Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Relacja z pobytu w Pińsku

Autor: Robert Nowacki
źródło:
data publikacji: 2002-01-01

„Nie na maśle on był wychowany …”

„Pierwotne dzieje Pińska okryte są gęstą zasłoną dalekiej przeszłości. Kto i kiedy był założycielem grodu pińskiego, niewiadomo. Czy ojciec historji Herodot, dając opis tajemniczej krainy północnej, pełnej lasów i bagien, wiedział coś o tym węźle gospodarczym, gdzie dokonywano wymiany produktów krainy rzek i moczarów na fabrykaty miast jońskich? Czy legjonista rzymski z Dacji i kroczący za nim kupiec dotarli do tej ziemi, skąd wspaniała sosna „pinus” służyć mogła panom świat do budowy zwycięskich trójrzędowców, a gród przyozdobić nazwą „Pinscum” – trudno stwierdzić”.

Informator m. Pińska. Rok 1936,

WSTĘP

Do Pińska na Białorusi pojechałem z ciekawości, chęci zobaczenia miasta rodzinnego Ryszarda Kapuścińskiego. Opowieści i przeczytane teksty chciałem skonfrontować z rzeczywistością. Była to moja pierwsza wizyta na Wschodzie, w dawnym Imperium. W swoim przewodniku Grzegorz Rąkowski, współczesny „odkrywca” tych terenów zapraszając na wyjazd w ten rejon Europy, zachęca by dać się zawładnąć czarowi Polesia. Ja się nie zawiodłem – czar Polesia działa.

W Pińsku spędziłem kilkanaście majowych dni. Udało mi się spotkać z wieloma ludźmi, Białorusinami, Polakami i Rosjanami, dla których dobro tego miasta nie jest obce. Odbyłem wiele wspaniałych wędrówek po mieście, szukając śladu przedwojennego Pińska, śladów Ryszarda Kapuścińskiego. Moi rozmówcy oczywiście wiedzieli, o sławnym pisarzu urodzonym w ich mieście, a wielu czytało jego książki, które w latach 90. dotarły i tutaj. W bibliotece polskiej znalazłem wszystkie najważniejsze, włącznie z najbardziej lubianym „Cesarzem” i „Wojna futbolową”. Jednak to „Imperium” wzbudza tam największe emocje, nie tylko dlatego, że pierwszy jej rozdział poświęcony jest Pińskowi sprzed II wojny światowej.

Niestety nie jestem reporterem, nie napiszę więc reportażu z tego wyjazdu. Ale mogę zrobić coś innego. W poniższym tekście zebrałem w jednym miejscu wszystkie fakty i wiadomości o latach życia przyszłego Mistrza Reportażu w Pińsku. Dotychczasowe biografie i książki o Kapuścińskim pobieżnie i w kilku zdaniach opisują ten okres życia pisarza. Niech będzie mi wolno przybliżyć go dokładnie miłośnikom reportażu.

O każdej drodze lubię myśleć, że jest ona drogą bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, że z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego, drewnianego Pińska, można opłynąć cały świat.

POLESIE

ZWIEDŹ DŻUNGLĘ POLESKĄ

Na łodzi Poleszuka.

Polesie jest największym w Europie obszarem bagiennym, 80 tys. kilometrów kwadratowych między Bugiem i Dnieprem. Z rzeką Prypeć w charakterze arterii. Pińsk leży na lewym brzegu Piny, dopływu Prypeci. Kiedyś niski prawy brzeg był przez część roku zatapiany, tak jak spore partie całego Polesia. Cześć bagien osuszyła władza sowiecka, ale na szczęście zostało jeszcze wiele nietkniętych obszarów.

Pińsk otoczony był bagnami, te bagna wylewały na wiosnę – to stwarzało tęsknotę zobaczenia czegoś innego, zobaczenia, co się dzieje za tymi bagnami, co się tam dzieje za tymi wodami. To był świat bardzo maleńki, ale wielokulturowy: takie typowe miasteczko kresowe, galicyjskie, w którym żyli Polacy, Żydzi, Ormianie, Rusini, Litwini, Białorusini.

