Specyfika modelu południowoafrykańskiego polega na tym, że tam nienawiść rasową i ideę separacji ras podniesiono do rangi prawa państwowego. Gdzie indziej rasizm tonowano albo starano się go ukrywać. W RPA odwrotnie. Była to jedna z form kolonializmu wewnętrznego, który istniał we wszystkich pozostałych koloniach. W Brazylii np. do dziś jest bardzo silny. Tam, gdzie jedne regiony wyzyskują drugie, istnieją nierówne podziały. Tutaj jednak nastąpił wyjątkowy wypadek, że ogólnie potępiany, choć praktykowany, rasizm stał się wykładnią państwa. Był to skomplikowany system, który przechodził ewolucję. Formalnie przyświecała mu zasada tzw. oddzielnego rozwoju: biali osobno i czarni osobno. Miało to na celu zachowanie czystości rasy. Istniało bowiem przekonanie, że jeśli rasy będą się mieszać, to czarna, liczniejsza, zdominuje białą i przejmie władzę. Zasada czystości rasy przenika wszystkie ustawy apartheidu. Według oficjalnych danych Afrykanerzy (Burowie) stanowili 16 proc. społeczeństwa RPA. Burowie, holenderscy osadnicy napływający do Afryki Południowej już od połowy XVII wieku, byli niewielkim narodem zagrożonym przez imperium brytyjskie. Apartheid mógł być skutkiem poczucia osamotnienia, a okrucieństwo jego ustawodawstwa obłąkańczym gestem samoobrony&amp;hellip; R.K.: W sytuacji kryzysowej Afrykanerzy zawsze szukali wyjścia w izolacji. Albo uciekali, albo się zamykali. Ten sposób myślenia przenikał wszystkie dziedziny życia. Nawet Kościół afrykanerski, który jest odmianą Kościoła kalwińskiego, jako warunek swojego istnienia zakładał izolację. Nie mógł do niego należeć nikt, kto nie był Afrykanerem. Był to jedyny Kościół chrześcijański, który miał taką doktrynę. Gdy kilkanaście lat temu zdemontowano apartheid, wielu obserwatorów przypuszczało, że RPA zawali się i dojdzie do masakry. Tymczasem nic takiego się nie stało&amp;hellip; R.K.: To zasługa Nelsona Mandeli, który ocalił kraj przed krwawą jatką. Dzięki nimbowi więźnia politycznego, godności i spokojowi, z jakimi występował publicznie, zyskał wielki autorytet, i to niemal u wszystkich. Jego słowo było decydujące. Zwycięstwo Mandeli w wyborach prezydenckich oznaczało ocalenie dla Afryki Południowej. Mandela dobrze wiedział, że sięgnięcie po nienawiść może w tej beczce z prochem doprowadzić do nieobliczalnych skutków. Gdy przyjechałem do RPA w 1993 roku, widać było jego niezwykle kojący wpływ. Otwartą postawą i dążeniem do porozumienia przypominał mi Ma-hatmę Gandhiego. Podobnie zachowywali się biskup Desmond Tutu i Thabo Mbeki, który dzisiaj jest prezydentem. Zwolennicy pojednania byli też po drugiej stronie. Gdy rządzili Afrykanerzy, istniała również biała opozycja - intelektualiści, demokraci którzy jak Coetzee sprzeciwiali się reżimowi apartheidu. Później powołano Komisję Prawdy i Pojednania. To wszystko razem spowodowało, że mimo ogromnych trudności uniknięto krwawej konfrontacji. Czy to przypadek, że znaleźli się tacy ludzie? R.K.: Gdyby nie było Mandeli, nie wiem, jak potoczyłyby się wydarzenia. Ale większość przywódców Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC) myślała tak samo. Były ugrupowania radykalne, m.in. fundamentalistyczna partia PAC, która dążyła do walki. Ale przegrały. ANC powstał na początku XX wieku, miał wykształcone kadry, sieć organizacyjną. Byli to ludzie, którzy zdobywali doświadczenie w Europie i znali sytuację na świecie. Poznałem ich w latach sześćdziesiątych, gdy działali na emigracji. Trzeba pamiętać, że RPA odzyskała niepodległość w sensie rządów czarnej większości, gdy cała Afryka była już niepodległa. Upadł Związek Radziecki, który wspierał tamtejszych radykałów. Dookoła panowała więc atmosfera sprzyjająca postawom niekonfrontacyjnym. Ale w sąsiadującym z RPA Zimbabwe, dawnej Rodezji, gdzie biała mniejszość oddała władzę czarnym, historia potoczyła się inaczej. Prezydent Robert Mugabe zainstalował dyktaturę i doprowadził kraj do gospodarczej ruiny. Dlaczego w RPA się udało, a w Zimbawe