Ryszard Kapuściński - pisarz, reporter, poeta.

Grand Press 2010 dla Dziennikarza Roku a „Dekalog dziennikarza” z „Biblii dziennikarstwa” czyli niskie loty wysokiej nagrody

„…naiwne było moje myślenie, że Peruwiańczycy głosują na idee. Głosowali /…/ pod presją obrazów, mitów, uderzeń serca albo niejasnych uczuć czy resentymentów niemających większego związku z rozumem.” (Maria Vargas Llosa, „Jak ryba w wodzie”)

Umówmy się, gdyby Artur Domosławski napisał biografię „Kiełbasiński non-fiction”, i to przynajmniej tak znakomitą, jak „Kapuściński non-fiction” a może nawet znakomitszą, bo niechby i z pominięciem błędów, które wytykają mu co wnikliwsi krytycy, najprawdopodobniej nie zostałby „najlepszym dziennikarzem roku”. Ergo, głosujący na Grand Press dla najlepszego głosowali w gruncie rzeczy nie na Domosławskiego a na Kapuścińskiego. Zadziałała magia nazwiska. A zatem – śmiem twierdzić – jest to nagroda nie „za” Kapuścińskiego a „dla” Kapuścińskiego.

„Jest pewna ironia w sytuacji, że nagrodę wręcza mi Andrzej Skworz i redakcja ‚Press’, która nie zostawiła suchej nitki na mojej pracy, ale ja bardzo lubię ironiczne sytuacje” – powiedział Domosławski, odbierając nagrodę. A ja dodam, że wielopiętrową ironią jest dopiero fakt, iż akurat nazwisko „Kapuściński” stało się dla Domosławskiego trampoliną do nagrody, w sytuacji, gdy jego książka na moje oko złamała po kolei wszystkie przykazania etyczne wyliczone przez ks. red. Adama Bonieckiego w wydanej w tym roku „Biblii dziennikarstwa” (pod redakcją Andrzeja Skworza i Andrzeja Niziołka) przez wydawnictwo „Znak”, które to wydawnictwo zerwało umowę z Domosławskim na wydanie biografii Kapuścińskiego w trakcie jej powstawania z przyczyn etycznych i że toczy się sądowy  proces wytoczony autorowi biografii przez żoną Ryszarda Kapuścińskiego o naruszenie dóbr osobistych (wg pozwu naruszonymi dobrami są: prawo do dobrej pamięci po zmarłym mężu, prawo do życia prywatnego oraz prawa autorskie po mężu, TVN24, 8.11.10).

Jaki będzie wynik tej rozprawy jeszcze nie wiadomo, ale znane są wypowiedzi Jerzego Illga na ten temat, na przykład taka: „…jak oświadczyłem na użytek Sądu, nieprawdziwe są twierdzenia p. Artura Domosławskiego, iż ‚informował wdowę o tym, że pracuje nad biografią pisarza’ (GW, 24.2.10). Przeciwnie – fakt ten przed nią zatajał, nakłaniając do tego także mnie jako przyszłego wydawcę książki.” (GW, 28.2.10)

Artur Domosławski zrzekł się nagrody rzeczowej w postaci samochodu przeznaczając go „na jakiś szczytny cel”. Bardzo to szlachetne. Jednak o ileż szlachetniej byłoby, gdyby przypomniał, że w jego sprawie toczy się proces i że lepiej byłoby może poczekać na jego wynik, bo jeżeli sąd oficjalnie orzeknie, że laureat nagrody przyznawanej za „profesjonalizm, promowanie światowych standardów pracy w mediach i przestrzeganie etycznych kanonów zawodu” złamał te zasady, to co? Czy wtedy mu się nagrodę odbierze? Czy sam ją odda?

