Ryszard Kapuściński

Pisarz · Reporter · Poeta 1932–2007 Kim był? Od czego zacząć? Oś czasu

Osobliwa skrytość Ryszarda Kapuścińskiego

Autor:Krzysztof Masłoń Źródło:Rzeczpospolita

W afrykańskich i azjatyckich władcach opisywanych przez Kapuścińskiego czytelnicy chcieli widzieć Gierka oraz jego towarzyszy. ‚‚Cesarz"" i “Szachinszach” odbierane były jako alegoryczne obrazy rozkładu systemu komunistycznego.

Nekrologi żegnające Ryszarda Kapuścińskiego podkreślały dorobek prozatorski i reporterski autora “Cesarza” i “Szachinszacha”. Marginalizowały natomiast jego twórczość eseistyczną, publicystyczną i poetycką. Tak, poetycką, bo Kapuściński zaczynał od wierszy

W tym, że nastolatki piszą wiersze, nie ma nic dziwnego, ale że urządza się nad nimi dyskusje w najpoważniejszych pismach literackich, to już jest zastanawiające. A taką właśnie “Dyskusję o poezji w liceum imienia Staszica w Warszawie” opublikowało w 1950 roku “Odrodzenie”. Punktem wyjścia było pięć utworów powstałych w ciągu ostatnich trzydziestu lat: “Szklany deszcz” Jana Brzękowskiego, “Nie nazwane niejasne” Józefa Czechowicza, “Manifest szalony” Kazimierza Wierzyńskiego, “Serwus, Madonna” Konstantego Gałczyńskiego i “Dobrze” Włodzimierza Majakowskiego. Z wierszami tymi, spośród których najwyżej oceniono, oczywiście, strofy Majakowskiego, skonfrontowano “Różowe jabłka” - dziełko debiutanta, ucznia tegoż właśnie liceum, Ryszarda Kapuścińskiego. W “Lwach wyzwolonych” Jarosław Abramow Newerly pisał: “Fakt, że mój rówieśnik wypadł lepiej - to podkreślano w dyskusji - od Kazimierza Wierzyńskiego, ukochanego poety ojca, prawdziwie mną wstrząsnął”.

Ale “Różowe jabłka” wstrząsające nie są, uśmiech może budzić tylko ich zbiorowy adresat: “Towarzysze”. Ale taka, nie inna, była poetyka epoki. Niespełna osiemnastoletni autor pisał:

Różowe jabłka - Radosne twarzyczki dzieci. A dzieci mogą mieć różne imiona: Janek, Danka, Jadzia, Zdzisiek. Zwykłe, proste imiona. I są to synowie i córki Górników z Zabrza Górników - najpiękniejszych zwycięzców. Świat jest biały, jak gołąb pokoju, który unosi w dziobie skrawek czerwonego płótna. To dzieci wciągnęły na maszt czerwoną flagę rączkami ciepłymi od ufności.

Starsi panowie dwaj

Pierwszy samodzielny tom poetycki - “Notes” - wydał Ryszard Kapuściński dopiero w 1986 roku. Kolejny - “Prawa natury” - osiemnaście lat później. W zbiorach tych znajdziemy, oczywiście, zupełnie inne wiersze. Takie na przykład: ¦ Historia mówi rzuciła się na nas kryliśmy się po rowach po lasach ale miała dobry wzrok dobre lornetki i noktowizory My bracie jak szczury pochowane czasem tylko przez pole przez podwórko Myk myk

W innym wierszu - “Dwaj poeci” - wspomina, zdawałoby się, odległych od siebie twórców:

Jakie piękne wiersze pisali ci dwaj starsi panowie pan Jarosław Iwaszkiewicz i pan Adam Ważyk jeszcze ich widzę idą ulicą Wiejską pan Jarosław podpiera się laską pan Adam wpół zgięty ptaki śpiewają w sąsiednim parku

Obaj starsi panowie, w różnym czasie, kierowali najważniejszym w PRL miesięcznikiem literackim. I w listopadzie 1950 roku ta właśnie “Twórczość” poświęca poezji Kapuścińskiego aż kilka stron, publikując wybór wierszy dedykowanych zetempowskim brygadom traktorzystów. Nie ma sensu przypominać ich tu i teraz, niepodobna jednak pominąć najbardziej znanego wiersza Ryszarda Kapuścińskiego, co tu dużo mówić, wypominanego często autorowi “Cesarza”. Chodzi o “Brygadę Dzierżyńskiego”. Oto fragment tego utworu pomieszczonego wraz z wierszami Stanisława Wygodzkiego, Witolda Wirpszy, Artura Międzyrzeckiego, Andrzeja Mandaliana, Mieczysława Jastruna i Wiktora Woroszylskiego w tomiku “Wieczny płomień. Wiersze o Feliksie Dzierżyńskim” opracowanym przez Wiktora Woroszylskiego, nawiasem mówiąc, kierownika działu kultury “Sztandaru Młodych”, gdzie podówczas Ryszard Kapuściński rozpoczynał swą reporterską karierę:

… Było: ktoś rzucał plotki przegniłe, Gwałtowna woda rozdzierała krany. Niepotrzebnie drętwiały dźwigów linie. Maszynę opuścił dezerter planu. Chce poszarpać wróg naszą zwartość. Zwalić to, co jak ciało bliskie.

