Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Recenzja,”Che Guevara – Dziennik z Boliwii” , „Che – klęska i zwycięstwo”

Autor: Ludwik Stomma
źródło: Tygodnik Powszechny nr 18 z 1970
data publikacji: 1970-05-03

Kim jest naprawdę Che? Dla Amerykanów – straszliwym komiwojażerem rewolucji, na którego głowę nałożono nagrodę w wysokości 50 tys. pesos. (…) Dla większości Francuzów – fotogenicznym play-boyem, demonem przygody, o której marzy tak wielu młodych. Dla mieszkańców Trzeciego Świata – przyjacielem nr 1, fascynującym symbolem, uosobieniem mitu. Dla całego świata – romantycznym Don Kichotem” ( Albert-Paul Lentin „Wyzwanie Guevary” – „Le Nouvel Observateur”).

8 października w wąwozie del Yuro, zostaje Ernesto Guevara otoczony przez przeważające siły, wzięty do niewoli, a następnie rozstrzelany. Z ludzi, którzy wzięli udział w jego ruchu partyzanckim żyje dziś dziewięciu: trzech dezerterów, którzy przeszli na usługi CITE ( Centrum Szkolenia Oddziałów Specjalnych do Walki z Partyzantką ), trzech, którym udało się zbiec na Kubę i trzech, którzy przebywają w boliwijskich więzieniach. Rzadko kiedy klęska bywa tak zupełna.

Ponad 54% ludności Ameryki Łacińskiej stanowią małorolni lub bezrolni chłopi, spośród których ok. 30% ( dane według raportu ONZ ) głoduje, 40% jest niedożywionych, a zaledwie 10% żyje dłużej niż 35 lat. Analfabetyzm wśród wieśniaków w niektórych południowoamerykańskich państwach ponad 85%, śmiertelność niemowląt przekracza 200 na 1000 urodzeń żywych ( w Szwecji – 12,4 ).

Program Che był więc w zasadzie prosty: partyzanci winni działać właśnie wśród najbardziej uciskanej klasy chłopskiej i pociągnąwszy ją przykładem swojej postawy i czynu zbrojnego, stworzyć ośrodek walki podobny do Wietnamu, przez co „zmusić imperializm do rozproszenia sił i w dalszej konsekwencji wysiłkiem wszystkich narodów Trzeciego Świata – imperializm pokonać”.

Ale chłopów zjednać się nie udało:

IV. 1967 – „masa chłopska w dalszym ciągu w bezruchu, chociaż wydaje się, że stosując planowe zastraszanie osiągniemy neutralizację większości, poparcie przyjdzie później”.

VI. 1967 – „Chłopstwo w dalszym ciągu nie przyłącza się do ruchu”.

VIII. 1967 – „W dalszym ciągu chłopi nie przystępują do nas, rzecz logiczna, tym bardziej, jeśli się bierze pod uwagę, jak mało ostatnio mieliśmy z nimi stosunków”.

IX. 1967 – „chłopstwo nie pomaga nam i zmienia się w donosicieli” ( z „Dziennika z Boliwii” ).

Nie potrafiono również osiągnąć sukcesu militarnego. Siły Che liczą u szczytu powodzenia ( III. 1967 ) – 48 ludzi, z czego zaledwie 50% jest narodowości boliwijskiej. Stoczyli oni 12 ważniejszych potyczek, w których zabito około 40 żołnierzy przeciwnika i raniono około 25. Straty guerillos były jednak prawie identyczne – 39 zabitych.

Niepowodzenia te były już nieraz szeroko omawiane. Przeprowadzono więc krytykę sprecyzowanej przez Che w książce „Wojna partyzancka” ( Hawana 1966 ) i zastosowanej w Boliwii taktyki rewolucyjnej, która w podręcznikowym żargonie pozyskała sobie miano „guevaryzmu”, wykazano, że teren był nietrafnie wybrany dla zaczęcia akcji. „Dziennik z Boliwii odegrał jednak w tych dysertacjach rolę podrzędną. Nie jest on przecież ani dziełem programowym, ani nawet dokładną analizą wydarzeń w Boliwii. A jednak „Wojna partyzancka” przetłumaczona została na jeden zaledwie język ( angielski ), podczas gdy „Dziennik” ma już przekładów przeszło dwadzieścia.