nie? R.K.: Mugabe zawsze był niezrównoważony. Spotkałem go w latach sześćdziesiątych, kiedy nie był jeszcze nikim ważnym, a jedynie młodym radykałem. Tłumaczył mi, że odmówił wyjazdu do Chin, bo nie chciano mu przyznać VIP treatment. Bardzo trudny człowiek. Był tam inny czarny przywódca Joshua Nkomo, nastawiony pojednawczo. Ale nie mógł zwyciężyć, bo był przedstawicielem małego plemienia. Mugabe zaś należał do największego i miał poparcie partyzantki. Mimo to myślę, że Mugabe, wbrew temu, co się pisze, zachował się w miarę liberalnie: nie wygnał białych osadników i nie pozwolił ich atakować. Nie dopuścił do przelewu krwi, choć Rodezja też była bardzo konfrontacyjnym krajem. Nawet bardziej niż RPA, gdyż osiedlali się tam Afrykanerzy, dla których apartheid był zbyt &amp;lsquo;delikatny&amp;rsquo;. Gdy ogłosili niepodległość Rodezji wbrew woli Londynu, doszło do ostrych walk miedzy siłami rządowymi a czarną partyzantką. Później zaczął się exodus białych, gospodarcze eksperymenty, konflikty z opozycją. Jak widać, wiele zależy od formatu i postawy przywódców. W Zimbabwe zabrakło kogoś takiego jak Mandela. Jak widzi Pan przyszłość RPA? R.K.: Nie byłem tam już dziesięć lat, a nie wypada formułować ocen na odległość. Oczywiście sytuacja jest bardzo trudna, są ogromne kontrasty: z jednej strony straszna bieda, z drugiej ogromne bogactwo, także nowej czarnej burżuazji. Sądząc po dotychczasowych dziesięciu latach wolności, mam nadzieję, że dalsze przemiany w tym kraju będą się dokonywać pokojowo. W innych krajach afrykańskich też nie ma nastrojów konfrontacyjnych. Ale w Sudanie wciąż trwa wojna, podobnie w Liberii. Trudno też zapomnieć o masakrach w Rwandzie&amp;hellip; R.K.: To długotrwałe, niekończące się konflikty, jak te w Irlandii Północnej i Palestynie. Ale jeżeli chodzi o atmosferę, tendencje, postawy społeczne, to w całym Trzecim Świecie nie ma nastrojów konfliktowych. Od wielu lat nie widać nowych ognisk wojny ani w Azji, ani w Ameryce Łacińskiej, ani w Afryce. Ważne żeby ustalić, kto prze do wojny - to była zasada Herodota. Gdy wybuchał jakiś konflikt, Herodot rozważał historycznie, kto go spowodował. Dziś Trzeci Świat jest rozbrojony, pokojowy i biedny. Ludzkość znajduje się nowe sposoby bezkrwawego rozwiązywania konfliktów - dopóki ich się nie sprowokuje, jak w Iraku. 20-30 lat temu w wielu państwach były silne armie, ale teraz są już osłabione i przestały robić zamachy stanu. Gdy trzy lata temu przyjechałem do Argentyny podczas pamiętnego kryzysu bankowego, obawiano się, czy wojsko nie skorzysta z sytuacji i nie zrobi zamachu stanu. Tylko że oni nie mogli nic zrobić, bo nie mieli nawet na paliwo&amp;hellip; To odzwierciedla zmiany, jakie przechodzą teraz kraje Trzeciego Świata. Czy uważa pan, że przemiany w RPA są inspirujące dla reszty kontynentu? R.K.: Ogromnie. To kraj, w którym były straszne konflikty rasowe, religijne, kulturowe. I fakt, że można z takiego dna wyjść pokojowymi metodami, jest niesłychanie pozytywnym przykładem nie tylko dla Afryki, ale i dla świata. W jednym z wywiadów dla &amp;lsquo;Gazety Wyborczej&amp;rsquo; powiedział Pan, że nieszczęściem krajów Trzeciego Świata jest to, że nie ma tam nic, co można by nazwać narodem, i wszystko wraca do struktur klanowych. Dlaczego tak się dzieje? R.K.: Ta prawidłowość dotyczy dziś np. Afganistanu czy Iraku. Problem polega na tym, że elity niepodległościowe dziedziczą struktury administarcyjne w spadku po kolonializmie. Takie struktury mogły funkcjonować tylko wtedy, gdy były częścią wielkiej struktury kolonialnej. Same okazały się zbyt słabe. Po zdobyciu władzy powinny się one reformować, przekształcać w państwa postkolonialne. Tymczasem nic takiego się nie dzieje, a propagatorzy reform są traktowani jak zdrajcy. Mówi się, że atakują niepodległą ojczyznę. Nowe elity władzy, broniąc swej pozycji, bronią starych struktur. Większość krajów afrykańskich odzyskała niepodległość w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a w latach siedemdziesiątych pojawił się pierwszy wielki kryzys. Przyczyny były różne, głównie ekonomiczne. Elity cywilne, ojcowie niepodległości, zostały obalone przez wojskowe zamachy stanu. Ale w latach osiemdziesiątych elity wojskowe również okazały się niezdolne do efektywnego rządzenia. W latach dziewięćdziesiątych kryzys się pogłębił. W efekcie mamy całą grupę państw, kilkadziesiąt w skali świata, które są bardzo słabe i nie mogą istnieć samodzielnie. Władze wielu z nich rządzą tylko w stolicy. Wiele nie jest w stanie bronić swych granic. 