Przyszedł w słowach Sekretarza Partii na hutę - Towarzysz Dzierżyński. Nie postacią w płaszczu skórzanym, nie twarzą z siwiejącą bródką, lecz uporem, czujnością nieznaną. ludzką wiarą - w pamięci im utkwił.

Żebyście wrócili żywi

W najciekawszej chyba części “Wojny futbolowej”, czyli “Ciągu dalszym planu książki, która mogłaby zacząć się (itd.)”, autor zrelacjonował, jak został przyjęty po powrocie do kraju w 1961 roku z ogarniętego wojną domową Konga: “Miałem przygotować notatkę o tym, co widziałem w Kongu. Opisałem walkę, rozpad, klęskę. Wtedy wezwał mnie pewien towarzysz z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Co wyście wypisali! - oburzył się. Rewolucję nazywacie anarchią! Uważacie, że Gizenga odejdzie, a Mobutu wygra. To szkodliwe teorie! - Jedźcie tam - odparłem zmęczonym głosem, bo jeszcze czułem w kościach Stanleyville i Usumburę. - Jedźcie i zobaczcie sami. I życzę wam, żebyście wrócili żywi. - Trudno - powiedział na zakończenie rozmowy ten towarzysz - ale nie możecie jeździć za granicę jako dziennikarz, bo nie rozumiecie procesów marksistowsko-leninowskich zachodzących w tamtym świecie. - OK - zgodziłem się - tu też mam o czym pisać”.

W czerwcu tego samego 1961 roku pryncypał Kapuścińskiego Mieczysław F. Rakowski zanotował w swoim, pisanym do szuflady, dzienniku: “Rysiek jest fantastycznym reporterem. To już nie jest zwykłe dziennikarstwo. Jest to literatura polityczna tworzona przez piekielnie utalentowanego twórcę”.

Był pierwszym stałym polskim korespondentem w czarnej Afryce. W 1962 roku założył w Dar es-Salaam placówkę PAP. Dziś można by się zastanawiać, po co. Kapuściński odpowiadał: “Na początku lat sześćdziesiątych Afryka była rzeczywiście pasjonującym światem. Napisałem o tym całe tomy (bo jeszcze nie wspomniałem, że od korespondenta agencji prasowej wymaga się, aby pisał i pisał, bez przerwy, bez wytchnienia - nie chcę powiedzieć? bez zastanowienia, choć czasem i tak bywa, że żąda się, aby ciągle wysyłał teleksem, depeszami, przez okazję, pocztą niekończące się tasiemce informacji, komentarzy, reportaży, opinii, ocen itd., bo dopiero wówczas, kiedy gromadzone w centrali teczki z jego korespondencjami pękają w szwach i rozsadzają szafy, może liczyć na to, że powiedzą aprobująco? ten jest dobry, ten jest rzeczywiście dobry)”.

Ilu czytelników miały teksty Ryszarda Kapuścińskiego: te z Czarnego Lądu, ale i z Ameryki Łacińskiej. Myślę, że wielu i bardzo różnych. Dla pisarza był to temat drażliwy; znam przypadek, gdy bardzo mu bliska osoba stała się z minuty na minutę nieznajomą, spytała go bowiem o związki z wywiadem PRL. Związki, które jednoznacznie naganne wydawać się mogą jedynie ludziom urodzonym wczoraj. Inna sprawa, że drażliwość Ryszarda Kapuścińskiego była legendarna. Bardzo ostro zareagował, na przykład, gdy Norman Davies - skądinąd admirator pisarstwa autora “Szachinszacha” - wspomniał o tym, że Kapuściński w latach PRL publikował w “Trybunie Ludu”. Formalnie Davies nie miał racji, Kapuściński był bowiem dziennikarzem agencyjnym, tyle że jego korespondencje podpisane imieniem i nazwiskiem oraz skrótem Polskiej Agencji Prasowej zamieszczane były w różnych tytułach, a w “TL”, było nie było, najważniejszej gazecie tamtych lat - ze szczególną intensywnością.

