Journeys into the interior
Recenzja książki: The Shadow of the Sun (pol. Heban) – Ryszard Kapuściński
Autor recenzji: Geoff Dyer
Data publikacji: Sobota, 2 czerwca 2001
Źródło: The Guardian
Tłumaczenie redakcji kapuscinski.info. Poniższy tekst jest polskim przekładem oryginalnego artykułu anglojęzycznego. Oryginał: https://www.theguardian.com/books/2001/jun/02/politics
Gdybyśmy mieli wysłać statek kosmiczny w celu nawiązania kontaktu literackiego z mieszkańcami odległej galaktyki i mielibyśmy miejsce tylko dla jednego współczesnego pisarza, zagłosowałbym na Ryszarda Kapuścińskiego. To on podał najprawdziwszy, najbardziej wszechstronny i barwny opis tego, jak wygląda życie na naszej planecie.
Przez prawie 30 lat Kapuściński był korespondentem zagranicznym Polskiej Agencji Prasowej. W tym czasie był świadkiem 27 rewolucji i puczów. Choć sumiennie wypełniał swoje obowiązki, był także rodzajem dziennikarza gonzo – nagle zrywał kontakt z Warszawą i znikał bez śladu, by rzucić się “w dżunglę, spłynąć Nigrem w dłubance lub wędrować przez Saharę z nomadami”.
W Nigerii w 1966 roku jechał drogą, z której – jak mówiono – żaden biały nie wraca żywy. Robił to, bo musiał wszystkiego doświadczyć osobiście. Ta przymusowa ciekawość doprowadziła do nagany od szefa, który nakazał mu zaprzestania wyczynów mogących skończyć się tragedią. Bezskutecznie.
Pierwsze strony The Shadow of the Sun (kompendium jego afrykańskich przygód) zastają go w Dar es Salaam w 1962 roku. Słysząc, że Uganda ma odzyskać niepodległość, wyrusza z przyjacielem Leo do Kampali przez Serengeti. Bez map, zgubieni, stają oko w oko z ogromnym stadem bawołów. Kapuściński zaczyna halucynować z gorąca. Gdy w końcu docierają do chaty na pustkowiu, odkrywa, że jego ręka zwisa cale od kobry egipskiej. Kapuściński zamiera, a Leo obezwładnia węża metalowym kanistrem. Autor przeżywa, choć okazuje się, że cierpi nie tylko na udar, ale i na malarię mózgową oraz gruźlicę – a wszystko to opisane na zaledwie 20 stronach.
Kapuściński bywa posądzany o koloryzowanie. Słońce na Saharze uderza u niego “z siłą noża”, a karaluchy w Monrowii są “wielkości małych żółwi”. Sam autor przyznaje, że mógłby coś upiększyć, ale tego nie robi, bo “nie byłoby to prawdą”.
Krytycy porównują go do Philipa Gourevitcha, ale dzieło Kapuścińskiego to inny poziom osiągnięcia. Jako wielki pisarz wyobraźni wykracza poza czysty reportaż. Jego książki pełne są dygresji i mini-esejów – o historii ormiańskiej książki czy o tym, jak robić koniak. Mimo to, te wstawki są integralną częścią całości. Opisuje realne miejsca, które wydają się tak fantastyczne jak Niewidzialne miasta Calvino.
Kapuściński jest głęboko zanurzony w polityce wszystkiego, co widzi. Jego odwaga wynika ze świadomości, jak polityka komplikuje empatię. Jako biały człowiek w Afryce w momencie dekolonizacji, czuje się tam jak w domu, ponieważ pochodzi z kraju wielokrotnie niszczonego przez imperialne ambicje sąsiadów. Wie, co to znaczy “nie mieć nic i czekać, aż historia wypowie życzliwe słowo”.
Nie bagatelizuje korupcji ani przemocy, ale ich powszechność sprawia, że przetrwanie dobroci jest dla niego jeszcze bardziej niezwykłe. W zamian Kapuściński zawsze oferuje to, czego sam chciał od historii: “życzliwe słowo”.
źródło: https://www.theguardian.com/books/2001/jun/02/politics
źródło: kapuscinski.info