Czego Pan szuka, Ryszardzie Kapuściński?

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
Autor: Ursula von Arx
źródło: Neue Zürcher Zeitung
data publikacji: 2003-06-01
——————————————————————–

Ryszard Kapuściński, 1932 ur. w Pińsku, jest reporterem. Wielokrotnie nagradzany, niedawno mianem „Polskiego Reportera Stulecia”. Od 40 lat podróżuje po świecie, przede wszystkim po Afryce, Ameryce Łacińskiej; również obserwator rozpadu Związku Radzieckiego. W celu przeżycia „Historii w akcji” i zarazem jej zrozumienia wielokrotnie narażał się na przeróżne niebezpieczeństwa. „Świat jest tak bardzo bogaty” mówi.

Ryszardzie Kapuściński, porozmawiajmy o Pana początkach.

Jako dziecko marzyłem o podróżowaniu.

Ma Pan również dzisiaj marzenia? Widział Pan przecież świat ze strony, dla innych dostępnej tylko w marzeniach sennych.

Ja w ogóle nie mam marzeń sennych. Sprawia mi to smutek, ale nie zaznałem tej formy imaginacji. Duża cześć literatury bazuje na marzeniach. Ja nigdy nie będę mógł napisać czegoś, co miało swój początek w sferze marzeń.

Brakuje Panu fantazji?

Możliwe, ze jest to moja słabość, tak. Pisarz powieści może po prostu siedzieć przed pulpitem i pisać, ja zaś musze się stale przemieszczać i „dotykać” świat. Musze przeżyć to, o czym będę pisać. Wiele zależy od tego, czy ludzie mi zaufają i opowiedzą własne historie.

Sprawia Pan wrażenie osoby bardzo milej, nie odpowiada to stereotypowi podróżnika.

W mojej pracy bardzo ważna jest empatia, trzeba umieć cierpieć z innymi i dzielić z nimi nadzieje. Lubię ludzi, jestem bardzo ciekawy, to wystarcza, nie musze się wysilać. Z awanturnictwem nie ma to nic wspólnego.

„Ktoś, kto tak się naraża na niebezpieczeństwa, jak Kapuściński, nie może być normalny” powiedział Salman Rushdie.

Ach, Salman jest moim bardzo bliskim przyjacielem. Niebezpieczeństwo jest częścią mojej pracy, musze to po prostu zaakceptować, basta. Poza tym świat ogólnie jest niebezpiecznym miejscem. Każdy człowiek się boi, pytanie brzmi, jak ktoś sobie z tym strachem radzi. Często istnieje cos ważniejszego niż własny strach. Naturalnie jest on silnym i niemiłym uczuciem. Niektórych paraliżuje. Kto nie przeżył nigdy wścieklej nienawiści, czy ogromnego głodu, ten nie potrafi zrozumieć niektórych rzeczy na świecie. Taki ktoś ma zupełnie inna świadomość i o wiele spokojniejsze sumienie. Czasami nie znajduje środków, by cos czytelnikowi wytłumaczyć. Czuje się wtedy w pewien sposób wykluczony.

Pan również jest mężem oraz ojcem córki. Czy jest dla Pana możliwe, wypełnić wszystkie swoje zadania w stosunku do nich?

Nie jest to niemożliwe. Dzisiejsze warunki pracy wymagają bycia stale w ruchu i bycia elastycznym. Stało się to dzisiaj norma.

Ciągle znajduje się Pan w ruchu. Czy nie czuje się Pan momentami pozbawiony rodzimych korzeni?

Nie można mięć wszystkiego. Polska nadal jest i zawsze była moja ojczyzna. Mogę pisać tylko w moim ojczystym języku i tylko u mnie w domu przy moim biurku.

Podczas podroży nie robi Pan żadnych notatek?

W krajach tropikalnych panuje momentami taki upal, ze nie jestem w stanie zrobić czegokolwiek. W miejscach, w których toczą się natomiast wojny, nie mogę być nigdy pewien, ze moje notki przetrwają te podróże. Jestem już wytrenowany wszystko co przeżyje zapisywać w mojej pamięci. Nigdy nie używam również dyktafonów, ponieważ zmieniają one bardzo glos moich rozmówców.

Kiedy miała miejsce Pana pierwsza podroż, jako reportera?

To było w 1956 roku. Polska gazeta wysłała mnie do Indii, które doznały ogromnej powodzi. Widziałem miliony ludzi, pozbawionych domów, głodnych, nieszczęśliwych, walczących o przeżycie. Widziałem świat, o którym w Europie nie miano pojęcia.

Jak ważna jest dla Pana historia?

Bardzo ważna, pogłębia tożsamość. U nas, gdzie współczesność jest bardzo dynamiczna, zapomina się łatwo, kim się było i skąd się pochodzi. Prowadzi to do wykorzenienia. Istnieją afrykańskie języki, w których brak form czasu przyszłego, istnieje tylko przeszłość i teraźniejszość. Zmarli są grzebani przed domami, są stale obecni wśród żywych i dają im sile. Historia często przekazywana jest ustnie, ma własnych bohaterów i formę mitów. Podczas opowiadania ulega przeobrażeniom i zostaje dopasowana do aktualnych potrzeb. Ludzie są tam bardzo wzruszeni przeszłością swoich plemion.

Czy jest Pan szczęśliwy, kiedy Pan pisze?

Nie. Są ludzie, którzy kochają moje książki. To mnie naturalnie bardzo cieszy. Ale kiedy siedzę przed biała kartka papieru i myślę o problemach, które czkają mnie podczas pisania, boje się. Pisanie czyni pokornym, gdyż jest się tylko tak dobrym jak ostatnie napisane zdanie. Nigdy nie jestem zadowolony ze swoich książek, tylko czasami troszkę mniej niezadowolony.

Jakie to dla Pana uczucie, starzeć się?

Uczucie, ze nie mam wystarczająco czasu, jest bardzo silne. To paradoks: Im mniej mam czasu, tym więcej ludzi chce cos ode mnie. Czasami zdarzają się dni, przez które nic nie zrobiłem, poza ciągłym mówieniem nie.

Dziękuje Arkowi Kostrzewskiemu za pomoc w uzyskaniu tekstu rozmowy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*