„Najbardziej interesuje mnie człowiek i jego zamierzenia” ( Claude Aveline )

W końcu polskiego wydania „Dziennika” umieszczono noty biograficzne o ludziach, których wymienia Che. Są między nimi jego towarzysze broni.

PACHUNGO – „Generał Alberto Fernandez Montes de Oca. Urodzony w 1936 roku, w San Luis, na Kubie. Wstąpił do oddziału Guevary i odbył z nim kampanię w Sierra Maestra. Był z nim również w Kongu ( Kinszasa ). Członek KC KP Kuby. Dyrektor departamentu kopalń w Ministerstwie Przemysłu Kuby. (…) Zginął mając 31 lat w ostatniej bitwie dowodzonej przez Guevarę, 8. X. 67”.

ROLANDO – „Kapitan Eliseo Reyes Rodriguez. Urodzony w 1942, w San Luis, na Kubie. Wstąpił do oddziału Che Guevary w Sierra Maestra, jako 16-letni ochotnik. Po zwycięstwie rewolucji kubańskiej – szef służby bezpieczeństwa prowincji Pinar del Rio. Członek KC KP Kuby. Zginął w potyczce 25. IV 1967, mając 25 lat”.

FELIX – „Kapitan Jesus Suarez Gayel. Ur. 1928 w Manati, na Kubie. Walczył w oddziale Raula Castro w Sierra Maestra. Wiceminister przemysłu cukrowniczego w rządzie Kuby. Członek KC KP Kuby. Zginął w potyczce 10. IV 1967…”

Rzuca się od razu w oczy nie tylko młody wiek tych ludzi. Członkowie KC KP Kuby, dygnitarze, mieli zapewnioną przyszłość, rozgłos, władzę… Co pchnęło ich do porzucenia tego wszystkiego i zaczynania od nowa w boliwijskim inferno verde? – Przygoda? Rewolucja?

Wywłaszczenie doprowadziło w Boliwii, w latach 1928 i 1930, do powstań ludowych. Utopiono je we krwi. Pierwsze kosztowało 50 000 ofiar, drugie 35 000. W 1949 i 1963, bezskuteczni chwytali tu za broń górnicy…

„Albo oni nas, albo my ich!…Nie ma nic pośredniego. Krew za krew. Kto kogo. Zrozumiałeś? Takich… należy niszczyć, dławić jak gady. A tych co slinią się z litości nad nimi, też należy rozstrzeliwać”. Tak wyjaśnia koledze, bohater „Cichego Donu”, czerwonogwardzista Bunczuk, reguły walki rewolucyjnej.

Fragmenty z „Dziennika z Boliwii”:

3. IV – „…o 17 przyjechała ciężarówka wojskowa, ta sama co wczoraj, z dwoma owiniętymi w koce żołnierzykami na ławce wozu. Nie miałem serca strzelać do nich i mój mózg nie pracował dostatecznie szybko, żeby ich zatrzymać, pozwoliliśmy im przejechać”.

16. II – „Mieliśmy zamiar zastrzelić ich, ale postanowiliśmy puścić ich wolno, dając im surowe ostrzeżenie co do norm obowiązujących na wojnie”.

A przecież założenia Che nie były inne, niż szołochowowskiego Bunczuka. „Humanizm rodzi się w lufie działa” – oświadczył on w przemówieniu wygłoszonym w Santa Clara w 1965 roku.