Pińsk, stolica Polesia to dzisiaj 130 tysięczne miasto, trzecie co do wielkości w obwodzie brzeskim i dziesiąte w kraju. Jeżeli zapytać mieszkańca kim jest, to on bez namysłu odpowiada dumnie – Poleszukiem! Oczywiście jeśli zajdzie się jeszcze taką osobę, urodzoną i wychowana wśród błotnej krainy.

Ryszard Kapuściński urodził się w Pińsku 4 marca 1932 roku. Wówczas miasto liczyło około 35 tysięcy mieszkańców, z których aż 73% stanowili obywatele pochodzenia żydowskiego. Nie było wtedy tak licznie zamieszkałego przez obywateli żydowskich miasta na świecie. Mieszkało tu również wielu Niemców, a Polacy stanowili tylko 10% „mniejszość” mimo, że po odzyskaniu niepodległości tereny te przypadły Polsce.

Pińsk i czasy wojny nie dały przyszłemu podróżnikowi żadnych perspektyw, żadnej możliwości rozwoju intelektualnego. Dały mu gorzkie doświadczenie nieszczęścia i upokorzenia. W Lapidariach Kapuściński wspomina, że zimą w czasie wojny nie miał butów: kosztowały 400 złotych, czyli o 400 za dużo jak na możliwości rodziców. Musiał więc, głodny i spłakany dziesięcioletni chłopiec, sprzedać 400 kostek mydła po złotówce, aby zarobić na drewniaki. Mało kogo w tych czasach stać było na luksus mydła, więc handel ciągnął się bez końca. Wreszcie buty zostały spłacone.

RODZICE

Rodzice przyszłego pisarza przyjechali na Polesie w ramach narodowej akcji zasiedlania tych ziem i wprowadzania polskiej kultury. Ojciec, Józef Kapuściński zapisał się do Seminarium Nauczycielskiego w Prużanach, by po jego zakończeniu pracować w Unieńcu, a potem w Pińsku. Tam prawdopodobnie poznał swoją przyszłą żonę, Marię, która jako młoda dziewczyna przyjechała na Polesie z rodzinnej Bochni. Na katolickim cmentarzu pochowana jest, zmarła w 1928 babka ze strony matki, Maria Bobek. Zadbana płyta nagrobkowa położona jest w lewej części, w połowie cmentarza. Przed wojną ten żydowsko-katolicki cmentarz znajdował się już poza miastem, obecnie zajmuje jego centralną cześć.

BŁOTNA NR 43

Młodemu małżeństwu wkrótce narodził się syn, a w następnym roku córka. Kapuściński przyszedł na świat na ulicy Błotnej nr 43, w drewnianym domku, w którym rodzice wynajmowali skromny pokój na piętrze. Dom znajdowała się tuż przy głównej drodze wyjazdowej z miasta na północ – ulicy Pierwszego Maja. Wkrótce ulicę przemianowano na Pereca, a w 1950r. nadano jej imię Suworowa, która funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Po tym jak państwo Kapuścińscy opuścili Pińsk w 1940, dom był częściowo zamieszkały, a w latach osiemdziesiątych całkowicie opustoszał i popadł w ruinę. W połowie zniszczony i zdewastowany, po którego gruzach chodziły koty – takim widział go Kapuściński, gdy odwiedził miasto w 1997 roku.

„Na dawnej ulicy Błotnej, obecnie Suworowa, pod 43 jest dom, w którym Ryszard urodził się i przez kilka lat mieszkał z rodziną. Jest czy był? Właśnie postanowiono go zburzyć. Niewielka polska wspólnota chciała, ze względów symbolicznych, zachować ten dom. Centralne władze w Mińsku chciały zachować go jako obiekt zabytkowy. A jednak władze Pińska postanowiły, także z powodów symbolicznych, że dom ma zniknąć: ślady po tym, co polskie, należy usuwać. Dom Kapuścińskiego popadł w ruinę i obecnie zamieszkują go koty. Stoi pośrodku uczęszczanego skrzyżowania, pełnego samochodów, autobusów i przechodniów zmierzających we wszystkich kierunkach. Mijająca nas kobieta odwraca się i woła: „Na co się tak gapicie?” „Ja się tu urodziłem” – odpowiada Ryszard.”