Zanim Luanda stanie się miastem zamkniętym

“Zasada moralnej uczciwości jest cechą lewicy latynoamerykańskiej” - napisał Kapuściński w głośnej książce “Chrystus z karabinem na ramieniu”. Wkład autora w propagowanie eksportu rewolucji kubańskiej był niemały, zważywszy choćby na przełożony przez niego, a wydany w 1969 roku nakładem partyjnej Książki i Wiedzy “Dziennik z Boliwii” Ernesto Guevary ze wstępem Fidela Castro. Nawiasem mówiąc, tłumacz mocno polemizował tam i z Guevarą, i - zwłaszcza - z Castro, stając w obronie Komunistycznej Partii Boliwii, o której rzeczywiście powiedzieć można tylko tyle, że była - jak pisał Kapuściński - “partią małą i słabą, w dodatku rozbitą. Nie powinno się również zapominać jednego faktu - większość boliwijskich partyzantów w oddziale Guevary była członkami tej partii”.

A sam Ryszard Kapuściński? Był członkiem PZPR przez 28 lat. Staż kandydacki (do partii wprowadzał go podobno Bronisław Geremek) skończył mu się na wiosnę 1953 roku. Akurat umarł Stalin.

Przełom lat 60. i 70. to w Ameryce Łacińskiej okres nasilenia walk partyzanckich. Wydarzeniom, jakie rozegrały się wówczas w Gwatemali, poświęcił Kapuściński zapomnianą dziś, niewielką książeczkę “Dlaczego zginął Karl von Spreti?”. Tytułowy bohater był niemieckim ambasadorem utrzymującym z gwatemalskim reżimem dobre stosunki. Okazać się miało, że za dobre.

Inne zapomniane książki Kapuścińskiego z lat 60. to reportaże z Ghany i Konga “Czarne gwiazdy” i “Gdyby cała Afryka…”. Ta pierwsza powstała z dwóch książek nieskończonych: o ówczesnych postaciach z pierwszych stron gazet; Lumumbie i Nkrumahu. Tego drugiego gościliśmy w Polsce, a jego przejazd ulicami stolicy pozostanie na zawsze w pamięci tych, którzy tego dnia zwolnieni zostali ze szkół i zakładów pracy, by zademonstrować wieczną przyjaźń między narodami Polski i Ghany. Patrice Lumumba był pierwszym premierem Demokratycznej Republiki Konga. Aresztowany i stracony uznany został za bohatera narodowego, męczennika wyzwoleńczego ruchu państw Trzeciego Świata.

Afryką, istotnie, pasjonował się wtedy i świat zachodni, i wschodni. Był to poligon, na którym ścierały się różne siły i ideologie. Nikita Siergiejewicz Chruszczow wymyślił sobie Czarny Ląd z sierpem i młotem. Polska Rzeczpospolita Ludowa była sojusznikiem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Ryszard Kapuściński nie jeździł do Ghany i Konga czy do Angoli w połowie lat 70. ot tak sobie. Co nie znaczy, że jego osobiste preferencje i zainteresowania nie były brane pod uwagę.

“Telefonuje naczelny “Kultury” - Dominik Horodyński, że są pieniądze i mogę jechać na Bliski Wschód (jeszcze trwa wojna Arabów z Izraelem i kończy się rok 1973). W kilka miesięcy później Turcy zajmują połowę Cypru, na której to wyspie pewien dobry człowiek szmugluje mnie w swoim samochodzie ze strony greckiej na turecką. Wracam z Cypru, kiedy Janusz Roszkowski - naczelny Polskiej Agencji Prasowej, mówi mi, że jest ostatnia szansa, aby próbować dostać się do Angoli. Muszę spieszyć się, aby uprzedzić moment, nim Luanda stanie się miastem zamkniętym. Jest pięć przed dwunastą, kiedy lotnicy portugalscy przewożą mnie tam z Lizbony wojskowym samolotem”.

Ku innym widnokręgom

Prawdziwy przełom nie tyle może w twórczości Ryszarda Kapuścińskiego, ile w jej postrzeganiu przyniósł “Cesarz”, bez wątpienia najważniejszy utwór wybitnego reportażysty. Historia o cesarzu Etiopii Hajle Sellasje I i jego dworze nie tylko świetnie się sprzedawała w dziesiątkach tłumaczeń, ale i z powodzeniem wystawiano ją na deskach teatrów, m.in. w The Royal Court Theatre w Londynie w 1987 roku. Wtedy jednak Kapuściński był już wybitną postacią świata literackiego, pochlebnie pisali o nim Susan Sontag, Norman Mailer, John le Carre. I “Cesarza”, i “Szachinszacha” skomplementował też Salman Rushdie. A w kraju stał się pisarz bohaterem (wprawdzie nie wymienionym z nazwiska, ale bardzo łatwym do rozszyfrowania) filmu Andrzeja Wajdy “Bez znieczulenia”.