Nie jest to niekonsekwencja jedyna. W „Wojnie partyzanckiej” napisał Guevara, że rewolucja nie musi szanować żadnych norm, ani „bawić się w drobnomieszczański legalizm”. Tymczasem pod datą 6. VII zanotował Che:

„O zmierzchu doszliśmy do Alto de Palermo, 1600 m wysokości i zaczęliśmy schodzić do miejsca gdzie jest mały sklepik, w którym na wszelki wypadek zrobiliśmy zakupy. Już po ciemku wyszliśmy na szosę, gdzie stoi tylko domek starej wdowy. Nasi pojechali do Sumaipaty, schwytali dwóch policjantów, potem porucznika Vacaflora, szefa posterunku i sierżanta, którymusiał powiedzieć hasło i w błyskawicznej akcji, po krótkiej utarczce z jednym z żołnierzy, który stawiał opór, zajęli posterunek z 10 żołnierzami. Udało się zdobyć 5 mauzerów i 1 z-b- ( 30 ),zabrano 10 jeńców, zostawiając ich nagich 1 km za Sumaipata. Jeżeli chodzi o zaopatrzenie, to akcja była nieudana: nie kupiono nic pożytecznego”.

Więc rewolucja nie na serio? Więc przygoda?

Aragon, apoteozując skandal jako swoisty motor historii pisał:

„Były już nieraz skandale polityczne: aby prawu stało się zadość Brutus pozabijał swoich własnych synów.

Były skandale moralne: Chrystus i jawnogrzesznica.

Były skandale społeczne: Grachus, czy Baboeuf…”

Nie wypaczając w niczym myśli francuskiego poety, można by dorzucić: I był w Ameryce Południowej skandal rewolucyjny – Ernesto Che Guevara.

Zginął w walce Kolumbijczyk, ksiądz partyzant Torres, Euboccio, tylu innych… Do prasy europejskiej przedostały się o tych tragediach co najwyżej pojedyncze, drobne wzmianki.

Wypuszczając wziętych do niewoli komandosów Barrientosa, o których wiedział, że znowu włączą się do walki przeciwko niemu, kupując ( miast rekwirować ) konieczne dla istnienia partyzantki produkty, nie potrafił nigdy do końca zdecydować się Che, na zaprogramowaną przez siebie rewolucję. Na wzór buddyjskich mnichów sam rozpalił swój stos. Był świadomy, że jego walka nie stała się mającym widoki powodzenia ruchem społecznym, lecz rozpaczliwym protestem, samotnym apelem.

„Zawsze będzie samotność dla tych, którzy są jej godni” ( Barbey d’Aurevilly ).

Więc oprócz armii boliwijskiej, walczy Guevara również z sobą:

8. VIII – „Szliśmy mniej więcej dobrą godzinę, która dla mnie wyniosła dwie z powodu zmęczenie kobyłki, w pewnej chwili wpakowałem jej nóż w szyję, czyniąc porządną ranę…w nocy zebrałem wszystkich i powiedziałem, co następuje: Pachungo wraca do zdrowia, ale ja jestem strzępem człowieka, a wypadek z kobyłką dowodzi, że doszedłem do stanu, kiedy w pewnych momentach tracę panowanie nad sobą…”

Niecałe dwa miesiące po napisaniu przez Guevarę tych słów, partyzantka w Boliwii przestała istnieć. Guevara przegrał. Czy jednak mimo klęski nie odniósł Che większego sukcesu, niż wszyscy dotychczasowi jego poprzednicy?

Chyba tak, jeżeli mieszkańcy Trzeciego Świata pozyskali „przyjaciela nr 1, fascynujący symbol i uosobienie mitu”.

Chyba tak, jeżeli brazylijscy biskupi odprawiają msze „Za naszego brata Guevarę i jego towarzyszy”.

Chyba tak, jeżeli po drugiej stronie globu redakcja „Tygodnika Powszechnego” poleciła mi napisać parę słów o „Dzienniku z Boliwii, który jest skandalu Guevary, a przez to i trwającej nadal tragedii latynoamerykańskiego chłopstwa dokumentem.