Tylko dzięki staraniom miejscowych Polaków zrzeszonych w Związku Polaków w Pińsku, dom został ostatecznie odremontowany i przywrócony do dawnej świetności w 2001 r. Na ścianie frontowej umieszczono tylko tablicę informującą, że budynek stanowi zabytek architektury z drugiej połowy XIX i początku XX wieku. Niestety żadnej informacji kto się w nim urodził – oby nie na długo.

Kiedyś ten dom stał wśród dzielnicy podobnych niewielkich parterowych lub jednopiętrowych drewnianych domków. Teraz jest jak samotna, bezbronna wyspa wśród wysokich, szpetnych betonowych blokowisk, które całkowicie zagłuszają i tłamszą niską zabudowę tego regionu miasta.

PÓŁNOCNA

Nie jest wiadomo, a niestety świadkowie tamtych czasów już nie żyją, w jakich okolicznościach i kiedy rodzina przeniosła się do kolejnego mieszkania, tym razem na ulice Północną, róg Teodorowskiej (obecnie Sowietskaja 50/Gogolja ). Wynajmowali niewielki pokoik z ciemną kuchnią od mieszczanki Anny Wierbanowicz-Kindler. Była to jedna z niewielu osób, które pamiętają tego małego chłopca i jego rodziców. W czasie swoich pobytów w Pińsku Ryszard Kapuściński zawsze się z nią spotykał i w wspólnie zapewne rozmaili o Pińsku lat dziecinnych. Niestety pani Wierbanowicz zmarła w zeszłym roku. Mogłem zobaczyć jednak te pomieszczenia od środka dzięki uprzejmości mieszkających tam młodych Białorusinów. Wiedzieli, że wiele lat przed nimi mieszkał tu znany Polski pisarz i dziennikarz.

WESOŁA


Ostatnie kilkanaście miesięcy w Pińsku rodzinie przyszło zamieszkać jeszcze w innym miejscu – w skromnym drewnianym domku u państwa Kwasowki na ulicy Wesołej. Były to same peryferie miasta, dzielnica prawie wyłącznie zamieszkała przez społeczność żydowską. Była to niewielka, niebrukowana błotnista uliczka zabudowana parterowymi chałupinkami ze strzechą, na której mieszkali w „małym domku wrośniętym w ziemię”. To właśnie w tym domu mama stała w oknie nieruchoma oczekując zapewne nieuchronnego najścia NKWD i wywózki.

Niestety dom ten nie zachował się, został zburzony wraz z kilkoma sąsiednimi, a na ich miejsce postawiono sklep i wieżowiec. Jednak zachował się na szczęście początkowy fragment uliczki, na której stoją jeszcze domki z czasów przedwojennych.

SZKOŁA


Oboje rodzice pracowali najpierw jako wiejscy nauczyciele, by potem przenieść się do szkoły w mieście. Była to, cytuje ze świadectwa szkolnego „Siedmioklasowa Publiczna Szkoła Podstawowa ? 5 w Pińsku przy ulicy Kościuszki 8”. Obecnie to ulica Lenina i jak przed wojną jest główną ulicą zabytkowej części miasta. Ojciec uczył rysunku a mama muzyki. Być może dlatego, że pracowali tam obydwoje rodzice a chłopiec umiał już w czytać i pisać, we wrześniu Kapuściński 1938 poszedł od razu do drugiej klasy.

Przed szkołą znajdował się duży plac, miejsce zbiórek i apeli ale również boisko gimnastyczne. Widoczne na zdjęciu drzewa oczywiście posadzono już po wojnie. Szkoła zajmowała duży piętrowy budynek z czerwonej cegły. Dopiero niedawno budynek ten otynkowano, ale pomalować już nie zdążono, dlatego tynk zszarzał i miejscami już odpada odsłaniając lica starych cegieł. Z jej okien rozpościerał się widok na pobliską rzekę – Pinę oraz na ogromny dwuprzęsłowy moc przerzucony przez nią i łączący miasto z południem.

