Ryszard Kapuściński

Pisarz · Reporter · Poeta 1932–2007 Kim był? Od czego zacząć? Oś czasu

Herbata u Kapuścińskiego

Autor:Stanisław Białek
Źródło:Gazeta Wyborcza

Wcześniej nie znałem smaku prawdziwej herbaty. A przecież piłem ją codziennie. Ale tamta herbata, herbata Ryszarda Kapuścińskiego była inna. To wtedy poznałem całe bogactwo tego wspaniałego napoju.
Nie umiem opisać jej niezwykłej woni, tego niezwykłego smaku. Była jak Jego książki. Niepowtarzalna, pachnąca egzotyką - mocna, ale subtelna. Przywiózł ją z Cejlonu, z którego - jak mówił - właśnie wrócił (Ileż było tych podróży? Czy ktoś to dzisiaj zliczy?).

Właśnie się dowiedziałem, że Ryszard Kapuściński nie żyje.

Spotkałem się z Nim tylko raz, kilka lat temu, w jego warszawskim domu. Raz tylko piłem tak wspaniałą herbatę. Nie ma innego autora, którego książki czytałbym z taką pasją.

Poznałem Go nieco przypadkiem. Zabrał mnie do Niego mój tata. Był z nami również Piotr Żak. Obaj mieli przeprowadzić z Nim wywiad. Przyjął nas w swej pracowni. Stało tam kilka zwyczajnych, starych wysłużonych mebli. I nieprzebrana liczba książek. Na ścianach wisiały nieliczne pamiątki z Afryki.

Najpierw długo wypytywał o warunki pracy w redakcji pisma, dla którego przeprowadzany był wywiad. Wszystko go interesowało - dużo pytał. Ale bardzo serdecznie, z wielką sympatią. Po reportersku. Doszło nawet do takiej zabawnej sytuacji. Role się zupełnie odwróciły, bo przecież to on miał odpowiadać na pytania. Zadając je, dużo opowiadał. O okolicy, w której mieszka, o historii jej powstania, o Warszawie.

Pamiętam, że dużo mówił o odpowiedzialności - o powadze, z jaką podchodzi do swojej pracy, rzetelności, która konieczna jest przy wykonywaniu każdego zawodu, nie tylko pisarza. Mówił o wielkiej odpowiedzialności, jaką odczuwa wobec czytelnika, ale przede wszystkim wobec ludzi, z którymi się styka. Nie może przecież ich zawieść. Zwłaszcza to - często wypowiadane przez Niego słowo - odpowiedzialność - bardzo utkwiło mi w pamięci - kojarzyło mi się to z twórczością Antoine de Saint-Exupéry’ego. Autora, do którego często nawiązywał. Ten temat - odpowiedzialności jednego człowieka za drugiego, za innych - wyraźnie przewija się w twórczości obu wielkich pisarzy. Ale to tylko takie moje, mało istotne refleksje.

Kiedy po skończonym wywiadzie mieliśmy już zbierać się do wyjścia, gospodarz zaczął mocno nalegać, byśmy zostali. Nie mogliśmy odmówić. Ryszard Kapuściński zaczął opowiadać o sobie. W jaki sposób pracuje - na przykład, że nie używa komputera, pokazywał swe liczne rękopisy. Mówił też, że nigdy nie używa magnetofonu. Zawsze stara się zapamiętać to, co mówi rozmówca. W tamtym czasie pracował nad ,,Podróżami z Herodotem". Mówił, że przygotowując się do napisania tego dzieła, przeczytał ponad dwa tysiące książek. Taki jest warsztat Mistrza! Co może wydawać się dziwne, mówił, że nigdy w czasie podróży nie zwiedza miejsc, do których dociera - jest skupiony tylko na pracy. Ale jeśli już może ,,pobawić" się w turystę, to stara się odwiedzać ogrody botaniczne. To zdaje się była jedna z jego licznych pasji - w pracowni znajdowało się mnóstwo czasopism i albumów poświęconych botanice. Okazało się, że Ryszard Kapuściński jest z pochodzenia naszym - górali świętokrzyskich - krajanem. Jego dziadkowie pochodzili z Daleszyc. Umówiliśmy się, że odwiedzi krainę swych przodków. Niestety, ta podróż nie doszła do skutku.

W ,,Lapidarium V" - książce będącej zbiorem przemyśleń i obserwacji autora, Kapuściński cytuje profesora psychologii Tomasza Maruszewskiego, piszącego, jakim człowiekiem powinien być psycholog (stąd naukowy styl wypowiedzi). Pisarz stwierdza, że reporter powinien być dokładnie taki sam: ,,Należy prowadzić rozmowę w sposób nieinwazyjny. (…) Konieczna jest empatia, tj. zdolność odczuwania tych emocji, które czują inni. A stosunek do innych? To otwartość na problemy i pytania, z którymi przychodzą inni, stosunek pełen szacunku, wrażliwości i uwagi". Może to zabrzmi mało wiarygodnie z mojej strony - przecież spotkałem się z Nim tylko raz - ale jestem pewien, że był również taki prywatnie, jako człowiek, nie tylko jako reporter.

Z tego spotkania przypomina mi się jeszcze pewna - w tej chwili nie wypada powiedzieć zabawna - anegdota. Bowiem wydarzenie, którego dotyczy, właśnie stało się faktem. Otóż - jak opowiadał Kapuściński, wyraźnie rozbawiony całą historią - redakcje wielkich gazet, aby nie zostać zaskoczone nagła śmiercią jakiejś znanej postaci, przygotowują zawczasu dotyczące jej wspomnienie. Dzięki temu nawet duży tekst może ukazać się wkrótce po otrzymaniu informacji o zgonie takiego człowieka. Kapuściński mówił, że niedawno spotkał się ze swym dobrym znajomym - był to Michael Kaufman z “New York Timesa”. Przyjaciel ów, który wtedy przechodził na emeryturę, otrzymał polecenie napisania takiego właśnie pośmiertnego wspomnienia o życiu i twórczości Ryszarda Kapuścińskiego. Z zadania wywiązał się bardzo dobrze - jak zapewniał pisarza - równocześnie żartobliwie stwierdzając, że obaj mogą już spokojnie umierać. Ten tekst właśnie się ukazał…

Pan Kapuściński podarował mi jeden ze swoich egzemplarzy - ,,Hebanu". Powiedziałem, że to moja ulubiona książka. Pisarz wyraźnie się ucieszył. Książkę opatrzył dedykacją - ,,Staszkowi na pamiątkę spotkania’’. Panie Redaktorze - zapamiętam na pewno.

źródło: kapuscinski.info