W swoich głośnych reportażach przedstawiał Ryszard Kapuściński sytuację polityczną, kulturową i obyczajową tak egzotycznych z polskiego punktu widzenia państw jak Etiopia i Iran, czytelnicy jednak chcieli widzieć w afrykańskich i azjatyckich władcach Gierka et consortes. I książki te odbierane były jako alegoryczne obrazy rozkładu systemu komunistycznego. Nie minęło wiele czasu, a w sierpniu 1980 roku wybuchły strajki na Wybrzeżu. Kapuściński pojechał do Stoczni Gdańskiej jako wysłannik “Kultury” - warszawskiej. Jego tekst napisany po powrocie nie pozostawiał wątpliwości, po której stronie sytuują się sympatie autora.

“Cesarz” i “Szachinszach” to z pewnością mistrzostwo świata. Nie osiągnie już Kapuściński tego poziomu i w “Imperium”, i w “Hebanie”, i w “Podróżach z Herodotem”. Choć wszystko to będą książki niezwykle popularne, nagradzane, chwalone. Choć nie przez wszystkich i nie wszędzie. “Imperium” podobało się głównie w Polsce, “Heban” we Włoszech, a “Podróże z Herodotem”… Książka ta ukazała się w momencie, w którym Ryszard Kapuściński nie funkcjonował już jako reportażysta czy prozaik, ale jako myśliciel, filozof, wnikliwy obserwator współczesnego świata i zachodzących w nim procesów. Wypowiadał się na temat zderzeń cywilizacyjnych, powszechnej globalizacji, powiększającego się rozwarcia między światem bogatych i biednych.

Piąty tom “Lapidarium” poprzedza cytat z Ciorana: “Zawsze zwracałem się ku innym widnokręgom, zawsze starałem się widzieć, co dzieje się gdzie indziej”.

Czy akurat “Lapidaria”, te zbiory refleksji, wspomnień, aforyzmów, były książkami, których najbardziej oczekiwali czytelnicy? Pewnie nie, ale też od dawna już było jasne, że Kapuściński-reportażysta to wcielenie pisarza, które należy już do zamkniętej przeszłości. Dlatego nie powstał południowoamerykański tom “Mapy mundi”. A dlaczego nie napisał Pan Ryszard opowieści o swoim dzieciństwie, o Pińsku, o Polesiu? Nie wiem, Piotr Wojciechowski wytknął mi kiedyś jak najsłuszniej chciejstwo, gdy pisząc o “Podróżach z Herodotem”, doszedłem do wątpliwego raczej wniosku, że o pisarskim sukcesie Ryszarda Kapuścińskiego zadecydowała jego szczerość.

“Zaufanie czytelników - polemizował Wojciechowski - zgoda. Takie zaufanie zdobywa ten, który nie kłamie i nie nudzi. Ale szczerość? Nic z tego, żadna szczerość. Kapuściński jest skryty. Jest autentycznie skromny, nie ma w nim pozy, gdy pisze o swojej pokorze. Zawsze jednak mało pisze o swoim życiu prywatnym, skąpi swoich opinii, nie spowiada się z uczuć, uogólnienia lubi zastępować gładkimi aforyzmami. Czy jest nieszczery? Przykład aroganckiej nieszczerości to Umberto Eco wypinający na czytelnika całą swoją erudycję i wirtuozerię kompozycji. Tego Kapuścińskiemu nie można zarzucić. Jego osobliwa skrytość wynika z wielu przyczyn, a tłumaczyć się może zaufaniem do czytelnika, wiarą w jego doświadczenie i zdolność kojarzenia”.

Znaki zapytania możemy mnożyć, rozkładać na najdrobniejsze elementy to wszystko, co napisał. By dojść do przekonania, że to, co najważniejsze, zapisał wiele lat temu w “Wojnie futbolowej”. Przedstawiając rytuał: “Walizkę zapakować - rozpakować, zapakować - rozpakować, zapakować, maszyna do pisania (Hermes Baby), paszport (SA 323273), bilet, lotnisko, schodki, samolot, zapiąć pasy, start, odpiąć pasy, lot, kołysanie, słońce, gwiazdy, kosmos, biodra spacerujących stewardes, sen, chmury, spadające obroty silników, zapiąć pasy, zniżanie, kołowanie, lądowanie, ziemia, odpiąć pasy, schodki, lotnisko, książeczka szczepień, wiza, cło, taksówka, ulice, domy, ludzie, hotel, klucz, pokój, duszno, pragnienie, inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie, życie”.

źródło: kapuscinski.info