Ryszard Kapuściński

Pisarz · Reporter · Poeta 1932–2007 Kim był? Od czego zacząć? Oś czasu

Spadkobierca Orwella

Autor:Dariusz Rosiak Źródło:Rzeczpospolita

Z Billem Bufordem, wydawcą i przyjacielem Ryszarda Kapuścińskiego rozmawia Dariusz Rosiak

Co było największą wartością pisarstwa Ryszarda Kapuścińskiego?

Bill Buford: Był wielkim mistrzem narracji. Potrafił odnaleźć prawdę, patos, humor i smutek w najprostszych historiach. Miał talent powieściopisarski, ale nie pisał beletrystyki, bo czuł, że nie ma sensu niczego wymyślać, skoro świat jest pełen gotowych historii do opowiedzenia.

Ale wielu czytelników traktuje książki Kapuścińskiego właśnie jako powieści. Słowo “reportaż” nie do końca oddaje tę formę, którą się posługiwał.

Kapuściński jest wielkim pisarzem historycznym, ale nie jest powieściopisarzem, bo treść jego pisarstwa nie bierze się z wyobraźni autora. Opowieści Kapuścińskiego są mocno osadzone w rzeczywistości, w faktach. To jest oczywiście zupełnie coś innego niż depesza agencyjna czy korespondencja do gazety. Ale podobnie jak depesza, jego pisarstwo wyrasta z jakiegoś wydarzenia i z kontekstu historycznego. Być może czytelnicy w Polsce odbierają jego książki - zwłaszcza mogło się tak dziać w czasach komunizmu - jako historie z podwójnym czy potrójnym dnem, jakieś alegorie dotyczące władzy czy systemów politycznych, ale ja nigdy nie czytałem Kapuścińskiego w ten sposób. To nie jest tak, że chciał powiedzieć coś innego, niż mówił, że jego narracja toczy się jednocześnie na kilku poziomach.

Co było, według Kapuścińskiego, największym problemem współczesności?

Kapuściński nie realizował w swoim pisarstwie celów politycznych, nie należał do twórców “zaangażowanych”. Był świadkiem rozpadu świata i czuł się najszczęśliwszy w miejscach, w których ten rozpad był najsilniej widoczny. Jego żywiołem nie była polityka ani jakieś konferencje - wiem, że uczestniczył w debatach na temat współczesności. Jednak najlepiej się czuł, obserwując ludzi, z notatnikiem w ręku. Imperializm, kolonializm, wyzysk człowieka - to wszystko interesowało go, ale tylko o tyle, o ile opowiadało o kondycji ludzkiej. To był człowiek, który jednego dnia widział egzekucje, masowe morderstwa, bestialstwo, a potem wracał do kraju, który oczywiście nie był demokratyczny, ale w którym toczyło się w miarę normalne życie. Ludzie pracowali, mieli romanse, plotkowali o gwiazdach itd. On nie mógł znieść tego rozdźwięku i umieszczał swój niepokój w tym, co pisał.

Równocześnie w swoich książkach właściwie nie przedstawiał poglądów politycznych…

Bo pisarstwo nie polega na opisywaniu świata przez wyrażanie własnych opinii, tylko przez opis szczegółu. To może być pot albo zapach, albo rodzaj światła, albo dziura w skarpetce, albo nerwowy tik bohatera - tysiące drobnych detali, które trzeba umieć zauważyć, a potem wpisać w opowieść. Nie ma w niej miejsca na jakieś wykłady o biedzie czy polityce. Kapuściński był właśnie takim rejestratorem szczegółu, a nie pisarzem politycznym. Powiem tak: był pisarzem opisującym kryzys polityczny, a to różni go zasadniczo od pisarza analizującego kryzys polityczny.

Jednak można chyba powiedzieć, że Kapuściński był zdecydowanie człowiekiem lewicy. Sam się tak określał, był ostrożny wobec wolnego rynku, krytykował pewne elementy globalizacji i bogaty Zachód za lekceważenia potrzeb biednej części ludności globu.

