Inny w globalnej wiosce

Autor: Ryszard Kapuściński
źródło: ‚Znak’ nr 1/2004
data publikacji: 2004-01-01
——————————————————————–
Wykład inauguracyjny w Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie z 30 września 2003. Problem Innego i relacji z nim filozofia spotkania rozważała dotychczas na ogół w sytuacji naocznej bezpośredniości i w obrębie tej samej kultury. Przed tym kierunkiem filozoficznym stoi jeszcze otworem pole dociekań nad relacją Ja – Inny, kiedy jedna ze stron należy do innej rasy, religii lub kultury. Pośród wielu problemów, które ksiądz profesor Józef Tischner podejmował w swoich dociekaniach filozoficznych, znajdują się również jego przemyślenia na temat Innego – innej osoby, z którą stykamy się, wchodzimy w kontakt, nawiązujemy nić komunikacji. Jest on jedynym ze znanych myślicieli polskich, który tak szeroko i w tak dogłębny sposób traktował i rozwijał problematykę Innego. Na czym polega doniosłość tej problematyki, jej waga i aktualność? W dziedzinie nauk filozoficznych pierwsza połowa XX wieku zdominowana jest przez ontologię i epistemologię Husserla i Heideggera. Ale żaden z nich nie przyznaje etyce miejsca wiodącego. Tymczasem doświadczenia ubiegłego wieku, z ich tragicznymi dla rodzaju ludzkiego i jego kultury następstwami, w naturalny sposób czynią koniecznym podjęcie tej właśnie problematyki. Na gruncie europejskim bowiem w pierwszych dziesięcioleciach minionego stulecia objawiają się dwa fenomeny nowe, nieznane dziejom – pierwszym są narodziny społeczeństwa masowego, drugim zaś – powstanie zagrażających samej istocie człowieczeństwa systemów totalitarnych: faszyzmu i komunizmu. Narodziny i związki tych dwóch zjawisk i procesów przykuwają całą uwagę myślicieli i pisarzy owej epoki – Jose Ortegi y Gasseta, Ericha Fromma, Hannah Arendt, Theodora Adorno i wielu innych. Starają się oni pojąć ten zdumiewający świat, który ich zewsząd zaatakował, chcą go zgłębić, zrozumieć i zdefiniować. Słowem-kluczem dla opisania go staje się przymiotnik ‚masowy’. Jest więc masowa kultura i masowa histeria, masowe gusta (czy raczej brak gustu) i masowy obłęd, masowe zniewolenie i wreszcie – masowa zagłada. Jedynym bohaterem na scenie świata jest tłum, a główną cechą tego tłumu, tej masy, jest anonimowość, bezosobowość, brak tożsamości, brak twarzy. Jednostka zgubiła się w tym tłumie, masa zalała ją, zstąpiła się nad nią jak wody jeziora. Stała się ona, żeby użyć określenia Gabriela Marcela, ‚bezosobowym anonimem w stanie cząstkowym’. Nurt krytyki tego stanu rzeczy zaowocował szeregiem dzieł wybitnych, starających się ukazać los ludzki w formie uogólniającej – jako doświadczenie zbiorowości i jako wspólnie przeżywany dramat. Spośród wielu, wielu tytułów można wymienić tu choćby Bunt mas, Samotność tłumu czy Korzenie totalitaryzmu. W pewnym jednak momencie, śledząc analizy, obserwacje i teorie tych myślicieli, zaczynamy odczuwać jakiś niedostatek, w przebiegu ich rozumowań i syntez brakuje nam ważnego ogniwa, a tym brakującym ogniwem jest jednostka, wyodrębniony z mas k o n k r e t n y c z ł o w i e k, konkretny Ja i konkretny Inny, jako że zgodnie z twierdzeniem filozofów dialogu Ja mogę istnieć jako byt określony t y l k o w s t o s u n k u d o – w stosunku do Innego, kiedy pojawi się on na horyzoncie mojego istnienia, nadając mi sens i ustalając moją rolę. Pisał Tischner w Filozofii dramatu: U początku pochodzenia świadomości j a leży obecność t y, a być może nawet obecność ogólniejszego m y. Dopiero