Zdaniem Ryszarda Kapuścińskiego Bieda i nierówność: fundamentalizm i przemoc

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
Autor: Ryszard Kapuściński
źródło: Przekrój
data publikacji: 2001-11-11
——————————————————————–

11 września dokonał się początek wielkiej przemiany świata. Po raz pierwszy od czasów końca zimnej wojny rozpoczęła się „debata samoświadomościowa”; debata nad stanem współczesnego świata, której bardzo brakowało. Dotąd Zachód zadowolony był ze swego rozwoju, choć był to rozwój mające w sobie „robaka”. Bo owoce rozkwitu technologii nierówno dzielono: np. w latach 60. porównani poziom życia 20 proc. Najzamożniejszych ludzi świata i 20 proc. Żyjących najbiedniej: biedacy żyli 30 razy gorzej! Z końcem lat 90. najbiedniejsi żyli już 82 razy gorzej!

Coraz więcej nierówności

Różnica między człowiekiem bogatym a biednym nieustannie się pogłębia. A zaczyna się na szczeblu rodziny – los kobiet i dzieci, zwłaszcza podczas wojny, jest dużo gorszy niż los mężczyzn. Dziś mamy nowy, nie znany w dziejach ludzkości, typ wojny. Nie toczy się już ona, jak dawniej, między zbrojnymi oddziałami żołnierzy. W okresie I wojny światowej ginął tylko jeden cywil na siedmiu żołnierzy. Tymczasem dziś – na jednego żołnierza ginie, jak obliczono, siedmiu – ośmiu cywilów. Żołnierzami są głównie mężczyźni, cywilami ginącymi w wojnach – przeważnie kobiety i dzieci.

Inny typ nierówności widać na szczeblu regionu: w wielu krajach – w obrębie jednego państwa – pewien region jest kolonizatorem innego. Np. południe Brazylii traktuje północne obszary swego kraju jako własna kolonię. W skali ludzkości nierówności są olbrzymie, bo na dwadzieścia zamożnych osób przypada dziś osiemdziesięciu biedaków.

Bieda to obecnie problem zarówno ekonomiczny, jak i psychologiczny. Biedak czuje się odrzucony, wystraszony – w sytuacji bez wyjścia. Rodzi to poczucie frustracji, gniewu, nienawiści i zawiści, które stanowią źródła fundamentalizmów i przemocy. Pamiętajmy, że bez dachu nad głową są miliardy ludzi ponadto człowiek w Trzecim Świecie żyje średnio o 25 lat krócej od Europejczyka.

Nie jesteśmy więc świadkami zderzenia cywilizacji Wschodu i Zachodu! Jest to konflikt między ludźmi, którym się powiodło, i tymi, którym się nie udało, którzy – często młodzi – nie mają żadnej przyszłości.

Współcześni terroryści w niczym nie przypominają tych znanych nam z prozy Dostojewskiego. Tamci to szaleńcy, desperaci. Obecni – dobrze technicznie wykształceni – reprezentują zupełnie inny typ osobowości.

Chińczycy I Muzułmanie

Samuel P. Huntington, wybitny politolog amerykański, patrzy na świat jako przedstawiciel wielkiego mocarstwa, które nie ma równego sobie partnera w postaci państwa. Bo jakim partnerem może być dla USA np. Polska? USA nie ma przeciwnika – każde państwo jest za słabe. A jednak istnieją dwaj przeciwnicy, którzy mogą być niebezpiecznymi wrogami: są to dwie cywilizacji: chińska i islamska. Są „nieprzenikalne”. Jako jedyne na świecie zachowują swą odrębność i nie poddają się wpływowi kultur amerykańskich.

Jak w tydzień zlikwidować terroryzm?

Militarny odwet Ameryki traktowany jest jako forma wojny z terroryzmem. To tylko propaganda, rzeczywistość – o wiele bardziej skomplikowana – polega na sprzeczności zawartej w samej istocie demokracji. Problem walki z terroryzmem – mówiąc w uproszczeniu – można by rozwiązać w ciągu jednego tygodnia, gdyby wprowadzić stalinizm ze wszystkimi konsekwencjami tego systemu. Gdyby Ameryka wprowadziła cenzurę, inwigilację, rewizje, obozy koncentracyjne – terroryzm przestałby istnieć. Ale jak go zlikwidować, nie wyrzekając się tradycji demokracji? Nie jest to więc problem bin Ladena, lecz problem rozwiązania dylematy systemowego.

Niedawno w jednym z ważnych amerykańskich tygodników ukazał się artykuł byłego szefa wydziału ds. walki z terroryzmem w departamencie stanu w USA, w latach 1994-95. Twierdzi on, że walka z terroryzmem jest absolutną abstrakcją. Możemy tylko próbować zmniejszyć jego rozmiary. Bo systemy demokracji nie posiadają możliwości pełnej kontroli sytuacji. Byłyby one zaprzeczeniem zasad demokracji. Konflikt potrwa więc dość długo i tylko Putin może na nim – krótkoterminowo – wygrać. Bo Amerykanie dostęp do Afganistanu maja tylko od strony Rosji. Niżej jest Iran, w którym cały reżim wspiera się na wrogości do Ameryki. Dalej zaś Pakistan, w którym rząd – objąwszy władzę w wyniku przewrotu wojskowego – wciąż znajduje się pod presją swej opozycji, czyli talibów. A Putin chce odbudować potęgę Rosji i pokazywać się światu razem z Bushem.

