„Świat według Kapuścińskiego” recenzja książki „Lapidarium II”

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
Autor: Tadeusz Szkołut
źródło: AKCENT nr 3(65) marzec 1996

Ryszard Kapuściński jest kimś więcej niż tylko reporterem – jest zarazem filozofem, wnikliwym badaczem współczesnej kultury i cywilizacji. Jego książki pozwalają zrozumieć świat współczesny lepiej niż niejedno uczone dzieło z zakresu politologii, ekonomii, socjologii itp. Krótko mówiąc, jest reporterem wyjątkowym, dysponującym nie tylko ogromną spostrzegawczością, dociekliwością, wyczuciem wagi opisywanych zjawisk (to są w końcu cechy niezbędne w pracy każdego reportera), ale też jest człowiekiem niezwykle oczytanym, a przy tym myślącym samodzielnie, tzn. krytycznie i zarazem na te tematy, które sam wybiera jako przedmiot namysłu, bo uważa je za najistotniejsze. Pozwala mu to uchwycić sens zachodzących wydarzeń, tzn. włączyć pojedyncze fakty w pewną całościową wizję świata i w ten sposób uczynić je dla nas bardziej zrozumiałymi.

Kapuściński posiada też rzadki wśród reporterów dar – wrażliwość estetyczną, poczucie formy literackiej. Autor dba nie tylko o wierne przedstawienie faktów, lecz stara się też (poprzez odpowiednie ukształtowanie tworzywa językowego, poprzez znalezienie właściwych obrazów i właściwego rytmu słów) oddać towarzyszący opisywanym zdarzeniom i sytuacjom klimat emocjonalny. Czyż można zresztą oddzielać te dwie kwestie? Kapuściński jest w pełni świadom tego, iż to, co nazywamy faktami (np. wojna, inflacja, katastrofa ekologiczna) obejmuje również uczucia i nastroje ludzi uwikłanych w te zdarzenia. Jego ideałem pisarskim jest osiągnięcie takiej prostoty, która pozwalałaby dostrzec całą złożoność, całe bogactwo współczesnego życia. Jak sam zauważa, „zdania powinny być proste, natomiast kompozycja polifoniczna” (Lapidarium II, s. 35).

Dzięki temu książki Kapuścińskiego są czymś więcej niż suchym, reporterskim zapisem zdarzeń (zdarzenia – jak wiadomo – mkną dzisiaj z niewiarygodną szybkością i coś, co wczoraj skupiało powszechną uwagę, dzisiaj ustępuje miejsca nowej sensacji, którą jutro wyprze kolejny news). Gdyby książki Kapuścińskiego nie zawierały żadnych innych walorów poza walorami czysto informacyjnymi, dzisiaj byłyby dla nas wyłącznie dokumentami historycznymi. Jeśli jednak nadal czytamy z przyjemnością (estetyczną) i z pożytkiem (intelektualnym) np. „Szachinszaha”, „Cesarza” czy „Imperium”, mimo iż Reza Pahlavi, Hajle Sellasje czy Michaił Gorbaczow należą już do przeszłości, to dlatego, że te książki są wielkimi metaforami – ukazują w atrakcyjnej literacko formie pewne odwieczne mechanizmy władzy, dają świadectwo uniwersalnym dylematom aksjologicznym człowieka.

To właśnie wyczucie formy sprawiło, że przystępując do opisu świata współczesnego Kapuściński wybrał formę najbardziej adekwatną wobec tego świata – formę sylwiczną, formę kolażu. Świat dzisiejszy – twierdzi Kapuściński – jest światem nieprzejrzystym, światem rozproszonym, zdecentrowanym, rozdzieranym przez sprzeczne siły” O takim świecie można pisać tylko w jeden sposób: konfrontując ze sobą różne tendencje, zestawiając ze sobą różne, pozornie odległe od siebie fakty, przeciwstawiając sobie różne perspektywy.