Publicysta Paweł Kwiatkowski („Przedsiębiorstwo Apokalipsa. O etyce dziennikarskiej”, Poznań 2003), który sformułował szereg pytań do Artura Domosławskiego dotyczących szczegółów i nieścisłości w biografii Kapuścińskiego i opublikował je na swojej stronie zaraz po ukazaniu się biografii, teraz mówi, że „‚Press’ padł ofiarą swojej własnej bezstronności”. Tak, tu rzeczywiście można mówić o ofierze. Bo to „Press” opublikował na wiosnę krytykę biografii pióra swojej dziennikarki Renaty Gluzy (i członka jury Grand Press): „Najnowszą biografię Kapuścińskiego można spuentować cytatem z książki Artura Domosławskiego: ‚Coś tam się trzyma realiów, ale raczej mniej niż więcej’.” Potem jest tylko gorzej. Rzeczywiście, „Press” nie zostawia suchej nitki na biografie Kapuścińskiego.

Jeśli kilka miesięcy później konkurs, którego pomysłodawcą jest redakcja „Press”, ogłasza just Domosławskiego „Najlepszym Dziennikarzem Roku”, to coś tu się nie zgadza! Gdyby to był program „Taniec z gwiazdami”, gdzie telewidzowie głosują wedle swojego widzimisię, a nie na tego, kto najlepiej tańczy, to byłoby wszystko w porządku. Taka konwencja. TVN nie zależy na wyłonieniu najlepiej tańczącej gwiazdy, a na dochodach z głosowania i rentowności programu. Ale tu chodziło o „Najlepszego Dziennikarza Roku”. Najlepszego! W całej Polsce! Nie „Najgłośniejszego”! Nie „Najlepiej Sprzedającego Się”! Nie „Najczęściej Dyskutowanego”! Ale „Najlepszego”!

I jeszcze z tekstu Renaty Gluzy: „Agata Tuszyńska, autorka kilku biografii, z emfazą punktuje słabości książki: ‚Ta biografia jest przykrością, nadużyciem i portretem, którego celem wydaje się wszechwładna weryfikacja tak zwanej prawdy Kapuścińskiego’. /…/ [Domosławski] w wywiadach tłumaczy, że źle odczytano jego dzieło. Wyjaśnia w nich np., że uśmiech Kapuścińskiego ‚to było samo ciepło i życzliwość’ – tylko że w książce stoi: ‚nie może to być sama życzliwość’, ‚uśmiech był maską’. Teraz mówi: ‚Nie stawiam zarzutów »Cesarzowi«, bo uważam go za wielką książkę’ – a w książce czytamy opinie typu: ‚baśnie tysiąca i jednej nocy’. Słuchając go teraz, ma się wrażenie, jakby nie znał własnej książki.” Rzeczywiście, Artur Domosławski w różnych wywiadach sam zaprzecza temu, co napisał w książce, plącze się i mota.

Burze wokół różnych nagród są na dobrą sprawę zaprogramowane, bo często jedynymi kryteriami są subiektywne opinie członków jury zderzone z subiektywnymi opiniami reszty społeczeństwa. Jednak, w sytuacji, gdy miesięcznik „Press” wydał już swoją opinię, nadanie nagrody, którą firmuje, z gruntu zaprzeczającej tej opinii jest de facto strzeleniem sobie w stopę. Owszem, może i tak jest, że „Press” padł ofiarą swojej bezstronności, czy też zwyciężyła bezstronna logika systemu, ale znaczy to tylko tyle, że system był wadliwy.

Nie przyszłoby mi do głowy, że „Press”, jako twórca nagrody, nie zostawi sobie prawa do decydującego zdania, do kontroli mechanizmu wyłaniania kandydatów już na etapie preselekcji. Przecież to „Press” robi sobie teraz „z gęby cholewę”. Bo wychodzi na to, że „najbardziej prestiżowy konkurs dziennikarski w Polsce” wygrał dziennikarz, o którego dziele sam „Press” pisał (cytując cytat z jego książki), że „coś tam się trzyma realiów, ale raczej mniej niż więcej” i z którym żona Ryszarda Kapuścińskiego procesuje się o nieetyczne zachowanie wobec niej, jej zmarłego męża i ich córki.

