Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Lapidarium V recenzja

Autor: Anna Pytlowany
źródło: www.dziennik.com
data publikacji: 2001-01-01
——————————————————————–

[tekst bez polskich znaków!!!]

Po 11 wrzesnia kazde spotkanie na temat literatury, muzyki czy malarstwa nieodmiennie sprowadza sie do polityki ­ irytuje sie Ryszard Kapuscinski, slyszac pytanie o skutki globalizacji.

­ Co za niesamowita dominacja! Ostatnio w ciagu 4 miesiecy bylem w USA, Meksyku, Argentynie i Brazylii. Zawsze po paru minutach pojawial sie problem swiata wspolczesnego i polityki. Te pytania zamieniaja wszystkich w tlum, ktory cicho siedzi i slucha: bedzie wojna czy nie bedzie? Czy naprawde nie mozna juz rozmawiac o niczym innym?

­ A ty niby o czym piszesz?! Tak mowisz, jakbysmy to my zwariowali ­ ripostuje prowadzacy spotkanie Jacek Zakowski.

W zimny, listopadowy wieczor niewielka sala warszawskiego „Czytelnika” peka w szwach. Kamery, mikrofony, fotoreporterzy, a przede wszystkim tlum wielbicieli prozy najslynniejszego polskiego pisarza i reportera. Okazja do spotkania jest promocja piatej czesci „Lapidarium”.

­ Dzis nie da sie napisac ksiazki syntetycznej o swiecie ­ dynamika i szybkosc przemian jest zbyt duza ­ mowi Ryszard Kapuscinski. ­ Nie potrafimy wszystkiego ogarnac; nasza wyobraznia jest uksztaltowana na maly wymiar, nie na swiat globalny. W drugiej polowie XX wieku raptownie dokonala sie rewolucja elektroniczna, ktora wywrocila historie swiata. Burzy ona dwa filary, na ktorych opierala sie wyobraznia: czas i przestrzen. Teraz w jednej sekundzie mozna miec kontakt z calym swiatem. Pojawily sie wiec dwie strategie: pierwsza to proba ogarniecia tego swiata, nowy rodzaj jego definiowania ­ ale klasa ludzi myslacych globalnie jest nieliczna. Druga strategia to chowanie sie w zakamarkach, w niszy, w kregu rodziny, znajomych, pracy; proba niedostrzegania innego swiata. To ludzie nieuksztaltowani na swa epoke. W literaturze mamy dwa rodzaje tekstow: literature faktu, np. historie rodzinne, i drugi typ, blizszy Amerykanom: probe syntezy, przedstawienia spojnego obrazu rzeczywistosci. Nasz jezyk, nasza stylistyka sie do tego nie nadaje, ale jesli nie probujemy ­ stajemy sie bezbronni, zmarginalizowani, a swiat niepojety. Istota swiata, w ktorym zyjemy i bedziemy zyli, jest ostra, bezwzgledna dynamika selekcji ­ hojna dla tych, co sie wlaczaja, ale bezlitosnie odrzucajaca tych, co w niej nie uczestnicza.

Ratunkiem dla pisania jest dzis poetyka fragmentu. Widzenie swiata we fragmentach to podstawa „Lapidarium”. My w roli klusownikow; klusujemy na rozna zwierzyne: cytat, refleksje. Lapidarium oznacza fragment; w kazdym wiekszym muzeum jest to dziedziniec ze szczatkami starozytnych rzezb, ktore nie nadaja sie, by je eksponowac w gablotach: dlon, kawalek sandala. Moje „Lapidarium” to fragmenty, ktore nie urosly. I duzo cytatow ­ bo we wspolczesnym swiecie cytat jest waznym gatunkiem literackim. Olbrzymia produkcja slowa drukowanego, zalanie produkcja ksiazkowa ­ to wielkie utrapienie. Telewizja, radio, ogolnie media ­ mialy wykonczyc literature. Tymczasem ona sama sie wykonczy, bo urosnie tak ogromnie, ze nikt juz nie bedzie w stanie jej sledzic, nikt nie bedzie w stanie powiedziec, co dobre. Ale czasem na 400 stron nudy trafi sie blysk, genialna mysl. Wydobyc go, oswietlic ­ to nadac mu nowa forme zycia. Wydobyc, by nie zginelo ­ to tez rzecz tworcza.

Najpierw wiec pisze w notesach, potem przepisuje, przepisuje, rozcinam, sklejam… Selekcja jest duza. W dodatku tlumacze na inne jezyki jeszcze wybieraja, odrzucaja fragmenty dotyczace polskiej rzeczywistosci, ktorych nie rozumieja i ktore wymagalyby zbyt duzo przypisow, wyjasnien.