w dialogu, w sporze, w opozycji, a także w dążeniu do nowej wspólnoty tworzy się świadomość m o j e g o j a, jako i s t o t y s a m o i s t n e j, odrębnej od drugiego. Wiem, że ja jestem, bo wiem, ż d r u g i jest. Właśnie z potrzeby uogólnienia tego doświadczenia, tego przeżycia, powstaje filozofia dialogu. Filozofia dialogu jest tym kierunkiem, orientacją czy nurtem, który chce zając się problematyką człowieka – Ja i, co niesłychanie istotne, j e g o r e l a c j ą z d r u g i m c z ł o w i e k i e m, z Innym. Ta wzbogacająca reorientacja od problematyki ściśle ontologicznej do szerszej problematyki etycznej, to radykalne zbliżenie myśli filozoficznej do człowieka jako bytu jednostkowego, odrębnego, nieporównywalnego i niepowtarzalnego są wyraźnie widoczne również w dziele Józefa Tischnera, w którym myślenie o spotkaniu Ja z Innym, zaznaczone już, co prawda, w wydanym w 1982 roku Myśleniu według wartości, staje się pierwszoplanowym tematem w opublikowanej w 1990 roku Filozofii dramatu. Nurt ten, w czasach nam współczesnych tworzyli i najbardziej konsekwentnie rozwijali Martin Buber i Franz Rosenzweig, Gabriel Marcel i najczęściej przez Tischnera przywoływany Emmanuel Levinas. Specyficznych praźródeł filozofii dialogu czy – jak mówimy również – filozofii spotkania lub filozofii Innego, zwłaszcza w tych twierdzeniach, w których sugeruje ona, że droga do Boga wiedzie przez Innego, że w twarzy Innego zdolni jesteśmy ujrzeć Jego oblicze, możemy upatrywać w owej starożytnej epoce antropomorficznej, kiedy to wyobraźnia ludzka nie wytyczyła jeszcze granicy między światem bogów i ludzi, w którym bóstwo wyobrażano sobie na podobieństwo człowieka i odwrotnie. Tą cechą ówczesnego umysłu Cyprian Norwid objaśnia w swoim wstępie do Odysei gościnność, z jaką spotyka się Odys na swojej drodze do Itaki: Bo tam – pisze Norwid o świecie starożytnej Grecji – w każdym nędzarzu i tułaczu obcym podejrzewało się naprzód, c z y l i o n n i e j e s t z B o g a ? Nie można było ugościć nikogo, zapytując naprzód: k t o j e s t p r z y c h o d z i e ń ? – ale dopiero skoro się w nim uszanowało b o s k o ś ć, zestępowało się do l u d z k i c h pytań. I to się nazywało gościnnością, a policzało ją dlatego właśnie między nabożne praktyki i cnoty. Jakiegoś ‚o s t a t n i e g o c z ł o w i e k a!’ nie było u Greków Homera! – zawsze on był pierwszym, bo jest boskim. I, dodaje Norwid, wielkość dzieł Homera leży w tym, iż on ‚wszelkiego człowieka’ uznaje ‚b o s k i m’. Filozofię Innego uprawiał Józef Tischner z pasją i przenikliwością, aż do końca swojej ziemskiej wędrówki. W niestrudzonym głoszeniu jej przekonań i zasad – i to właśnie dziś, w czasach, w których żyjemy – tkwi głęboki humanizm i prawdziwy heroizm. A dlatego ma ona, poza walorami ściśle naukowymi, cenę tak wysoką, że występuje z otwartością i odwagą w obronie drugiego człowieka, w obronie Innego w świecie tak często poddającym się pokusom egoizmu i zachłannego konsumeryzmu. Wielka zasługą tej filozofii jest już to, że w ogóle mówi ona o poszczególnym człowieku, o każdej jednostce jako wartości samej w sobie, że ciągle przypomina o jej istnieniu, jej prawie do egzystencji i artykulacji. W naszym postmodernistycznym szumie, w naszym pomieszaniu języków, bezcenny jest ten mocny i wyrazisty głos podnoszący takie wartości jak tożsamość, szacunek, dostrzeganie i poważanie drugiego – Innego. Ale nie koniec na tym. Bo Tischner, rozwijając i wzbogacając wątki występujące w filozofii Emmanuela