Oczywiście, można by powiedzieć, co tam żona, tu chodzi o PRAWDĘ o „Dziennikarzu Wieku” (też nagroda „Press” przyznana w 1999 roku Ryszardowi Kapuścińskiemu). A czytelnikowi należy się prawda. Prawda tak, ale jeżeli Domosławski wyciąga sprawy córki Kapuścińskich nigdy z nią na ten temat nie porozmawiawszy i to przekazuje nam jako prawdę („Pan nie ma o tym pojęcia”, mówi przyjaciółka „Zojki” Kapuścińskiej na debacie o biografii w Instytucie Reportażu 16.3.10), to ja jako czytelnik takiej prawdy nie chcę! Dlatego nie czytuję prasy typu „Fakt” czy Superexpress”, żeby się takimi „prawdami” nie karmić.

Dlaczego? Już wyjaśniam. Na następny dzień po ogłoszeniu nagrody napisałam na profilu „Press” na Facebooku, że jeżeli redakcja „Press” nagradza Domosławskiego, to znaczy, że widocznie jakaś część jej dziennikarzy nie identyfikuje się z tym, co „Press” publikuje. Byłam bowiem przekonana, że to głosy redakcji „Press” współdecydują o tym, kto startuje do konkursu (i nie było to aż tak bardzo chybione, zważywszy, że we wcześniejszych latach przy nagrodzie stała informacja, że decyduje jury i dziennikarze „Press”). Okazało się, że jestem w błędzie, co bardzo ostro wytknął mi, i słusznie, redaktor naczelny „Press” Andrzej Skworz. Natychmiast przeprosiłam, usunęłam swoje komentarze i zweryfikowałam swoją wiedzę na temat zasad konkursu. Faktycznie, są takie, że „Press” może stać się ich ofiarą.

A teraz wyobraźmy sobie, jak muszą się czuć żona i córka Kapuścińskiego? Książka o ich mężu/ojcu i o nich samych to nie są dwa mijające się z faktami komentarze na Facebooku, które można dwoma kliknięciami usunąć. To może przeczytać cała Polska a wkrótce i cały świat. Dlatego albo chciałabym przeczytać coś, co faktycznie jest prawdą i zostało opublikowane zgodnie z zasadami etycznymi dziennikarstwa albo naruszona zostaje „zasada pierwszeństwa”, „pierwszeństwa dobra odbiorcy – przed dobrem dziennikarzy, wydawców i producentów”, czyli mojego czytelniczego dobra, o czym mowa jest w „Biblii dziennikarstwa”. Robienie mi, czytelnikowi, wody z mózgu, naruszanie mojego dobrego samopoczucia poprzez serwowanie mi nieprawd czy półprawd o nieżyjącym pisarzu czy żyjących gdzieś osobach, o których z całą pewnością wiem – jak cała Polska wie – że zostały potraktowane jak gruszki bokserskie, to grube nadużycie.

Ale to jest względne, ktoś powie. Zobaczmy. W „Biblii dziennikarstwa” czytam: „Czy na przykład zapotrzebowanie (‚ludzie to kupią’) na jakiś rodzaj medialnych usług (plotek, sensacji, pornografii) dowodzi, że służą one dobru odbiorcy? Ostateczne określenie ‚dobro odbiorcy’ pozostaje sprawą przekonań, czy nawet wyznawanej przez medialnego nadawcę filozofii.” Otóż „najbardziej prestiżowa nagroda dziennikarska” w kraju powinna mi, czytelnikowi, gwarantować, że nie honoruje medialnych usług w rodzaju „plotek, sensacji, pornografii”…

Weźmy taką Pokojową Nagrodę Nobla. Też wzbudza kontrowersje. Ale przecież jury nie zasłania się tym, że decyzja zapadła największą ilością głosów zgłaszających, bo na tej zasadzie nagle może musiałoby dać Pokojowego Nobla Bin Ladenowi, jako że najwięcej organizacji muzułmańskich pewnie by go chętnie zgłosiło (i nie jest to wbrew pozorom takie absurdalne, w końcu głoszą, że walczą o pokój na świecie). Zadaniem jury jest pilnowanie, żeby zasady przyznawania nagrody nie zostały złamane, bo pogrzebałoby to nagrodę jako taką. Jej wartością jest jej jakość (a nie ilość głosów).