20-30 państw można dziś obalić za pomocą batalionu spadochroniarzy. Tylko co dalej? Przykłady Somalii i Liberii dowodzą, że gdy obali się państwo - jak to zrobili Amerykanie w Somalii - trudno je odtworzyć. Czy po upadku dyktatur w Trzecim Świecie, jak w Iraku, grozi nam wielka fala destabilizacji? R.K.: Tak, gdyż po obaleniu starego reżimu wraca się tam do struktur, które przez wieki pozwalały społeczeństwom przetrwać głód, epidemie, wojny - klanu i plemienia. Jedyną władzą jest sejmik wodzów plemiennych. Oni muszą się zebrać, przedyskutować podział stref wpływów itd. Na tym polega aktualny dramat ludzkości. Nie wymyślono nic sensownego, co można zrobić z państwem postkolonialnym. W tę pułapkę wpadli Amerykanie w Iraku i Afganistanie Widział pan narodziny niepodległych państw afrykańskich, opisywał entuzjazm, który temu towarzyszył. Czy po 40 latach można powiedzieć, że dekolonizacja się udała? R.K.: Nie można stawiać takiego pytania. To dopiero początek wielkiego procesu historycznego. Nowe struktury będą się kształtowały długo. Poza tym kraje afrykańskie są bardzo zróżnicowane i nie ma jednej odpowiedzi. Niektóre funkcjonują bardzo dobrze, jak Ghana czy Senegal, ale są i takie, które pozostają w stanie permanentnej wojny. Cały problem z opisywaniem świata polega dziś na tym, że on jest tak bogaty, tak skomplikowany i tak różnorodny. Dziękujemy za rozmowę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nigdzie nie zostawiam swojego bagażu</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nigdzie-nie-zostawiam-swojego-bagazu/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nigdzie-nie-zostawiam-swojego-bagazu/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński, światowej sławy reporter i pisarz. Od 45 lat penetruje najodleglejsze obszary Azji, Afryki, Środkowego Wschodu oraz Ameryki Łacińskiej.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Co sprawia, że wciąż jeździ pan po świecie?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To mój sposób na życie. Podróżuję po to, aby pisać. A piszę dzięki temu, że podróżuje. Gdybym przestał wyjeżdżać, złamałbym pióro.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Znany jest pan z tego, że ustawicznie igra z niebezpieczeństwem. Jeździ tam, gdzie wybuchają rewolucje, upadają reżimy, toczą się wojny. Mieszka pan w najbiedniejszych wioskach. Przeszedł pan prawie wszystkie najgroźniejsze choroby, którymi można się zarazić, przebywając w prymitywnych warunkach.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nowy horyzont</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nowy-horyzont/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/nowy-horyzont/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Dziennik Wieczorny: Skąd Pana fascynacja Afryką? Z lektury Pana książek można wywnioskować, że jechał Pan tam jak do ziemi obiecanej&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński: - Interesuję sie tak zwanym całym Trzecim Światem , a więc nie tylko Afryką, ale i Azją oraz Ameryką Łacińską. To trzy czwarte naszej planety. Fascynuje mnie nie konkretna kultura czy kontynent, ale sytuacja tych społeczeństw, które uzyskały niepodległość w połowie dwudziestego wieku i próbują budować samodzielny byt państwowy, swój los. Ameryka Łacińska wystartowała wcześniej, jeszcze w ubiegłym stuleciu, natomiast Afryka, Azja, Bliski Wschód rozpoczęły ten