Czyż jednak świat zawsze nie był nieprzejrzysty? Czyż np. człowiek średniowiecza (epoki idealizowanej przez niektórych konserwatywnych myślicieli współczesnych), człowiek zakorzeniony wprawdzie we wspólnocie i nie wątpiący w sens swej egzystencji, ale też nękany rozlicznymi lękami, przeżywał swój świat jako przejrzysty, samo przez się zrozumiały, przyjazny? Lektura książki Jeana Delumeau Strach w kulturze Zachodu dowodzi, że było wręcz przeciwnie. Należałoby zatem zapytać raczej o to, na czym polega szczególna nieprzejrzystość naszego świata, należałoby poszukiwać tych czynników, które sprawiają, że czujemy się „oderwani od świata” (wyrażenie Odo Marquarda), że straciliśmy w nim orientację, że zauważamy wprawdzie zmiany w nim zachodzące, ale nie jesteśmy w stanie określić ich kierunku. Każda rzetelna próba odpowiedzi na pytanie o H:abermasowską „nową nieprzejrzystość” obecnego świata będzie czynić ową nieprzejrzystość mniej dokuczliwą. Innymi słowy: niezbędnym warunkiem zbliżenia się do prawdy o dzisiejszym świecie jest wyraźne uświadomienie sobie tego, co przeszkadza nam w jego zrozumieniu.

Na czym polega więc owa „nowa nieprzejrzystość” współczesnego świata? Dlaczego tak trudno zbudować nam w miarę czytelny obraz dokonujących się na naszych oczach przeobrażeń kulturowo-cywilizacyjnych? Kapuściński wymienia co najmniej kilka powodów tego stanu rzeczy.

Otóż świat znajduje się w stadium wielkich przemian; przemian coraz szybszych i obejmujących coraz większe połacie globu.

Kłopot drugi związany jest z tym, że „wszystkiego na świecie jest coraz więcej. Przede wszystkim coraz więcej ludzi. Ale też coraz więcej samochodów. Coraz więcej głodu, ale także zasobów. I wątpliwości. Jest wreszcie coraz więcej nazw, coraz więcej informacji” (s.140).

Przyrost informacji sam w sobie nie byłby zjawiskiem negatywnym, gdyby nie towarzyszył mu swoisty „kryzys wyobraźni” – nie – zdolność człowieka do ogarnięcia choćby niewielkiego procentu dostępnych danych i wykorzystania ich dla efektywnego rozwiązywania stojących przed ludzkością problemów. Nasza wyobraźnia nie nadąża za tempem dokonujących się przeobrażeń, za lawinowym przyrostem informacji. Powstała zatem ogromna dysproporcja między imponującymi zasobami wszelkiego rodzaju informacji a możliwościami skutecznego działania w oparciu o nie. Coraz więcej wiemy, a jednocześnie nie potrafimy (czy też nie chcemy) zastosować tej wiedzy dla przeciwdziałania głodowi, przeludnieniu, przemocy.

Czy jednak rzeczywiście dysponujemy coraz większą wiedzą? Czy informacja jest tym samym, co wiedza? Wydaje się, że tym, co nam dolega w sferze komunikacji pod koniec XX wieku jest jednocześnie nadmiar i niedobór -nadmiar informacji rozproszonej i niedobór informacji uporządkowanej, włączonej w szersze struktury myślowe, czyli po prostu informacji sensownej (wiedza jest właśnie taką informacją usensowioną).

Niegdyś takich narzędzi porządkowania obrazu świata, selekcjonowania informacji na istotne i nieistotne, dostarczały przeciętnemu człowiekowi m.in. ideologie. Dzisiaj „ideologie nie funkcjonują, inne wyznaczniki nie istnieją. Każdy może sobie wybrać i stworzyć własną hierarchię wartości” (s. 141). I to jest kolejna bariera, na którą natrafiamy wówczas, gdy poszukujemy jakiejś diagnozy stanu współczesnej cywilizacji.

W rezultacie posiadany przez nas obraz rzeczywistości jest alogiczny i pełen sprzeczności. „Dziś stale stykamy się z przeciwstawnymi tendencjami. Na każdą tendencję zmierzającą w jednym kierunku możemy znaleźć tendencję przeciwną. To zaś sprawia, że mamy kłopoty z określeniem jakie tendencje autentycznie dominują, co się faktycznie dzieje” (s.140).

Mimo iż zbudowanie spójnego i jasnego obrazu świata jest niemożliwe, Ryszard Kapuściński nie uchyla się od odpowiedzi na pytanie, jaki jest ten świat. w którym przyszło nam żyć. Reporter próbuje przynajmniej sformułować najważniejsze dylematy, jakie musi rozstrzygnąć ludzkość, stara się zasygnalizować największe niebezpieczeństwa, wskazać te punkty, wokół których skupiają się napięcia współczesnego świata. Zrozumiałe, że każda taka próba całościowego spojrzenia na kłopoty dzisiejsze świata, będzie też swoistym rachunkiem wystawionym naszemu dwudziestemu stuleciu, które rozbudziło tyle nadziei związanych z powszechnym postępem naukowo-technicznym i socjalnym (nawiasem mówiąc, Kapuściński podziela punkt widzenia tych historyków, którzy twierdzą, że wiek XX rozpoczął się w 1914 roku i skończył w roku 1989 rozpadem realnego socjalizmu).

