Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Ryszard Kapuściński o sobie

Autor: Małgorzata Szczepańska-Pisz
źródło: Gazeta Pomorska

O pisaniu: – To straszna, fizyczna praca. Każdy, kto pisze w sposób ambitny, męczy się. ”Heban” jest moją osiemnastą książką. Dawniej pisarze byli płodniejsi. 130 tomów liczą dzieła zebrane Goethego, a 111 – Strindberga. Zastanawiałem się jak to fizycznie jest możliwe? Okazało się, że duża część ich pisarstwa to listy.

Piszę ręcznie, podobnie jak większość moich kolegów. Moim zdaniem rytm prozy wymaga ręcznego pisania. Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby porządną prozę można było napisać na komputerze.

O powstawaniu książek: – Zawsze w trzech etapach. Pierwszy – zbieranie doświadczeń – trwa całe życie. Drugi – znalezienie pomysłu na książkę i szukanie materiałów – zajmuje kilka lat. Trzeci, najkrótszy (czasem tylko kilka miesięcy) to fizyczne pisanie książki.”Heban” zabrał mi rok czasu. Każdy rozdział pisałem przez tydzień. Już wiem, że żadna książka nie uda się tak na 100 procent. Zawsze jest rozczarowaniem i niespełnieniem. Dlatego nigdy nie czytam swoich książek.

O stylu: – Staram się być lapidarny i oszczędny w słowach, bo boję się, żeby nie zanudzić czytelnika. Usiłuję wyrażać się jasno, prosto, krótko. Na świecie jest i tak pełno gadulstwa, niedobrego gadania, płycizny.

O reportażu literackim: – To takie przemieszanie gatunków, które uprawiam. Łączę reportaż z literaturą piękną. Podróże są w tym przypadku tylko jednym z trzech źródeł inspiracji. Kolejne to: lektury (do ”Hebanu” przeczytałem ok. 250 książek) i własne refleksje.

O polskich tematach: – Już o Polsce nie będę pisał, bo to jest technicznie niemożliwe. Reporter musi być anonimowy. A ja już nie ginę w tłumie. Rozszyfrowany reporter traci szansę na napisanie dobrego reportażu.

O biedzie: – Bardziej mnie interesuje los prostego, zwykłego człowieka niż życie na wyższych piętrach społeczeństwa. Bieda to moja specjalność.

O krytyce: – Krytykowany jestem rzadko. Może dlatego, że niełatwo recenzować reportaż literacki. Ten gatunek wymaga od krytyka podwójnej specjalizacji. Trzeba umieć ocenić język np. tekstu o Boliwii a także wiedzieć dużo o tym kraju. Ale poznałem obydwa typy krytyki. Tę złośliwą, której zależy tylko na tym, żeby zniszczyć, przyłożyć, ośmieszyć, skompromitować. I konstruktywną, wytykającą potknięcia, podpowiadającą coś autorowi.

O życiu autora poczytnych książek: – Piszę codziennie. Jeśli uda mi się jednego dnia napisać stronę, uważam, że to był dobry dzień. Najczęściej zapisuję ćwierć lub połowę stronicy. A często bywa, że nie napiszę nic. Gdy skończyłem ostatnio spotkanie z moim przyjacielem prof. Andrzejem Garlickim mówiąc: – Śpieszę się, bo muszę pisać. – Ty, pisać? – zdziwił się. – Przecież ty już wszystko napisałeś.

Jak nie wyłączę telefonu, to nie mogę pracować. Dostaję 16-20 telefonów dziennie z propozycjami. Żeby przyjechać do Tokio, Strasburga, Bydgoszczy. Przyjmuję tylko nikły procent zaproszeń. Tak jak do Bydgoszczy, żeby odebrać nagrodę. Do tego dostaję tysiące listownych próśb o rekomendacje, napisanie wstępu, zrecenzowanie tego, co inni napisali. Wstyd się przyznać, ale dawno nie byłem w kinie, teatrze, na koncercie. Wstaję około 6.00 i nie wiem za co się brać. Jestem niewolnikiem swojej sytuacji.

O podróżach: – Nigdy w życiu nie byłem na urlopie i nie wyjeżdżałem turystycznie. Natomiast moje podróże trwają zwykle kilka miesięcy. Są bardzo trudne: niebezpieczne, w krajach, gdzie nie ma komunikacji. Zwykle chudnę wtedy 10-12 kg. Moja następna książka (o tym jak w obliczu XXI wieku wyglądają wielkie nieeuropejskie cywilizacje: islam, hinduizm i chrześcijaństwo latynoamerykańskie) wymaga odbycia trzech podróży. Byłem już na Bliskim Wschodzie. Jeszcze w tym roku chcę wyjechać do Azji i Ameryki Łacińskiej.

O świecie: – Niesprawiedliwość świata się pogłębia. Rośnie przepaść między tymi, którym jest dobrze a tymi, którym jest bardzo źle. 267 panów ma roczne dochody takie jak w sumie połowa ludzkości. Z 6 miliardów ludzi na Ziemi aż dwie trzecie żyje w biedzie. Nie ma mechanizmów niwelujących te różnice. Wręcz przeciwnie, przepaść między bogatymi a biednymi stale rośnie. Nie widzę nadziei na poprawę. Choć z drugiej strony świat jest zupełnie nieprzewidywalny. W 1977 r. Kissinger, szef amerykańskiej dyplomacji powiedział, że musimy się pogodzić, że komunizm będzie trwał co najmniej sto lat. Nie przewidział że rozpad ZSRR rozpocznie się już za chwilę.

O nagrodach: – Są w mojej pracowni w warszawskim mieszkaniu. Staram się ich nie eksponować, bo to głupio wygląda. Jest w tym element próżności, którego wolałbym uniknąć.

Notowała MAŁGORZATA SZCZEPAŃSKA-PISZCZ Copyright © by Gazeta Pomorska