Ryszard Kapuściński

Pisarz · Reporter · Poeta 1932–2007 Kim był? Od czego zacząć? Oś czasu

Wrocławskie ślady Ryszarda Kapuścińskiego

Autor:GW
Źródło:Gazeta Wyborcza

Ryszard Kapuściński, pisarz i największy polski reporter, zmarł we wtorek w szpitalu w Warszawie. We Wrocławiu gościł wielokrotnie.
Przyjeżdżał na jesienne targi Promocje Dobrych Książek, gdzie zawsze znajdował czas na spotkania z czytelnikami, kilkakrotnie spotykał się ze studentami i pracownikami dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskiem. W 2001 r. uhonorowany został tytułem doktora honoris causa tej uczelni.

“We Wrocławiu spotkały mnie chwile najbardziej wzruszające - tłumy ludzi na spotkaniach, podpisywanie książek. Czuję się we Wrocławiu jak wśród swoich i jak we własnym domu. Duża część mieszkańców Wrocławia pochodzi z moich stron, z Kresów. Gdy zapowiedziałem, że chcę napisać książkę o Pińsku, pani z Wrocławia przesłała mi plik zdjęć. Na jednym z nich odnalazłem siebie sfotografowanego jako małego chłopca” - powiedział nam podczas jednej z rozmów, kiedy przyjechał do Wrocławia.

Archiwum Ryszarda Kapuścińskiego być może trafi właśnie do Wrocławia. Pisarz chciał, by stało się częścią zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Dobrosława Platt, wicedyrektor Ossolineum: - Nie zdążyliśmy ustalić szczegółów dotyczących przekazania archiwum. Byliśmy pierwszą instytucją, która zwróciła się do niego z taką prośbą. Korespondowaliśmy i planowaliśmy przewiezienie archiwum do Wrocławia jeszcze za jego życia. Jego śmierć zaskoczyła nas i nie pozwoliła sfinalizować rozmów. Teraz o losach spuścizny po Ryszardzie Kapuścińskim zadecydują jego spadkobiercy.

Każdy czuł się jego przyjacielem

Wspomina prof. Jan Miodek, dyrektor Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Nie jestem zwolennikiem nadużywania słowa przyjaciel. Ma się znajomych, kolegów, a przyjaciół najwyżej dwóch, trzech w życiu. Kapuściński swoim sposobem bycia stwarzał taką aurę, że każdy czuł się jego przyjacielem. Jego stopień zatroskania, zainteresowanie drugim człowiekiem sprawiały, że tak się go odbierało. Zawsze pytał z wielką życzliwością zarówno o moją rodzinę, jak też o to, co słychać na polonistyce czy na dziennikarstwie. Wielce wdzięczny jestem Piotrowi Załuskiemu, bo ta piękna znajomość to jego dzieło. On zaproponował, by uniwersytet przyznał tytuł doktora honoris causa Ryszardowi Kapuścińskiemu. Wtedy jeszcze dziennikarstwo nie było samodzielnym kierunkiem, ale istniało w ramach polonistyki. Bardzo ucieszyłem się, że mogłem być promotorem Kapuścińskiego. Ilekroć był we Wrocławiu, spotykaliśmy się albo u mnie w domu, albo w innych zaprzyjaźnionych domach. Od razu, na pierwszym spotkaniu, przypadliśmy sobie do gustu.

Jego troska o drugiego człowieka była niespotykana. Potrafił przejąć się tym, że w czasie Targów Książki kilku osobom z braku miejsc nie udało się wejść na spotkanie z nim. Podobnie w Teatrze Polskim w 2005 roku - autentycznie martwił się, żeby nikomu nic się nie stało, żeby nikt nie przeleciał przez barierkę. Wtedy teatr wypełniony był po brzegi. Potem do północy podpisywał książki. Dla każdego znalazł czas i każdego traktował z równym zainteresowaniem. Przy nim świat robił się piękniejszy. Ostatnio ubolewałem nad tym, co się w ciągu tych kilkunastu miesięcy stało z Polską. Po rozmowie z nim ta wściekłość i bezradność nie były już tak wielkie. On na świat patrzył tak “kapuścińsko” - że użyję takiego słowa - z marginesem tolerancji dla ludzkich błędów i przywar.

Wspomina Piotr Załuski, wrocławski dziennikarz, reżyser i producent filmowy. Autor m.in. filmu o Ryszardzie Kapuścińskim “Druga Arka Noego”

Ryszard Kapuściński czasem wspominał o swojej podróży w 1945 roku do Wrocławia, a także na Śląsk Opolski, do Olesna, gdzie miał wuja. Pamiętał te gruzy, ruiny. Nigdy jakoś tej opowieści nie rozwijał. Opowiadał o swoim rodzinnym Pińsku. Zamierzał napisać o nim książkę. Jeszcze niedawno biegałem po antykwariatach i szukałem dla niego książek wydanych na Polesiu. Obszary biedy w Trzecim Świecie przypominały mu Polesie. Wielokrotnie podkreślał, że taką samą nędzę widział właśnie w dzieciństwie.

Pracował nad szóstym “Lapidarium”, miał w planach duży wyjazd w rejony Pacyfiku, tam gdzie przebywał Bronisław Malinowski, antropolog, podróżnik. Niestety, na wyprawę nie pozawalał mu stan zdrowia. Denerwował się, że nie ma czasu pisać, ciągle czuł, że znajduje się w niedoczasie.

Widziałem się z nim ostatni raz na początku stycznia, ostatnio widywałem go właściwie co tydzień. Miał koło siebie “Pana Tadeusza” Mickiewicza, czytywał go sobie dla czystej przyjemności. Wstępnie byliśmy umówieni na cykl telewizyjny “Lapidaria”. Pierwszy odcinek miał być zrealizowany na jego 75 jubileusz, w marcu. Mieliśmy zacząć od poezji. On się nią interesował i czytał. Sam pisał wiersze od lat. Poetyckie inspiracje widać zresztą w jego reportażach - słowo i fraza mają w nich wielkie znaczenie. Nie zdążyliśmy. Poznałem go 33 lata temu. Mogę powiedzieć, że był jednym z moich najważniejszych przyjaciół.

źródło: kapuscinski.info