„Z dala od wrzawy i łoskotu ” cz 6, fragmenty książki Lapidarium VI

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Czasem mam poczucie daremności poezji

11.04.2003

Strącanie pomników Saddama Husajna w Bagdadzie. Telefony, żebym się na ten temat wypowiedział. Ależ, odpowiadam, na temat strącania pomników pisałem już ponad dwadzieścia lat temu w swoim „Szachinszachu”. Nikt jednak z tych, którzy dzwonią, nie wie o tym, to zresztą nieważne, chodzi o to, żebym powiedział tu i teraz, bo żyjemy w kulturze tu i teraz, której nie obchodzi, co było wczoraj – ważna jest teraźniejszość, aktualność, liczy się, aby zaczynać stale od początku, od nowa, w klimacie wiecznej niedojrzałości, udając, że chodzi o coś świeżego, odkrywczego, zasługującego na najwyższy podziw i zachwyt.

*

W wydawanym przez londyński „The Economist” dodatku „The World 2003”, o udziale w światowym handlu bronią: USA 45 proc., Anglia 17 proc., Rosja 13 proc., Francja 4 proc.

*

„Brzydota, nuda, gloryfikacja banału, co ostentacyjnie eksponują dzieła sztuki ostatniego dwudziestolecia, stanowią – obok nihilizmu w filozofii, anarchii w etyce społecznej i przemocy w polityce – wyraz tej samej, specyficznej sytuacji egzystencjalnej człowieka zachodniego”. Mircea Eliade, „Moje życie”, przeł. Ireneusz Kania

11.04.2003

W Warszawie, w księgarni Czuły Barbarzyńca, spotkanie z grupą rzeszowskich poetów z kręgu czasopisma „Nowa Okolica Poetów”. Czytał najpierw lider tej grupy – Stanisław Dłuski: „by ogień miał sutą wieczerzę”. Wojciech Kass: „chwalmy nasze małe życie”, „palmy nasze małe ogniska”. Grzegorz Kociuba: „to mi wystarcza”. Jacek Napiórkowski: „Idę ulicą, która się skończyła”.

Liryka osobista, wyciszona, z dala od wrzawy i łoskotu, który do tej poezji nie dociera, nie ma w niej miejsca. To poezja nieśmiała, nieaspirująca do wielkiej, syntetycznej epiki, a także unikająca polemiki, konfrontacji. Mówią:

– droga literatury to droga do pewności przez niepewność;

– żyjemy w czasach rozpadu wielkiej narracji;

– zbyt szybko ogłoszono koniec romantyzmu.

Kiedy tak siedzimy, słuchając młodych poetów, Julia Hartwig nachyla się do mnie i mówi: „Zobacz, jest tylu dobrych poetów! Na świecie – tysiące. Co z nimi zrobić? Jest tyle niezwykłej wrażliwości. Co z tym zrobić?”.

Potem zabiera głos i w pewnej chwili mówi: – Czasem mam poczucie daremności poezji.

*

13 kwietnia napisałem pierwsze dwie strony „Podróży z Herodotem”. Zobaczymy, co dalej.

19 kwietnia 2003

W miarę upływu lat, coraz częściej, odruchowo spoglądam na zegarek. Towarzyszy temu zawsze zdumienie połączone z przerażeniem: „Już dziewiąta!” (rano). „Już ósma!” (wieczór). Nie zdarzyło mi się, abym powiedział z zadowoleniem: „Ach, dopiero dziewiąta!”, albo: „Ach, to zaledwie ósma!”. Mój czas pędzi, nie zwalnia, nawet na moment nie przystaje.

*

Rozmowa z filozofem Jerzym Łozińskim. Zgodziliśmy się, że skoro nie możemy zmienić świata, powinniśmy przynajmniej obserwować go i próbować nazywać, tworzyć język, tworzyć określenia zjawisk, które dotąd nie istniały, więc i nie były definiowane. Bo tylko w świecie definiowalnym i zdefiniowanym możliwe jest racjonalne poruszanie się, rozumienie go, wpływanie na jego kształt i ład.

*

Tworzy się nowy porządek świata. Amerykanie coraz wyraźniej odchodzą od stosunków wielostronnych, a coraz bardziej starają się rozwijać stosunki dwustronne, z grupą wybranych przez siebie państw, które uważają za swoich sojuszników. Organizacje światowe i międzynarodowe tracą na znaczeniu, choć biurokracja światowa rozrasta się, a koszta jej utrzymania – rosną.

