Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Lapidarium V recenzja

Autor: Tygodnik Powszechny
źródło: Tygodnik Powszechny Nr 47 (2785)
data publikacji: 2002-11-24
——————————————————————–

Ryszard Kapuściński: Mam spotkanie z czytelnikami w Poznaniu. Mówię o współczesnym świecie. Po spotkaniu podchodzi dwoje ludzi. To było ciekawe, stwierdzają, ale naszym zdaniem zbyt pesymistyczne. I nie pomaga pisze dalej autor Hebanu tłumaczenie, że to, co mówiłem, było, w porównaniu z rzeczywistością naszej planety, arcyoptymistyczne, że szukałem barw jasnych, tonów ciepłych… Ludzie nie chcą prawdy, szukają pocieszenia, potrzebują otuchy. Także i dlatego, że wszelkie zderzenie z twardymi realiami świata stwarza od razu problem etyczny domaga się zajęcia czynnej postawy, zabrania głosu, a rodzące się w takiej sytuacji poczucie bezradności jest poniżające. Lepiej więc nie wiedzieć.

Tylko mała grupa ludzi stara się objąć myślą całą planetę czytamy w innym miejscu. Proces globalizacji dotyczy świata zewnętrznego, takich dziedzin jak komunikacja czy handel, ale nie obejmuje jeszcze naszej wyobraźni. W rzeczywistości ogromna większość z nas myśli o miejscu najbliższym, ograniczonym, myśli lokalnie. Nasza planeta jest zbyt wielka, przestrzenie ogromne, drogi nieskończone i wszędzie pełno ludzi obcych, z którymi trudno się porozumieć i którzy, w gruncie rzeczy, niewiele nas obchodzą.

Pisarstwo Kapuścińskiego jest na pewno lekcją globalizacji wyobraźni; choć, prawem paradoksu, ma swoje korzenie w lokalności, prowincji. Pochodzę z Polesia, które było najbiedniejszą częścią Polski i być może Europy… Pińsk leżał na peryferiach… Może dlatego ciągle pociągają mnie peryferie świata. Klimat peryferii, czas, który płynie tam powoli, ospale, gnuśna i senna atmosfera, puste uliczki, nieruchome twarze wyglądające przez małe okna, przez uchylone firanki. Pamiętam martwą ulicę Bernardyńską i nagle wyrosłą na niej czarną sylwetkę rabina. Idzie pośpiesznie, rozgląda się zdenerwowany, jakby zorientował się, że pomylił światy i że musi szybko wrócić do niebytu.

Wrażenie z podróży do różnych krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej teraz, u początków XXI wieku: obecność i wpływy Europy na naszej planecie kurczą się coraz bardziej…. Ślady jej dominacji na innych kontynentach powoli giną, a ona sama zamyka się w swoich murach, rządzona przez ludzi o wąskich horyzontach. Oddala się także coraz bardziej od Ameryki, z jej pewną siebie rzeczowością. Inna cecha współczesnego świata to rozbrat między środowiskami ludzi myśli i refleksji a instytucjami władzy i praktykami polityki. Z jednej strony symboliczny campus, z drugiej klan demagogów i oportunistów, coraz to wstrząsany aferami korupcyjnymi. Bowiem demokratyczna zasada równości obywatelskich i praw równych dla wszystkich, sprowadzona do karykatury, może stwarzać klimat przychylny korupcji. Grozi nam ? bo rzecz nie ogranicza się przecież do Filipin, Indonezji czy Tajwanu kryminalizacja świata politycznego.

Niewesołym diagnozom towarzyszy narastające poczucie obcości. I rodzi się ono nie tylko na skutek śledzenia procesów toczących się na rozległych połaciach globu. Także za sprawą obserwacji poczynionych w podwarszawskim Konstancinie, gdzie Kapuściński dostrzega symptomy rozwoju na wzór latynoamerykański, rozwoju enklawowego, pseudopostępu utrwalającego strukturalną nierówność. I jeszcze gorzka notatka: Honor, godność, uczciwość, sumienie, prawdomówność kiedyż to ostatni raz usłyszałem te słowa wypowiedziane w moim kraju w jakiejś zwykłej, codziennej rozmowie? Rzeczywiście ? w Lapidarium nie znajdziemy łatwej pociechy. Czy jednak tego właśnie powinniśmy szukać?

(Czytelnik, Warszawa 2002, s. 128.)