Wprawdzie wiek XX już dobiegł kresu (stąd możliwość owych podsumowań, które czyni Kapuściński), lecz uruchomione wówczas procesy nada1 wpływają na gospodarkę, życie społeczne i kulturę. I tak, na przykład, tworzenie się nowego systemu komunikacji światowej zaowocuje prawdopodobnie przekształceniem społeczeństwa masowego w społeczeństwo globalne, tj, takie które obejmie swym zasięgiem całą planetę, całą ludzkość i umożliwi solidarne rozwiązywanie wspólnych problemów, skuteczne przeciwdziałanie zagrożeniom, przed jakimi po raz pierwszy w swych dziejach stanął rodzaj ludzki (niebezpieczeństwo zagłady atomowej, katastrofalne skażenie środowiska przyrodniczego, wyczerpywanie się nieodtwarzalnych zasobów naturalnych, nadmierny przyrost ludności).

Wbrew trymfalistycznej tezie F. Fukuyamy, który upadek systemu komunistycznego uznał za koniec historii, tj. ostateczne zwycięstwo gospodarki kapitalistycznej i demokracji liberalnej, Kapuściński uważa, iż historia toczy się dalej i nie można przewidzieć ostatecznego wyniku obecnych zmagań. Można co najwyżej spróbować wyodrębnić główne osie kont1iktów. Autor „Imperium dostrzega trzy linie podziału: 1) między społeczeństwami kierującymi się ideologią nacjonalizmu, rasizmu i fundamentalizmu religijnego w różnych odmianach a światem, w którym zwyciężają zasady plurarizmu i tolerancji: 2) między siłami integracji (w dziedzinie handlu, finansów, obiegu informacji itp,) a siłami dezintegracji (szerząca się świadomość etniczna, plemienna): 3) między mentalnością typu zachodniego (otwartą, gotową uznać prawo Innego do jego inności i nastawioną na dialog z nim) a mentalnością typu wschodniego (zamkniętą, traktującą Innego jako obcego, którego należy zwalczać, bowiem samo jego istnienie podważa przekonanie o absolutnym charakterze wyznawanych przeze mnie norm i wartości).

Jednym z najważniejszych czynników integrujących społeczeństwo jest organizacja państwowa, Kłopot w tym, iż państwo narodowe – według Kapuścińskiego – znajduje się dzisiaj w stanie kryzysu. Osłabienie państwa (wyrażające się m.in, w upadku prestiżu tzw. klasy politycznej: trzeba dodać – zawinionym też w dużej mierze przez powszechną korupcję) staje się początkiem nowych procesów o zasięgu globalnym. Jednym z takich zjawisk (widocznych nawet w krajach o stabilnych dotychczas strukturach politycznych) jest wzrastanie autonomii społeczeństwa wobec instytucji państwowych. Mimo zdecydowanego oporu biurokracji, broniącej swego monopolu na wydawanie decyzji, „wszędzie jest coraz więcej społeczeństwa i coraz mniej państw” (s. 148). Drugą konsekwencją kryzysu państwa jest umacnianie się roli regionów, nawiązujących między sobą nici współpracy: „Stopniowo wchodzimy w jakościowo nową sytuację XXI wieku, kiedy to prawdopodobnie układy regionalne będą silniejsze od państwowych” (s.149). Już teraz można zresztą dostrzec. że granica zmienia swą funkcję i zamiast dzielić staje się terenem wymiany handlowej i kulturalnej. Kapuściński nie orzeka bynajmniej, że państwo narodowe już wkrótce przestanie istnieć. Reporter odnotowuje jedynie fakt kształtowania się nowej organizacji świata, charakteryzującej się tym, iż rozprzestrzeniające się na dole więzi regionalne, na górze ujmowane są w karby przez anonimowe ponad narodowe korporacje przemysłowe i instytucje finansowe.