proces względnie niedawno. O Afryce pisałem najwięcej z tego względu, że mieszkałem tam najdłużej - ponad dziesięć lat, stale tam wracałem i nadal to robię. Niedługo jednak jadę do Azji, potem do Ameryki Łacińskiej, więc to raczej fascynacja Trzecim światem. Jest on przez media corac bardziej marginalizowany, odsuwany, &amp;ldquo;wyłączany&amp;rdquo; z naszej obserwacji, refleksji,z naszej wiedzy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>O Apartheidzie w RPA</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-apartheidzie-w-rpa/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-apartheidzie-w-rpa/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Jagielski - Jak to się dzieje, że apartheid, doktrynę segregacji i odrębnego rozwoju, likwiduje się w Południowej Afryce w czasach, gdy w Europie zyskuje on coraz większą popularność?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński - Apartheid był jedną z fałszywych ideologii XX wieku, jak faszyzm, komunizm, nacjonalizm. Ich wspólnym mianownikiem było dążenie do tego, żeby problemy załatwić raz na zawsze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Apartheid jest filozofią niby-pozytywną. Chodzi w nim o to, by zachować tożsamość. A jak ją zachować w społeczeństwie wielorakim? Ano właśnie - podpowiada apartheid - żyjąc tylko we własnym środowisku kulturowym, bo wszelkie mieszanie się spowoduje albo rozmycie tożsamości, albo dominację silniejszego czynnika. Wobec tego żyjmy osobno. Tak będzie lepiej dla każdego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>O nawyku czytania</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-nawyku-czytania/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-nawyku-czytania/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Widziałem we Francji, nawet w małych miasteczkach, jak w bibliotekach ludzie zbierają się, by głośno czytać książki. Balzaca, Flauberta albo coś z nowości. Młodzi, starzy. Czytają, ale i dyskutują&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ewa Milewicz: Kogo stać na książkę?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński&lt;/strong&gt; - W dużym stopniu pogląd, że ludzie nie czytają książek, bo nie mają na nie pieniędzy, jest mitem. Każdy, kto chce kupić książkę, rzuci wszystko i ją kupi. U nas jednak nie ma nawyku czytania książki jako potrzeby życiowej. Nikt się jednak nie przyzna, że nie czyta, więc mówi, że nie może czytać, bo książki są za drogie. Oczywiście są za drogie, jak wszędzie na świecie. Największa tego przyczyna to brak nawyku pójścia do księgarni, znalezienia w gazetach informacji, co się wydaje. Na przykład w Warszawie, w samym centrum, na rogu Kruczej i Hożej, jest wspaniała księgarnia z dobrymi książkami. Niech pani tam stanie i popatrzy, ilu przechodniów bodaj rzuci okiem na witrynę. Prawie nikt, mimo że Warszawa w liczbie księgarń nie ma co się porównywać z Paryżem czy Amsterdamem&amp;hellip;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>O pamięci i jej zagrożeniach</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-pamieci-i-jej-zagrozeniach/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-pamieci-i-jej-zagrozeniach/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Polesia czar i pejzaż dzieciństwa&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Zbigniew Benedytkowicz: Mamy rozmawiać o pamięci. O jej znaczeniu we współczesności. O różnych jej formach i sposobach przejawiania się. Zacznijmy może jednak od Pana prywatnego, najbardziej intymnego &amp;ldquo;miejsca pamięci&amp;rdquo;, od tego punktu zero Pańskiej biografii. Zapewne często był Pan przepytywany na okoliczność Polesia, na temat Pińska - miejsca swojego urodzenia i krainy dzieciństwa&amp;hellip;.