*

Z wiekiem między tobą a otaczającą cię rzeczywistością zaczyna się pojawiać jakaś materia oddzielająca, izolująca. Gorzej przez nią widzisz, gorzej słyszysz i przede wszystkim – słabiej odczuwasz. Z początku jest ona cienką, przezroczystą mgłą, przez którą jeszcze wiele prześwituje, ale z czasem mgła ta gęstnieje, zaczyna tężeć. Przemienia się w ciężką zasłonę, wreszcie w grubiejącą ścianę, przez którą nic już nie widać i nie słychać.

poniedziałek 28.04.03

Pogodnie. Jasne niebo. Już zielono, ale ta zieleń| jeszcze nieśmiała, wątła, przezroczysta, na cienkich nóżkach.

*

Określenie Hegla z jego „Fenomenologii ducha” – „rozum obserwujący”.

*

Ludzie wyciszeni wewnętrznie inaczej się zachowują. Inaczej się do nas zbliżają – nieśmiało, wyczekująco. Inaczej się uśmiechają – ostrożnie, łagodnie, ciepło. Wolą słuchać, niż mówić. I nawet kiedy są blisko nas, mamy wrażenie, że stoją na uboczu, pogrążeni w sobie, skupieni i uważni, aby ktoś nie uszkodził im tej niewidzialnej powłoki, która otacza ich zamknięte, niedostępne wnętrze.

*

A.B. powiedział mi – wiesz, moje proste odkrycie, do którego doszedłem po latach niewoli dogmatycznej, polega na stwierdzeniu, że ludzkość idzie różnymi drogami, że tych dróg jest wiele i że są one niezamienialne.

*

Psychologiczne kryteria i miary czasu: dawniej liczyłem go na lata, później na miesiące, dzisiaj, coraz częściej, na dni. Rośnie moja niechęć do tych, którzy kradną mi czas. Często zresztą mają oni najlepsze intencje, a jednak trudno mi pogodzić się z tym, że ktoś zabiera mi czas, czas przecież nieodzyskiwalny.

*

„Z nieznanego przychodzą nasze myśli i w nieznane odchodzą.

Wasilij Rozanow, „Pół-myśli, pół-uczucia”, przeł. Ireneusz Kania

Wybór otoczenia, środowiska jest ważny, gdyż przecież nie tylko my oddziałujemy na innych – inni także oddziałują na nas, narzucają nam wzorce zachowań i w dużym stopniu decydują o poziomie naszego myślenia. W izolowaniu się, w odgradzaniu od hołoty tkwi konieczny warunek higieny umysłowej.

Można dziwić się tym, którzy z tą hołotą utrzymują dialog w nadziei, że wydobędą ją z dna głupoty, ignorancji i zarozumiałego tupetu. Tego motłochu nie można zmienić, jedyne, to odgrodzić się i trzymać na dystans.

10 maja 2003

Na cmentarzu w Wilanowie pogrzeb Michała Czarneckiego. Przed miesiącem stracił nagle przytomność, upadł i już jej nie odzyskał. Michał był kolegą dobrym, życzliwym, dla nas korespondentów, kiedy byliśmy gdzieś daleko w świecie – bardzo pomocnym i opiekuńczym. Pracował w PAP-ie 42 lata. Wszyscy go lubili, nie umiem wyobrazić sobie kogoś, kto mógłby być jego wrogiem.

Zebrała się cała stara gwardia PAP-owska. Okazuje się, że wszyscy żyją, istnieją, mieszkają w tym samym mieście, a jednak nie spotykamy się, nie widujemy. I to mimo tylu wspólnych lat pracy, razem przeżytych napięć, podobnych doświadczeń. Dlaczego? Skąd to życie osobno? Dlaczego się nie potrzebujemy? Dlaczego wszystko, co mamy sobie do powiedzenia, to zdawkowe: „A, cześć! Jak się masz?”.

*

Cierpienie uszlachetnia. W tym miejscu należałoby dodać, że chodzi tu o cierpienie duchowe, przeżycia tragiczne, a nie o cierpienia fizyczne, o ból ciała. Ten ostatni bowiem wcale nie uszlachetnia, lecz tylko wycieńcza, wyjaławia, niszczy. Ludzie bywają wściekli na swój ból, mają go za swojego wroga, za zmorę i przekleństwo i nie są w stanie w tym potworze dopatrzyć się niczego uszlachetniającego.