Dla Rosji to wielka szansa! Ale istnieją tam społeczności islamskie, co stanowi niebezpieczeństwo. Ekspansja islamu szła kiedyś wzdłuż koryta Wołgi, przecinając Rosję na dwie części – europejską i syberyjską. Jeśli tamtejsze centrum islamskie się zrewoltuje, będzie problem…

„Islam pustyni” i „islam rzeki”

Głównymi wrogami fundamentalistów nie są Amerykanie! Są nimi ich własne reżimy. Fundamentaliści uważają je za „zdrajców Koranu” i przeciw nim się buntują. Dlatego to nie my powinniśmy czuć strach przed fundamentalizmem, lecz prezydenci państw muzułmańskich. Islam, skłócony wewnętrznie, jest zażartą walką szkół, tendencji i orientacji. Największa wojna drugiej połowy XX wieku toczyła się między państwami islamskimi, bardzo ortodoksyjnymi, dlatego najwięcej prezydentów i polityków zginęło z rąk fundamentalistów w krajach islamskich, m.in. w Algierze i Egipcie.

Islam różnie można dzielić, ale – w wielkim uproszczeniu – istnieje „islam rzeki” i „islam pustyni”. Pustynny to ten bojowy, walczący, atakujący – zrodzony wśród koczowników na pustyni, którzy z dzidami jeździli na wielbłądach. To islam bezwzględny, prymitywny, zamknięty. „Islam rzeki” to otwarty i demokratyczny islam targów, czyli swobody, jakiej wymaga wymiana towarów.

Świat bez autorytetu

Szkodliwe są dziś wszelkie wojownicze hasła. Bo mimo spokoju siedzimy na beczce prochu. Wygrać można tylko łagodnością i perswazją. Pamiętajmy, że na świecie jest nas sześć miliardów. Co roku przybywa 80 milionów ludzi, z czego 73 miliony w Trzecim Świecie i tylko 7 milionów w krajach rozwiniętych. Cała ta wielka rodzina ludzka nie ma żadnej własnej władzy. Posiada ją każda społeczność, ale ludzkość nie ma żadnego centralnego autorytetu, instrumentu kontroli i hamowania. Jeśli więc te sześć miliardów ludzi nagle się rozkołysze, nikt już nad nimi nie zapanuje… Dlatego tak ważne jest, co się dziś mówi i jakim tonem.

20 mln Amerykanów wierzy w Allaha

1 mld 300 tys. muzułmanów stanowi 15 proc. ludzi na ziemi. Islam to najbardziej dynamicznie rozwijająca się religia świata. Co roku przyciąga nowe rzesze wyznawców i żyją oni na wszystkich kontynentach. 20 milionów Amerykanów to muzułmanie, którzy wedle nakazu proroka modlą się pięć razy dziennie, choć mają amerykańskie paszporty. W Europie też mamy 20 milionów muzułmanów i sa już Europejczykami. Dawniej naszą cywilizacje definiowaliśmy jako chrześcijańską, dziś jest ona coraz bardziej chrześcijańsko – muzułmańska.

Jak można więc myśleć o zniszczeniu islamu? Hitler próbował zabić 10 milionów ludzi i źle skończył. Droga zabijanai nie istnieje, przekraczałaby nie tylko normy moralne, ale także możliwości.

O narodzinach terroryzmu

Problem likwidacji terroryzmu to problem zniszczenia fenomenu terroryzmu. Organizacje terrorystyczne w islamie zrodziły się z walki przeciw wyprawom krzyżowców. A więc jest to tradycja licząca dziewięćset lat. Czy choćby sto bombardowań może ją zniszczyć, jeśli jest ona częścią tkanki islamu?

Jeżeli Amerykanie znjdą bin Ladena żywego i zechcą go sądzić zgodnie z prawem amerykańskim, jako bogaty człowiek wynajmie on najlepszych adwokatów i proces może trwać latami. On jest bardzo chory i może nawet nie dożyć dnia, gdy zapadnie wyrok.

Najstraszniejsza broń: 30 mln min

Od tysięcy lat Afganistan stanowi skrzyżowanie szlaków komunikacyjnych i inwazyjnych. Każda inwazja pozostawiała tam swój ślad. Żyja w tymn kraju przedstawiciele różnych kultur, przez dziesiątki lat wojen ta słabo zespolona społeczność została jeszcze bardziej rozbita. Straszliwą bronią w tej wojnie jest obecność min. Duża część społeczeństwa to umierające z głodu kaleki bez rąk, bez nóg, ludzie ociemniali. Nie są w stanie pracować. Na terenie Afganistanu nadal znajduje się w ziemi – obilczają fachowcy – 30 milionów min.

Gdy życie traci sens

Gościnność, serdeczność, życzliwość, poczucie braterstwa oraz kolekwywizm są bardzo silne w społecznościach Trzeciego Świata. Biednemu tzreab pomóc, głodnego nakarmić, przygarnąć podróżnego. Są to wartości, które bardzo by się nam tu przydały w codziennej gorączce, bieganinie, złości….

Z Ameryki otrzymuję coraz więcej smutnych, tragicznych listów i telefonów od przyjaciół, kolegów. Doświadczają nie znanego im dotąd stanu psychicznego. Przeżywają głęboką zapaść, depresję. Odpowiadam im, że cała historia nas, Polaków, to dzieje podziałów, najazdów.

Z Los Angeles dostałem ostatnio list od ambitnego pisarza – po 11 września nie widzi już sensu w dalszym pisaniu, w niczym go nie widzi….

Wypowiedzi pochodzą ze spotkania z pisarzem na temat „Powinności obywatela świata wielokulturowego”, które odbyło się 24 października br. W Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie. Tekst nie autoryzowany.

Tekst przepisała: Magdalena Głowacka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*