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ryszard Kapuściński: jestem ciągle na jakąś okoliczność przepytywany. A na temat Polesia nieustannie. To jest mój problem moralny również. Dlatego że, jestem jedynym piszącym człowiekiem z Pińska. Więc w tej chwili żyję niejako pod presją społeczną, czuję w sobie jakieś moralne zobowiązanie. Wiemy doskonale: wszyscy piszą o Wilnie, piszą o Lwowie, a Polesie i Pińsk leżą dokładnie w połowie drogi między Wilnem a Lwowem. To jest trochę taki świat biedny i opuszczony. Mało jest literatury na temat Polesia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>O podróżowaniu</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-podrozowaniu/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/o-podrozowaniu/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Czy przy tak wielkim doświadczeniu podróżniczym jest pan nadal pewny, że podróże kształcą?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;- Co do tego jestem głęboko przekonany -problem jest tylko w tym, jakiego typu są to po-dróże. Z jednej strony, podróże typu turystycz-nego, czyli masowa, standardowa turystyka, której mnóstwo na świecie. W zeszłym roku by-ło np. 620 milionów turystów na całym świe-cie i te liczby wciąż rosną. Przywozi się tury-stów w standardowych autobusach, do tych sa-mych zawsze miejsc, gdzie ci ludzie siedzą, na ogół pilnowani przez policję, przez jej specjal-ne formacje, dbające o względy bezpieczeństwa w podróżowaniu, np. w Egipcie istnieje specjal-na policja do ochrony turystów, nie pozwalająca im oddalać się od miejsca, w którym przebywa-ją, nawet na krok - więc ten typ podróży, oczy-wiście, nie kształci, albo nawet: daje ludziom j &amp;ldquo;deformujący&amp;rdquo; obraz świata. Natomiast podróż taka, jaką odbywa reporter, podróż, która jest badaniem, która jest odkrywaniem i analizowa-niem ludzi, świata, kultury - takie podróże bar-dzo kształcą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Opisuje stan ducha</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/opisuje-stan-ducha/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/opisuje-stan-ducha/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&amp;ldquo;Heban&amp;rdquo; od 2 miesięcy zajmuje pierwsze miejsce na liście bestsellerów &amp;ldquo;Polityki&amp;rdquo;. We wstępie napisał pan, że nie jest to książka o Afryce&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Afryka, Ameryka Łacińska, Europa to tylko nazwy kontynentów. A mnie, tak naprawdę, interesuje człowiek i jego problemy. Kiedyś w &amp;ldquo;London Review of Books&amp;rdquo; w recenzji z trzech moich książek: ,&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/jeszcze-dzien-zycia/"&gt;Jeszcze dzień życia&lt;/a&gt;&amp;quot;, &amp;ldquo;&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/cesarz/"&gt;Cesarz&lt;/a&gt;&amp;rdquo; i &amp;ldquo;&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/szachinszach/"&gt;Szachinszach&lt;/a&gt;&amp;rdquo; napisano, że u mnie nieważne są miejsca, kraje, ale stany ducha. Fakt, że to, co opisuję, dzieje się akurat w jakimś punkcie kuli ziemskiej, jest oczywiście ważny, ale tylko ze względu na koloryt, scenografię przedstawienia. Piszę o sprawach, o ludziach, a to, że są oni akurat w tej chwili tu czy gdzie indziej, to dla mnie drugorzędna sprawa. Przy okazji wydania tej książki moglibyśmy równie dobrze porozmawiać - na przykład -Ameryce Łacińskiej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Piekło Afryki</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/pieklo-afryki/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/pieklo-afryki/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;-Jak to jest, kiedy się pisze z tygodnia na tydzień? Słyszałem, że kończąc &amp;ldquo;Heban&amp;rdquo; był pan zupełnie wykończony. Od czasu Sienkiewicza mało kto pracował w takim reżimie&amp;hellip;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;-Pisanie z tygodnia na tydzień jest moim starym nawykiem. W ten sposób napisałem &amp;ldquo;&lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/cesarz/"&gt;Cesarza&lt;/a&gt;&amp;rdquo;. &lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/szachinszach/"&gt;Szachinszacha&lt;/a&gt; i &lt;a href="https://kapuscinski.info/ksiazki/wojna-futbolowa/"&gt;Wojnę futbolową&lt;/a&gt;. Kiedy mam bardzo krótki termin i wiem, że muszę oddać materiał w danym dniu, bardzo mnie to mobilizuje. Po prostu, z mieczem nad szyją lepiej mi się pracuje. Mogę pisać tylko pod dużym ciśnieniem terminu, bo to jest sposób wymuszania na sobie samym wysiłku. Ja strasznie dużo pracuję nad tekstem, więc jestem zdolny napisać tylko to, co muszę napisać. To jest mechanizm, który wypróbowałem już wcześniej i w moim przypadku daje on nie najgorsze wyniki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Podróż jako źródło</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/podroz-jako-zrodlo/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/podroz-jako-zrodlo/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Bogdan Białek i Piotr Żak: - Czym dla Pana jest podróżowanie? Dlaczego Pan w ogóle ruszył w drogę?&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ryszard Kapuściński:&lt;/strong&gt;- Zawsze rodzi się pewna grupa ludzi, którzy mają pasję jeżdżenia, poznawania. To jest fascynacja czymś innym, nieznanym, pragnienie, żeby tego dotknąć, żeby to zobaczyć, tam być. W rzeczywistości jednak człowiek jest istotą bardzo przywiązaną do swojego miejsca i nie lubi go opuszczać. Lubi spędzać życie tam, gdzie się urodził. W Pińsku, gdzie się urodziłem i wychowywałem, żyje pani, która ma już ponad osiemdziesiąt lat i nigdy stamtąd nie wyjechała. Pisałem kiedyś o takim człowieku, którego spotkałem w zapadłej wsi w Tanzanii. Ten staruszek nigdy z tej wsi się nie ruszył. I myślę, że to bardziej symbolizuje kondycję człowieka niż niewielka grupa zwariowanych podróżników, których gdzieś goni, coś fascynuje. Galina Starowojtowa, znakomita rosyjska uczona, opowiadała mi kiedyś, że kilkanaście lat temu robiła badania wśród długowiecznych mieszkańców Kaukazu. Chciała się dowiedzieć, dlaczego oni tak długo żyją. Odpowiedzieli jej, że długo żyje ten, kto się nie rusza. I ja się z tym zgadzam. Uważam, że jest głęboka życiowa mądrość w tym, żeby się nie ruszać. Gdy Chomeini wrócił do Teheranu, miał ponad siedemdziesiąt lat. Aż do śmierci mieszkał w małym pokoiku i prawie z niego nie wychodził. Wypijał dziennie jeden kefir, zjadał jedną pomarańczę i troszeczkę ryżu. Cos podobnego widziałem u Hindusów. Kiedy się budził dzień, siadałi i siedzieli niemal bez ruchu do wieczora, a gdy się zaczynała noc, kładli się. Nie ruszali się ze swoich miejsc. W ten sposób biologiczny mechanizm ich organizmów nie zużywał się, nie męczył. Natomiast podróżnicy to ludzie bardzo specjalni, mający zazwyczaj ciężkie życie i na ogół żyjący krótko. Trudy takiego prawdziwego podróżowania są bowiem ogromne. Więc tak naprawdę na to pytanie można odpowiedzieć krótko: to jest pewien typ fascynacji, pewien niepokój, pewien przymus.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Polska - diament w popiele</title><link>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/polska-diament-w-popiele/</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://kapuscinski.info/wywiady-i-prasa/wywiady/polska-diament-w-popiele/</guid><description>&lt;p&gt;Poniższą rozmowę z Ryszardem Kapuścińskim przeprowadził jesienią 1996r. wieloletni korespondent szwedzkiego radia w Warszawie, &lt;strong&gt;Kjell Albin Abrahamson&lt;/strong&gt;. Wywiad znalazł się również w książce &amp;ldquo;Polen diamant i askan&amp;rdquo; (Polska, diament w popiele) szwedzkiego wydawnictwa Fischer &amp;amp; Co. Jej polskie tłumaczenie w przekładzie Andrzeja Niewinnego Dobrowolskiego ukaże się niebawem na rynku polskim nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej z Warszawy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tekst ukazał się również w numerze 5/2003 miesięcznika dla Polonii szwedzkiej &amp;ldquo;Relacje&amp;rdquo; wydawanym w Sztokholmie.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>