Dotykamy w tym momencie kwestii, która w rozważaniach Kapuścińskiego na temat sytuacji świata na początku XXI wieku odgrywa nader istotną rolę – stanu kultury współczesnej. Autor daje wyraz przekonaniu. że klucza do rozwiązania wielu naszych obecnych i przyszłych problemów (w tym także ekonomicznych) należy szukać właśnie w kulturze, w hierarchii uznawanych wartości, które pobudzają bądź hamują ludzką innowacyjność, przedsiębiorczość. kreacyjność (s. 149-150).

Kapuściński w niezwykle przenikliwy sposób pokazuje ambiwalencję epoki ponowoczesnej, w którą wkracza czołówka najbardziej rozwiniętych państw Zachodu. W wyniku lektury jego ostatniej książki trochę lepiej rozumiemy świat współczesny, a to stanowi wszak pierwszy warunek, by próbować go zmienić na lepsze. I w tym tkwi źródło nadziei. Kapuściński nie jest jeszcze jednym prorokiem katastrofy, nie wygłasza głośnych jeremiad, nie przekonuje nas o istnieniu wszechobejmującego kryzysu kultury (zwykle ci, którzy mówią o powszechnym kryzysie, trzymają w zanadrzu gotową receptę na uzdrowienie ludzkości, oczywiście pod ich światłym kierownictwem).

Obraz świata współczesnego, naszkicowany przez Kapuścińskiego, nie jest zbyt pociągający, ale nie jest też katastroficzny. Znamienne, iż reporter wystrzega się retoryki wszechobejmującego kryzysu; woli natomiast mówić o obecnej epoce jako czasie transformacji. Jeśli nawet poszczególne struktury i instytucje znajdują się w stanie kryzysu, nasz świat jako całość ma chyba w sobie dość sił, by zmierzyć się z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą trzecie tysiąclecie. Pod warunkiem, iż dochowamy wierności sprawdzonym wartościom kultury europejskiej, takim jak demokracja, wolność, krytycyzm (i autokrytycyzm), dialog, tolerancja pozytywna (tzn. tolerancja nie ograniczająca się do znoszenia z zaciśniętymi zębami przykrości, jakiej nastręcza obecność innych w moim otoczeniu, lecz afirmująca inność jako szansę na wzbogacenie naszej własnej kultury). Szczególnie ta ostatnia wartość powinna być pielęgnowana w nadchodzących czasach, bowiem coraz częściej spotykać się będziemy się z innymi należącymi do różnorakich mniejszości. W przekonaniu Kapuścińskiego „jednym z kryteriów europejskości jest stosunek do mniejszości (tym samym – stosunek do innego, do obcego). Europejskość to uznanie równorzędności i równowartości wszystkich kultur, to umiejętność współżycia z innymi i wzbogacania się ich wartościami” (s. 117). Czy jednak takie wspaniałomyślne zrównanie pod względem wartości różnych kultur nie ściągnie na autora zarzutu o deprecjację kultury europejskiej?

W notatkach Kapuścińskiego nie zabrakł też uwagi o sytuacji Polski u progu trzeciego tysiąclecia, O naszych europejskich aspiracjach, o naszych kompleksach i obawach. Podstawowa sprzeczność polska – zdaniem reportera -polega na tym, iż nasze myślenie jest bardzo zaściankowe, prowincjonalne, a tymczasem nasze położenie geopolityczne wymaga świadomości otwartej, szerokiej (s. 114). Geograficznie niewątpliwie należymy do Europy, chodzi jednakże o to, byśmy należeli do niej również duchowo, byśmy uznali za własne wartości wyznaczające tożsamość europejską. Nie znaczy to, iż mamy wyrzec się swej polskości; prawdziwe wyzwanie polega na tym, czy zdołamy wypracować „..nowoczesny wariant polskości” (s. 109). Na pewno nie pomaga w tym wydatkowanie energii na spory o przeszłość, na pielgrzymki, na rozpamiętywanie krzywd, jakich doznaliśmy od sąsiadów itp. Oczywiście, konieczność podjęcia wysiłku przebudowy nie tylko ekonomicznej, lecz również mentalnej, wzbudza różnorakie reakcje obronne, znajdujące m.in. wyraz w podkreślaniu naszej dumnej samowystarczalności kulturowej. Musimy jednak zadawać sobie sprawę z tego, iż świat dzisiejszy -jak przekonująco pokazuje Ryszard Kapuściński – jest coraz bardziej ciasny i bezwzględny, a w bezlitosnej walce konkurencyjnej nie liczą się żadne „zasługi historyczne’.

Ryszard Kapuściński „Lapidarium II”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*