„Reportaż w czasie”, recenzja książki „Podróże z Herodotem”

Autor: Robert Pieńkowski
źródło: Miesięcznik PANI, nr 12/2004
data publikacji: 2004-12-01
——————————————————————–

Dzieli ich przepaść dwóch i pół tysiąca lat. Łączy pasja poznania. Ryszard Kapuściński i jego „doświadczony, mądry przewodnik” Herodot.

Legenda polskiego i światowego reportażu – tak mówi się o 72-letnim dziś Ryszardzie Kapuścińskim. Podróżuje już od 1956 roku, kiedy jako świeżo upieczony student Wydziału Historycznego zabłysnął serią tekstów z Nowej Huty. Niejako w nagrodę za owo dokonanie wysłano go w zagraniczną podróż – do Pekinu. Od tamtej pory niestrudzenie jako korespondent przemierza świat. „Nigdy w życiu nie byłem na urlopie i nie wyjeżdżałem turystycznie” – przyznaje pisarz. Odwiedził Azję, Afrykę, Bliski Wschód, przywożąc stamtąd historie ludzi zakleszczonych w tryby dziejów.

W swojej najnowszej książce „Podróże z Herodotem” ujawnił sekret, dzięki któremu jego reportaże są tak inne, tak zapadają w pamięć. Ową tajemnicą jest trwająca od początku pracy dziennikarza fascynacja twórczością i życiem Herodota, żyjącego w V wieku przed naszą erą autora monumentalnych „Dziejów”. „Bywały okresy, kiedy wyprawy w przeszłość pociągały mnie bardziej niż moje aktualne podróże korespondenta i reportera” – pisze.

O Herodocie nie wiemy zbyt wiele. Biografowie utrzymują, że urodził się między 490 a 480 rokiem przed naszą erą w Halikarnasie, ważnym portowym mieście u wybrzeży Azji Mniejszej. Miał wujka poetę o imieniu Panyassis. To on prawdopodobnie rozwinął u bratanka zamiłowanie do pisania, odkrył przed nim sekrety retoryki czy sztuki opowiadania, czego efektem jest mistrzostwo języka „Dziejów”. Ojciec i stryj, uczestnicy nieudanego buntu przeciw tyranowi Halikarnasu, Lygdamisowi, musieli schronić się na górzystej wyspie Samos. Stamtąd zapewne Herodot rozpoczął swoje podróże po ówcześnie znanym świecie, zbierając nieprzeliczone informacje dotyczące historii, zwyczajów i tradycji rozmaitych ludów. Jaki był tego cel? Sam Grek wyjaśnia to słowami: „Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swoich badań, żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź Hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa, między innymi szczególnie wyjaśniając, dlaczego oni nawzajem ze sobą wojowali”.

Ciekawe, że greckie słowo „historia” znaczyło w czasach Herodota tyle, co „badania” czy „dociekania”. To zaś, uważa Kapuściński, bardziej odpowiadało intencjom autora niż dzisiejsze tłumaczenie tytułu jako „Dzieje”.

Wiele niewiadomych spowija życie Herodota, Kapuściński jednak stara się czytelnikowi przybliżyć jego postać oraz warsztat twórczy: „W sensie idealnym, nigdy nie mamy do czynienia z historią rzeczywistą, ale zawsze opowiedzianą, z przedstawioną, z taką, jaką – jak ktoś utrzymuje – była; taką, w jaką ktoś wierzy. Ta prawda jest może największym odkryciem Herodota”. Pisarz nazywa swojego duchowego mentora ojcem reporterów. Herodot bowiem jako pierwszy zdiagnozował problem podziału świata na Wschód i Zachód oraz wynikające z tego konflikty między Europą i Azją, które dzielą oba kontynenty – jak się okazuje – od tysiącleci. Historia wojny między Grecją i Persją stanowi główną oś dzieła Herodota, który nie poprzestaje jednak na samym relacjonowaniu jej, lecz stara się wszelkimi możliwymi sposobami dotrzeć do źródeł tego podziału.

Kapuściński opowiada także o swoich podróżach: do Chin, w których nie potrafił zrozumieć bezgranicznego posłuszeństwa mas, do Indii, które oszołomiły go wielością bogów i ich wyznawców, czy targanej wojnami domowymi postkolonialnej Afryki. „Ale czy robiłem słusznie, próbując uciekać w czasie? Czy miało to jakiś sens? Przecież w końcu odnajdujemy w nim to samo, przed czym zdawało nam się, że zdołamy uciec?” zastanawia się Kapuściński nad swoją pasją czytania Herodota. Odpowiadając sobie na te pytania, przytacza kolejne fragmenty „Dziejów”. Dzięki zderzeniu relacji obu reporterów dowiadujemy się, jak niewiele zmienił się człowiek. Czy ogarnięty manią wielkości perski król Dariusz nie jest podobny współczesnym dyktatorom, a szalejąca z rozpaczy po śmierci syna królowa Massagetów Tomyris nie mogłaby być cierpiącą lady Frances Spences po stracie Diany?

Czas płynie nieubłaganie, nam zaś tylko zdaje się, że zmieniamy się jak świat wokół nas.

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*