Levinasa, zwłaszcza w jego Całości i Nieskończoności, mówi, że Ja nie tylko ma się odnieść do Innego, ale ze musi na siebie brać odpowiedzialność i być gotowym ponieść konsekwencje takiej decyzji, takiej postawy. Że jest w tym chrześcijański akt poświęcenia? Tak – poświęcenia, wyrzeczenia i pokory. Problem Innego i relacji z nim, stosunku do niego, filozofia spotkania rozważała dotychczas na ogół w sytuacji naocznej bezpośredniości i w obrębie tej samej kultury. Przed tym kierunkiem filozoficznym stoi jeszcze otworem pole dociekań nad relacją Ja – Inny, kiedy jedna ze stron należy do innej rasy, religii lub kultury. W jakim stopniu będzie to komplikowało tok naszej refleksji, czyniło ją bardziej złożoną, trudną i wieloznaczną? Jest niezmiernie ważne dziś, kiedy żyjemy w świecie wielokulturowym, a postępy komunikacji tę wielokulturową naturę naszej współczesności czynią coraz bardziej oczywistą, widoczną i wszechobecną. Nasza planeta zawsze była co prawda wielokulturowa, od niepamiętnych czasów ludzie mówili na niej różnymi językami i wierzyli w różnych bogów, ale tak potoczyły się losy świata, że przez ostatnie pięć wieków dominowała nad nami kultura czy cywilizacja europejska i wobec tego mówiąc ‚my’, rozumieliśmy – my, wszyscy ludzie, choć w rzeczywistości chodziło tylko o nas, Europejczyków. Ale dziś zaczynamy już nieodwołalnie wchodzić w epokę, kiedy to jednoznaczne równanie my = Europejczycy, jako synonim wszystkich ludzi na świecie, zostaje zakwestionowane przez trwające przemiany dziejowe. W następstwie tych przemian obudziły się bowiem, ożyły i zaczęły domagać się równoprawnego miejsca przy okrągłym stole świata inne, wcale liczne, a dotychczas zdominowane lub zmarginalizowane kultury. A są one ambitne i dynamiczne i mają zarazem silnie rozwinięte poczucie wartości. W tych staraniach o nowe miejsce pod słońcem i przyznanie godnych praw Innemu filozofowie i myśliciele tamtych podnoszących się kultur będą mogli czerpać inspirację z dorobku myśli krakowskiego duchownego, myśliciela z Łopusznej. Tischner i inni dialogicy próbują posiać w nas zbawienny niepokój, uświadomić istnienie, a nawet bliską obecność Innego, konieczność poczucia się za niego odpowiedzialnym i nawet więcej – uznania, że ta odpowiedzialność jest ważkim nakazem etycznym. Jakaż odwaga jest w samym podnoszeniu tego tematu i wskazywaniu na jego transcendentny wymiar w chwili, kiedy w kulturze współczesnej dominuje postawa ograniczania się i zamykania w swoim prywatnym, egoistycznym ja, w szczelnie izolowanym kręgu, w którym można by zaspokajać swoje popędy i zachcianki konsumenta. Przeciwstawienie pokusom i dyktatowi konsumeryzmu ducha odpowiedzialności za Innego – oto, w czym autor Księdza na manowcach widzi powinność, a nawet obowiązek człowieka. Reflksja nad Innym pobudza Józefa Tischnera do rozważań nad naturą i treścią spotkania między Ja i Innym. Spotkania, które – jak podkreśla to wielokrotnie – winno być ważnym wydarzeniem. Do spotkania trzeba się więc wewnętrznie przygotować, bo powinno być ono przeciwieństwem naszego codziennego a obojętnego mijania się w tłumie. Spotkanie jest przeżyciem zasługującym na pamięć – jest doświadczeniem. I znowu Tischner napomina nas, abyśmy spotykając Innego, byli cały czas świadomi wagi tego faktu, świadomi jego miejsca i roli w prywatnej, indywidualnej duchowej historii własnego Ja. Tym napomnieniem chce on podnieść o istotny szczebel wyżej charakter, treść i powagę stosunków międzyludzkich, ich znaczenie