I w tym duchu na zakończenie zacytuję „Dekalog dziennikarza”, którego autorem jest Stanisław Mocek, socjolog i politolog, prorektor Collegium Civitas w Warszawie, a który cytuje ks. Adam Boniecki w rozdziale „Etyka dziennikarska” „Biblii dziennikarstwa” (bo w końcu nie każdy ma ją pod ręką):

I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Boga, władzy, partii, bezpardonowego dążenia do kariery i sukcesu, żądzy sensacji i poklasku za wszelką cenę.

II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.

Bądź wrażliwy na symbole i na uczucia innych. Roztropnie poruszaj się między przemilczaniem a nadużywaniem.

III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Miej czas na zastanowienie, na refleksję. W pędzie codziennego życia znajdź chwilę na określenie miejsca, w którym jesteś, na ocenę jakości spraw, którymi się zajmujesz.

IV. Czcij ojca swego i  matkę swoją.

W tym miejscu i czasie nie wziąłeś się znikąd. Pamiętaj o tradycji, pamiętaj o bliskich, krewnych, znajomych, przyjaciołach i tych, którzy już odeszli, ale pozostawili dziedzictwo, byś mógł z niego czerpać wiedzę i umiejętności. Przełóż tę zasadę na formę swojej działalności na rzecz innych i dobra wspólnego.

V. Nie zabijaj.

W sferze duchowej nie zabijaj słowem. Bądź odpowiedzialny za to, co mówisz, za to, co piszesz, za to, co robisz, aby nie skrzywdzić innych.

VI. Nie cudzołóż.

Bądź wierny podstawowym zasadom, bądź lojalny wobec sprawdzonych przyjaciół. Nie wchodź w związki z ludźmi, którzy cię uzależnią. Nie rezygnuj ze swoich przekonań, poglądów, idei, wartości. Ceń samego siebie, nie rozmieniaj się na drobne.

VII. Nie kradnij.

Koncentruj się na działaniu jako własnym akcie twórczym. Bierz pod uwagę pomysły innych, ale ograniczaj nimi swoją inspirację. W sferze materialnej kontroluj, skąd napływają do ciebie pieniądze, upominki, przywileje, nagrody.

VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

Wyrażaj prawdę o świecie. Nie manipuluj informacja i faktami, aby zaszokować odbiorców.

IX. i X. Nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Walcz z uczuciami zawiści i zazdrości. Rywalizację z otoczeniem oceniaj w kategoriach kreacji, a nie wzajemnej wrogości wszystkich i każdego. Nie ulegaj narzuconym formom zachowań nacechowanych zawodową walką na śmierć i życie.

Do tego komentarz ks. Bonieckiego: Określenie „etyczny” odnosi się ostatecznie nie do mediów jako takich – sensownie można je odnieść tylko do zachowań człowieka. A ja dodam, jako człowiek niewierzący, że akurat w taki dekalog wierzę i nadal chciałabym wierzyć.

*

I co teraz zrobić z faktem, że jednak najwięcej redakcji głosowało na Domosławskiego? Nic. Nic się nie da zrobić. Nagroda została przyznana. Wkrótce zapomni się o tym, że „Press” „nie zostawił suchej nitki… itd.” (tym bardziej, że tekst Renaty Gluzy „Uwiedzeni” już został usunięty z portalu „Press”), a zostanie sama nagroda. W kolejnym wydaniu „Kapuściński non-fiction” wiadomość o nagrodzie zapewne wielkimi literami oplecie okładkę książki. I niektórym książka będzie się bardzo podobała, jak na przykład jednej z jej wiosennych obrończyń, której tak bardzo się podobała, że jak zaczęła ją czytać w pociągu, tak dokończyła na następny dzień w domu (ponad 600 stron!), lub – jeszcze lepiej – bardzo podoba się jej wydawcy, który, jak zapewnia, czyta rocznie setki książek, co daje przynajmniej kilka dziennie… i nie mam więcej pytań, amen.