Tak, był człowiekiem lewicy. Myślę, że jego lewicowość wynikała ze współczucia dla ludzi wydziedziczonych, żyjących na poboczu życia. Korzenie tego współczucia tkwią pewnie w jego dzieciństwie i w obserwacji Polski stalinowskiej. Opowiadał mi kiedyś, że chodził do szkoły w Pińsku, w której nie było dachu. Dorastał w biedzie, o jakiej ludzie we współczesnej Ameryce, a chyba i w Polsce, nie mają pojęcia. Jego najlepsze pisarstwo wypływa ze współczucia dla bezsilnych. Kapuściński jest mistrzem opisu ludzi zmagających się ze światem, który nie ma sensu.

Co zdecydowało o jego światowym sukcesie?

Aby zrozumieć, skąd się wziął jego sukces, trzeba pamiętać o dwóch rzeczach. Pierwsza to fakt, że Kapuściński był jedynym polskim korespondentem na całym kontynencie. I to w czasach, gdy w całej Afryce toczyły się wojny o niepodległość. Ryszard był niejako zmuszony szukać nowych form wyrazu, bo przecież nie był w stanie zmieścić wszystkiego, co widział, w depeszy agencyjnej. I druga rzecz: Kapuściński był dla Polaków kimś w rodzaju pisarza podróżnika z dawnych wieków. Opowiadał mi, że dla większości jego rodaków w latach 50. czy 60. podróż do Czechosłowacji mogła być naprawdę egzotyczną wyprawą. Nikt w Polsce nie wiedział nic o Kongu czy Etiopii. A on widział z bliska tygrysa! Jeździł na słoniu! Był jak XIX-wieczny podróżnik, który wracał do kraju i opowiadał rodakom, jacy ci Chińczycy dziwni albo jak tańczą Afrykanie. To sprawiało, że Kapuściński był niezwykłym medium - przekazicielem opowieści. Była w nim jakaś niewinność, świeżość spojrzenia odkrywcy, której brakowało wielu naszym pisarzom. To paradoksalne, ale fakt, że jego pisarstwo było skierowane do Polaków, sprawiał, że inni czytelnicy odnajdowali w nim zaskakująco nowe rzeczy. Jestem pewny, że gdyby Kapuściński wyruszył w swoją wędrówkę z Nowego Jorku, nie byłby tak oryginalnym pisarzem, nie zostałby jednym z największych dziennikarzy XX wieku.

Czyli jego największą siłę za granicą stanowiła polskość?

Ona dawała jego pisarstwu jakąś dodatkową wartość. Podobny rodzaj reportażu jak Kapuściński uprawiali w Ameryce przedstawiciele nowego dziennikarstwa (styl dziennikarstwa z lat 60. wykorzystujący techniki literackie, główni autorzy to m.in. Tom Wolfe, Truman Capote, Norman Mailer, Joan Didion - przyp. D. R.). Ale Kapuściński miał od nich znacznie więcej serca, wrażliwości. Moim zdaniem Ryszard był naturalnym spadkobiercą Orwella. Orwell był może bardziej drobiazgowy w swoich opisach, ale brak mu było takiego literackiego rozmachu, talentu narracyjnego, jaki miał Kapuściński. Ale są to podobni pisarze: obaj wyruszyli w świat, traktowali go jak skarbnicę historii o ludziach i opisywali przejawy niesprawiedliwości, nadużyć władzy, zmagania ze złem tkwiącym w człowieku.

Pod koniec życia Kapuściński bardzo gorzko wypowiadał się o mediach. Skąd brała się ta gorycz?

Rozumiał, że media nie pokazują większości dramatów, tragedii i przejawów niesprawiedliwości na świecie. Rejestrują fakty, a nie to, co naprawdę dzieje się w człowieku. Na opis i zrozumienie człowieka zaplątanego w historię nie ma czasu, a poza tym jest to trudne i drogo kosztuje. Kapuściński jako pisarz próbował wypełnić tę ogromną lukę między tym, co widoczne gołym okiem, a prawdą. Jego wielkość polega na tym, że mu się udało.

źródło: kapuscinski.info