Po wojnie w budynku szkoły mieściło się biuro KGB, a obecnie zajmuje je państwowe biuro paszportowe i posterunek milicji. powieksz

Ale przede wszystkim nad szkołą górowały ogromny kościół Jezuitów wraz z budynkiem klasztoru. Jego wysokie wieże z dzwonami było widać w promieniu nawet 50 kilometrów od miasta, znad bezkresnych obszarów błot zalegających na południe od miasta. Ten znak wiekowej polskości bardzo kłuł w oczy nowej władzy. Po zajęciu przez Armię Czerwoną miasta, zamordowano polskich marynarzy, a następnie pijany żołnierz rozpoczął ostrzeliwanie wież kościoła Jezuitów. Stąd właśnie padały pierwsze strzały polskich obrońców miasta. A takie wytłumaczenie można znaleźć w „Imperium”:

„W klasie rozumowaliśmy tak: kiedy bolszewicy szli do nas, to nim zobaczyli Polskę i nimzobaczyli nasze miasto, musieli najpierw dostrzec wieże pińskiego kościoła. One są takie wysokie. To ich widocznie bardzo zdenerwowało. Dlaczego? Na to pytanie nie umieliśmy sobie odpowiedzieć. Natomiast o samym fakcie zdenerwowania wnioskowaliśmy stąd,że kiedy tylko Rosjanie weszli do miasta, nim jeszcze odsapnęli, nim się rozejrzeli, gdzie jaka ulica, nim podjedli i nim zaciągnęli się machorką, już prędko ustawili na placu armatę, przywieźli amunicji i zaczęli strzelać w kościół.”

Mimo, że nie był poważnie zniszczony podczas wojny – z wyjątkiem dzwonnic – kościół Jezuitów zburzono zaraz w 1945 zostawiając tylko kilkupiętrowy budynek klasztoru. Obecnie mieści się w nim muzeum ziemi poleskiej.

LATO 1939

Ostatnie wakacje przed wojną rodzina spędziła na wsi u wujostwa w Rejowcu na Lubelszczyźnie. Tam zastał ich wybuch wojny i stamtąd musieli wracać pieszo bezdrożami do Pińska. Tą długą i ciężką drogę, pod prąd uciekającej w głąb kraju ludności, jeszcze bardziej utrudniał sparaliżowany dziadek na wozie.

„Wśród „ćwiczeń pamięci” zawartych w „Buszu po polsku” znajdujemy następujący opis:

„…Idę z siostrą obok furmanki, jest to prosty, drabiniasty wóz wyłożony sianem, wysoko na sianie, na lnianej płachcie leży mój dziadek. Leży, nie może się poruszyć, jest sparaliżowany. Kiedy zaczyna się nalot, cały cierpliwie wędrujący, a teraz nagle ogarnięty paniką tłum chroni się w rowach, zaszywa w krzakach, zapada w kartofliskach. Na opustoszałej, wymarłej drodze zostaje tylko furmanka, na której leży mój dziadek. Dziadek widzi lecące na niego samoloty, widzi, jak się gwałtownie zniżają, jak biorą na cel porzuconą na drodze furmankę, widzi ogień broni pokładowej, słyszy ryk przelatujących nad jego głową maszyn. Kiedy samoloty znikają, wracamy do furmanki i matka ociera dziadkowi spoconą twarz…”

UCIECZKA

Ojciec, jako oficer rezerwy został powołany do wojska na wiosnę 1939 r. i wyjechał w głąb Polski. Walczył na froncie zachodnim, gdzie trafił do niewoli sowieckiej. Gnany w wielkiej kolumnie jenieckiej na wschód, w kierunku Katynia i Starobielska, ucieka wraz z kilkoma kolegami podczas przejścia przez las. W stroju poleskiego chłopa powrócił na krótko jesienią do zajętego już przez Rosjan Pińska, by zobaczyć się z żoną i dziećmi.