­ Czy cos z tego, co Pan pisze, nabiera z czasem wagi, nowej wartosci?

­ Raczej zapominam. Taki mam typ mentalnosci.

­ Ale nie pisze Pan drugi raz tego samego?

­ Nie pamietam. Ostatnio w Meksyku telewizja zrobila wybor moich tekstow, ktore wyswietlano na ekranie. ­ Czyj to cytat? ­ zapytalem. ­ To ty! ­ A to? Potem odpowiadali juz ­ Octavio Paz, Petrarka. Czlowiek mysli o tym, co ma przed soba, co ma do napisania ­ to, co minelo, jest niewazne.

­ Czy tradycyjny sposob opisu swiata sie wyczerpal? Czy czytelnik oczekuje podejscia globalnego?

­ Uprawianie klasycznego reportazu: sie jedzie, rozmawia, spotyka, jest mi bardzo bliskie. „Heban” pomyslany jest jako trylogia: Afryka, Ameryka Lacinska, Azja. Refleksje to drugi nurt; sa zapisywane na boku, bo nie ma dla nich miejsca w takiej ksiazce. Niemoznosc opisu swiata ­ to moja filozofia na wlasny uzytek.

­ Jaki stosuje Pan zapis? Dyktafon, komputer czy recznie?

­ Zawsze recznie, malo przepisywania, bo editing robie w glowie przed pisaniem; zdania sa juz wlasciwie gotowe, rzadko cos zmieniam. Dlatego pisze wolno. Bardzo dobry dzien to poltorej strony. W mozolnym pisaniu nie ma potrzeby techniki; wystarczy olowek, notatnik czy nawet czysty margines gazety. Wszystko inne byloby marnowaniem pieniedzy i elektrycznosci.

­ Francuski podroznik Pierre Loti zapytany, co sadzi o jakiejs ksiazce, odpowiedzial: „Ja ksiazek nie czytam, ja ksiazki pisze”. A Pan?

­ Duzo czytam. Wlasciwie najprzyjemniejsza rzecz w pisaniu to czytanie innych. Dzis kazdy temat tak obrosl literatura, ze zapoznanie sie ze wszystkim staje sie niemozliwe. Ale mniej wiecej znac trzeba. Np. Herodot [jemu ma byc poswiecona nastepna ksiazka]: dziesiatki lat ludzie pisali na ten temat, wiec naturalna pokora nakazuje choc dotknac, zorientowac sie w tym ogromie. Jezeli pisanie traktuje sie serio, to uswiadamia sie sobie, ze jest sie na koncu. Bo pisanie to dzielo kolektywne. Dzis podpisywanie ksiazki imieniem i nazwiskiem to naduzycie. Nie ma juz rozgraniczenia, co przeczytane; nasze widzenie podswiadomie ksztaltowane jest przez dziesiatki autorow. Tak samo muzyka i malarstwo to coraz bardziej dzielo zbiorowe.

­ A jak stajesz przed polka o Herodocie i widzisz 1869 pozycji, to nie zadajesz sobie pytania: co ja robie?!

­ Tak, ale pisanie i cale tworzenie to polemika z tym, co jest. Gdy wydaje sie nam, ze jestesmy gotowi spojrzec odrobinke inaczej, chociaz o pol stopnia, mozemy probowac wzbogacic obraz. Kazde pokolenie przeklada Herodota na nowo ­ i powstaja z tego zupelnie rozne ksiazki.

­ Jak ocenia Pan role Internetu i mozliwosc blyskawicznej reakcji czytelnikow przez czat?

­ Bralem udzial w jednym czacie „Gazety Wyborczej”. To fascynujace, ciekawe ­ ale wtorne po tym, co samemu ma sie do napisania. Czytelnik sam wybiera ­ kupuje ksiazke albo nie.

­ No a co z ta globalizacja?

­ O globalizacji wychodzi kilkanascie ksiazek na miesiac. Samo pojecie jest mlode, uzyl go Robertson w 1985 roku. Rozglos zdobylo po zakonczeniu zimnej wojny. Najogolniej chodzi w niej o ruch kapitalu finansowego. Inny aspekt to prywatyzacja przestepczosci, bo dotad przemoc byla monopolem panstwa (armia, policja, celnicy, handel bronia). Ale globalizacja to worek, do ktorego wrzuca sie wszystko. Jest aspekt pozytywny i negatywny ­ trzeba sprecyzowac, o jaka globalizacje Pan pyta.

Notowala: Anna Pytlowany