16 maja 2003

Spotkanie z wydawcą hiszpańskim – Jordi Nadalem. – Lubię mówić kilkoma językami – twierdzi, bo w każdym języku myśli się o świecie inaczej, inaczej się go widzi i opisuje. Obraz świata jest wtedy bogatszy i bardziej różnorodny.

Co za czasy: daje mi ulotkę zachęcającą do nauki hiszpańskiego Un idioma para mercados en crecimento (język dla rynków w rozwoju). A więc nie to, że język Cervantesa, Garcii Lorki, Ortegi y Gasseta, tylko język dobry dla r y n k u!

*

Similis simili gaudet – podobne cieszy się podobnym.

*

Nie myślcie, my za was pomyślimy – taki sens ma rozwijająca się „kultura – za was”. Za was będziemy myśleć, o czym macie myśleć – z morza informacji media wybiorą za was te odpowiednie, za was będziemy wybierać właściwą muzykę, głoszą wytwórnie płyt, za was zdecydujemy, które zabawki będą dla dzieci najlepsze. To apel do naszego wygodnictwa, hedonizmu, naszej niechęci do myślenia.

*

„Nie ma nic gorszego nad ludzi, którzy niewiele co postąpili w nauce poza wstępne wiadomości, a już nabrali o sobie fałszywego przekonania, że są uczonymi”. M. Fabiusz Kwintylian, „Kształcenie mówcy”, przeł. Mieczysław Brożek

*

Młodzi ludzie często nie wiedzą już, czym jest literatura, najwyraźniej ich tego nie uczą. Oto relacja z matur w „Gazecie Wyborczej” z 7 maja 2003. Maturzyści, „którzy liczyli na pewniaki, po wczorajszym pisemnym z p o l- s k i e g o znów się zawiedli. Miało być o terroryzmie i o wojnie. Pudło. – A gdzie Unia Europejska?! – kręcili nosami maturzyści”.

Jakaż to smutna pomyłka! Dlaczego nie mówi się im, że literatura i wiadomości dziennika telewizyjnego to są różne rzeczy? Że literaturą jest piękno poezji Norwida, mądrość „Czarodziejskiej góry” Manna, głębia dramatów Szekspira, a nie komunikaty z frontu wojny irackiej czy paragrafy umowy z Unią Europejską!

*

Nawet najkrótszy wyjazd, choćby gdzieś blisko, bodaj na kilka godzin, narusza mi rytm pisania, jest jak kamień wrzucony w spokojną wodę. Długo trwa, nim kręgi na powierzchni zaczną się uspokajać, jeszcze dłużej – aż znikną.

*

Ernest Skalski: dzisiaj każdy może stworzyć dowolną teorię, dowolną konstrukcję zbudowaną z dowolnie wybranych elementów, danych, opinii i coś twierdzić, coś głosić. W modzie od wystąpień Fukuyamy i Huntingtona jest dziś – szczególnie wśród Amerykanów – tworzenie wielkich, globalnych panoram, wizji, obrazów świata, historii, przeszłości, przyszłości, z tym że każdej z tych koncepcji można przeciwstawić inną, dowolnie stworzoną na podstawie mniej więcej tej samej, ograniczonej zwykle ilości faktów.

*

Rewolucja niszczy i zmienia. Ale nigdy do końca, nigdy zupełnie, ostatecznie. Bo zwykle układ poprzedni wytworzył i pozostawia materialne i kulturowe zasoby tak olbrzymie, że nowy system jest zbyt słaby, żeby je całkowicie zlikwidować, unicestwić.

*

Istnieje coś takiego jak potrzeba, głód widzenia naturalnego pejzażu, łąki, lasu, wzgórza, drogi polnej, drzew przydrożnych, polany, zagajnika, słowem obrazów, których brakuje nam w mieście. Odczułem to, jadąc pociągiem z Warszawy do Krakowa. Na drogę wziąłem książkę o Grecji, ważną, na krótko pożyczoną, ale – gdzie tam! – siedziałem przy oknie wpatrzony w mijane krajobrazy. Nic się właściwie nie działo. Przede mną przesuwały się drzewa w jakimś chochołowatym, bezgłośnym korowodzie. Pejzaż oświetlało ostre, poranne słońce. Była ostatnia dekada marca, jeszcze trzymał mróz, ale czuło się zbliżającą wiosnę.

*

Nieustannie spada na nas taka lawina danych, że czasami myślimy: szczęśliwi ci, którzy nie wiedzą.

***”Lapidarium VI” ukaże się w maju nakładem wydawnictwa Czytelnik

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*