Co słychać?

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Autor:Dorota Inés Nowak
Źródło:Tygodnik Powszechny, dodatek do nr 5,

Odwiedziłam Ryśka w szpitalu tydzień przed Jego śmiercią. Był słaby,
obolały, zmęczony chorobą, kroplówkami, oczekiwaniem na operację. Weszła
pielęgniarka.


– Jaki siostra ma śliczny naszyjnik, taki delikatny, bardzo mi się
podoba – powiedział, gdy nachyliła się, by sprawdzić, czy wenflon trzyma
się jak należy.


Oniemiałam. Ale on taki był. Zawsze autentycznie zainteresowany drugim
człowiekiem, uważny na szczegóły, szczerze przejęty rozmową, życzliwy,
otwarty, ciepły.


Miałam to niebywałe szczęście, że znałam Go właściwie przez całe moje
życie – rodzice bardzo przyjaźnili się z Alą i Ryśkiem. Na dodatek
trzynaście lat temu zaproponował mi, bym została jego asystentką. Nie
posiadałam się z radości. Tłumaczyłam dla Niego różne teksty, ale przede
wszystkim pomagałam w prowadzeniu korespondencji, której z roku na rok
było coraz więcej.

Widywaliśmy się średnio parę razy w miesiącu. Uwielbiałam te nasze
spotkania. Zawsze przychodziłam z psem, którego Rysiek witał niezwykle
serdecznie, zresztą z wzajemnością, i ukradkiem dokarmiał. Przyłapany na
gorącym uczynku, uśmiechał się przekornie. Potem rozmawialiśmy, pytał,
co u mnie słychać. Miał bardzo rzadki dar słuchania. Słuchał całym sobą,
całym ciałem, z przejęciem, dopytywał o drobiazgi, nigdy nie oceniał –
okazywał zrozumienie i akceptację. Często dowcipkowaliśmy, miał ogromne
poczucie humoru. Mówiliśmy o wszystkim: o pracy, o moich zwierzętach, o
kwestiach męsko-damskich, o Jego podróżach, o globalizacji, polityce,
literaturze, muzyce, o życiu.


Wreszcie siadaliśmy do korespondencji. Nie umiał pisać na komputerze,
nie miał e-maila. Ale kupił komputer specjalnie na potrzeby tych naszych
posiedzeń, dyktował mi, ja pisałam, drukowałam, a on podpisywał. Starał
się odpowiadać na większość listów, których otrzymywał zatrzęsienie – a
to manifesty uwielbienia, a to wzruszające wspomnienia Poleszuków, a to
zaproszenia na konferencje, spotkania, prośby o zdjęcia z autografem.
Niektórzy nadsyłali swoje teksty z nadzieją na Jego opinię… Czasami
czuł się tym przytłoczony, zmęczony, ale chciał odpisywać, choćby w
dwóch zdaniach – zawsze szalenie miło, ciepło, z delikatnością.
Najbardziej cieszyły go listy od czytelników, którzy zwierzali się, jak
Jego pisarstwo wpłynęło na ich życie.


Czasem dziwiłam się, że chce Mu się odpowiadać na nieraz kuriozalne
pytania, np. o uczestnictwo w jakiejś konferencji farmaceutycznej. Ale
on odpowiadał, z niezmienną powagą i uprzejmością. Wtedy pokorniałam, bo
widziałam, że wypływało to z Jego prawdziwej życzliwości dla innych.
Dlatego wszyscy tak do Niego lgnęliśmy.


– Ja nie oceniam ludzi według stanu ich wiedzy, jakimi są
specjalistami. Dla mnie najważniejsze u drugiego człowieka jest to, czy
jest mądry – a mądrość to nie to samo, co wiedza – i czy jest dobry.
Tylko to się liczy – powiedział mi kiedyś.


I sam taki właśnie był – jak ciężko pisać o Nim w czasie przeszłym –
mądry i dobry. I zawsze uśmiechnięty. Takim Cię, kochany Ryśku,
zapamiętam. Będzie mi Cię bardzo brakować.

Dorota Inés Nowakbyła asystentką Ryszardza Kapuścińskiego.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*