dla nas i ich na nas wpływ. Ale co jest główną treścią spotkania? Jest nią dialog. W ostatnich tekstach autora Polskiego kształtu dialogu ciągle powtarzają się zwroty w rodzaju: ‚otwarcie dialogiczne’, ‚perspektywa dialogiczna’, ‚świadomość dialogiczna’, ‚płaszczyzna dialogiczna’ itp. Levinas definiuje to tak: ‚człowiek jest bytem, który mówi’. A więc – dialog. Celem tego dialogu ma być wzajemne zrozumienie, celem zaś tego zrozumienia – wzajemne zbliżenie, a to rozumienie i zbliżenie osiąga się na drodze poznania. Jaki jest przedwstępny warunek całego procesu, tego równania? Jest nim w o l a poznania, chęć, owo zwrócenie się ku Innemu, wyjście mu naprzeciw, nawiązanie z nim rozmowy. Jednakże w praktyce życia okazuje się to niezmiernie trudne. Doświadczenie ludzkie dowodzi, że w pierwszym momencie, w pierwszym odruchu człowiek reaguje na Innego z rezerwą, powściągliwie, nieufnie czy wręcz niechętnie, a nawet wrogo. My wszyscy, ludzie, na przestrzeni dziejów zadaliśmy sobie zbyt wiele ciosów, zbyt wiele bólu, żeby było inaczej. Stąd całe cywilizacje odznaczały się owym poczuciem obcości wobec Innego. Grecy nazywali nie-Greków barbaros: tymi, którzy mówią bełkotliwie, których nie sposób zrozumieć, więc lepiej trzymać ich na odległość – na odległość i w poniżeniu. Rzymianie przeciw Innemu budowali sieć umocnień granicznych – limes. Chińczycy nazywali niechińskich przybyszów zza oceanu Yang-kwei, morskimi potworami, i starali się trzymać ich na dystans. A w naszych czasach? Arogancja jednych wobec kultur i religii innych? A archipelagi wszelkich gett i obozów rozciągnięte na naszej planecie? Wszelkie mury i zapory, rowy i zasieki? Ileż tego wszędzie, na wszystkich kontynentach! Jakże trudnym wyzwaniem stały się postępy komunikacyjne ostatnich dziesięcioleci. Z jednej strony one na pewno nas przybliżą do siebie, ale czy naprawdę z b l i ż a j ą? Między człowieka a człowieka, między Ja i Innego wprowadzono technicznego pośrednika – iskrę elektryczną, impuls elektroniczny, sieć, łącze, satelitę. Hinduskie słowo upaniszada oznaczało: siedzieć blisko, być blisko. Ja przekazywało się Innemu nie tylko w słowie, ale również swoją bliskością, bezpośredniością, byciem razem. Tego doświadczenia, tego przeżycia nic nie jest w stanie zastąpić. Paradoksalność tej sytuacji medialnej idzie dalej. Z jednej strony rośnie globalizacja mediów, ale z drugiej zwiększa się jej płycizna, niezborność, chaos. Im więcej człowiek ma kontaktu z mediami, tym bardziej skarży się na zagubienie i samotność. Jeszcze na początku lat 60., kiedy telewizja była ciągle w powijakach, Marshall McLuhan użył terminu ‚globalna wioska’. McLuhan był katolikiem o wielkiej misjonarskiej pasji i wyobrażał sobie, że nowe medium uczyni nas wszystkich braćmi żyjącymi w jednej wspólnocie wiary. To określenie McLuhana, powtarzane dziś bez zastanowienia, okazało się jedną z największych pomyłek współczesnej kultury. Bo istota wioski polega na tym, że jej mieszkańcy znają się blisko, obcują ze sobą, dzielą wspólny los. Tymczasem niczego takiego nie można powiedzieć o społeczeństwie naszej planety, które raczej przypomina anonimowy tłum na jednym z wielkich lotnisk, tłum pędzących w pośpiechu, wzajemnie obojętnych i nieznających się ludzi. Dopiero na takim tle wyraziściej odczuwamy głęboki humanizm, żarliwość i nadzieję nauki Józefa Tischnera o Ja i Innym jako podstawie ładu ludzkiego na Ziemi. Pomoc: Beata Plaskowska
UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*