Równocześnie z wkroczeniem wojsk sowieckich na Polesie rozpoczęły się przygotowania do wywózki „wrogów klasowych”. Kierunek był jeden – Kazachstan, a kryterium do wywózki tylko jedno – posada państwowa w burżuazyjnej Polsce. Obojętnie czy było się dyrektorem banku, kierownikiem szkoły czy zwykłą sprzątaczka. Ponieważ oboje rodzice Kapuścińskiego byli nauczycielami, a ojciec dodatkowo żołnierzem wojska polskiego, podlegali nieuchronnej wywózce. Być może tylko dzięki panującemu bałaganowi i braku systematyczności, udało się tego uniknąć. Pierwszy transport z Polakami i Niemcami wyjechał z Pińska już kilka tygodni po zajęciu miasta. Wagony stojące na bocznicy dworca kolejowego, zapełniane coraz szybciej i sprawniej stanowiły nieuchronną zapowiedź zbliżającego się niebezpieczeństwa. W 1940 roku z Pińska zorganizowano trzy transporty: 10 lutego, 13 kwietnia i ostatni 22 kwietnia.

Mama Kapuścińskiego z dwójka małych dzieci wyjeżdża z Pińska latem 1940r. jednym z ostatnich pociągów do Lwowa, skąd zamierza dostać się do pobliskiego Przemyśla. Podróż koleją przypomina losy Cezarego Baryki z „Przedwiośnia” – tutaj również kolejarze zatrzymują wielokrotnie pociąg w lasach, by od uchodźców zebrać zapłatę za dalszą jazdę. Jak wspomina sam pisarz, ludzie oddawali swoje obrączki, klejnoty i futra. Przez most graniczny w Przemyślu, a potem Kraków, który był pierwszym wielkim miastem jakie widział mały Kapuściński, rodzina udaje się w kierunku Warszawy. Matka chciała odszukać ojca, którego udaje się szczęśliwie spotkać na wiejskiej drodze niedaleko Izabelina pod Warszawą.

KSIĄŻKA

Ostatni raz Ryszard Kapuściński był w swoim rodzinnym mieście w lipcu 1999r. wspólnie z ekipą telewizji wrocławskiej realizującej film o nim. Wielu wspomina ten ostatni pobyt i niecierpliwością czeka na kolejne odwiedzenie miasta przez najsławniejsze jego dziecko.

Kapuściński wielokrotnie już mówił, że zamierza napisać książkę o swoim mieście, o przedwojennym Pińsku. Od wielu lat warszawscy antykwariusze odkładają dla pisarza wszelkie pamiątki o mieście. Zgromadziło się ich już bardzo dużo, włącznie z własnymi zdjęciami, książkami i widokówkami z tego okresu, tworząc prawdopodobnie największe istniejące takie archiwum o Polesiu i Poleszukach.

Miejmy nadzieję, że pisarz znajdzie czas, by tą książkę napisać. Czeka na nią również wielu rozsianych po całym świecie byłych mieszkańców krainy bagien.

Trzymajmy za to wszyscy kciuki i życzmy Dziennikarzowi Wieku dobrego zdrowia, by udał się to zamierzenie zrealizować.

Robert Nowacki
r.nowacki@kapuscinski.hg.pl

Bibliografia:
1. „Imperium”, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1999.
2. Film „Druga Arka Noego” w reżyserii Piotra Załuskiego, TVP Wrocław 2000.
3. „Czar Polesia”, Grzegorz Rąkowski, Wydawnictwo Rewasz, Pruszków 2001.
4. „Człowiek w ruchu” Krystyna Kwaśniewska, Znak 3/2002.
5. „A visit to Pińsk with Ryszard Kapuściński, Anders Bodegard, Maria Soderberg, 1999
6. „Kapuściński w Pińsku”, Gazeta Wyborcza 30.10.1997
7. Serwis internetowy Gazeta.pl.
8. Tygodnik Kultura 19.11.1978 Z RK rozmawia Teresa Krzemieńska „W drodze”.
9. Пинск – волшебная сказка Полесья, Бышеэйшая школа, Минск 2002 (album fotograficzny współczesnego Pińska, autor zdjęć Oleg Babiniec)
10. Informacje własne.