Elżbieta Binswanger-Stefańska

*

info ze strony GRAND PRESS:

Zwycięzcą konkursu Dziennikarz Roku 2010 jest Artur Domosławski.  Reporter „Gazety Wyborczej” jest autorem głośnej biografii Ryszarda Kapuścińskiego „Kapuściński non-fiction”, która podzieliła środowisko dziennikarskie. Mimo to zdobył on najwięcej głosów redakcji.

W tym roku, o tym kto zostanie Dziennikarzem Roku zdecydowało jury, a nie wyłącznie głosy redakcji. Żaden z nominowanych nie otrzymał bowiem wymaganych regulaminem konkursu 15 proc. głosów. W takiej sytuacji o ostatecznym zwycięstwie decyduje jury Grand Press. To uznało, że tytuł należy jednak osobie, którą wskazało najwięcej redakcji.

W piątce dziennikarzy, którzy otrzymali najwięcej głosów  znaleźli się:

1. Artur Domosławski („Gazeta Wyborcza”)

2. Tomasz Lis (TVP 2, „Wprost”)

3. Anita Werner („Fakty”, TVN 24)

4. Mariusz Szczygieł („Gazeta Wyborcza”)

5. Jarosław Kuźniar (TVN 24)

Nominacje nadsyłają kolegia redakcyjne polskich gazet, czasopism, stacji radiowych i telewizyjnych.

Nagrodą dla Dziennikarza Roku jest samochód Citroën C5 oraz statuetka stalówki.

http://www.grandpress.press.pl/431,0,artur-domoslawski-dziennikarzem-roku-2010.html

Jury Grand Press 2010:

Bogusław Chrabota (Polsat News), Roman Czejarek (Program I Polskiego Radia), Renata Gluza („Press”), Katarzyna Janowska („Przekrój”), Andrzej Jonas („The Warsaw Voice”), Paweł Lisicki („Rzeczpospolita”), Edward Miszczak (TVN), Piotr Mucharski („Tygodnik Powszechny”), Andrzej Skworz („Press”), Tadeusz Sołtys (RMF FM), Marek Twaróg („Polska Dziennik Zachodni”), Tomasz Wróblewski („Dziennik Gazeta Prawna”), Rafał Zakrzewski („Gazeta Wyborcza”).

Regulamin konkursu o nagrodę dla Dziennikarza Roku

Art. 1.

Miesięcznik „Press” dbając o:

– profesjonalizm w dziennikarstwie,

– przestrzeganie etycznych kanonów tego zawodu,

– promowanie najwyższych standardów pracy w mediach,

ustanawia nagrodę dla Dziennikarza Roku. Może ją otrzymać osoba, której praca spełnia wszystkie trzy wymienione wyżej warunki.

/…/

Art. 6.

1. Nagrodę dla Dziennikarza Roku otrzymuje osoba, która zdobędzie największą liczbę punktów od nominujących do nagrody kolegiów redakcyjnych, przy czym jeśli zwycięzca nie otrzyma co najmniej 15 procent wszystkich przyznanych punktów, organizator może zdecydować o nieprzyznaniu tytułu Dziennikarza Roku lub decyzję o jego wyborze przekazać jury Grand Press.

/…/

Art. 7.

1. W sytuacji gdy o wyborze Dziennikarza Roku decyduje jury Grand Press (art. 6, pkt 2), nagroda przyznawana jest temu z kandydatów, który w głosowaniu jury uzyskał bezwzględną większość głosów.

2. Jeżeli w pierwszym głosowaniu za żadnym z kandydatów nie opowiedziała się wymagana większość członków jury, przeprowadza się ponowne głosowanie.

3. Jeżeli drugie głosowanie nie wyłoniło laureata nagrody, przeprowadza się dodatkowe głosowanie, z tym że uchwała jury o przyznaniu nagrody może zapaść zwykłą większością głosów.

4. Jeżeli trzecie głosowanie nie doprowadzi do wyłonienia laureata nagrody, członkowie jury podejmą decyzję o sposobie przyznania nagrody lub nagrody nie przyznają.

5. Każde z głosowań jury może być poprzedzone dyskusją.

Warszawa, we wrześniu 2010 roku